1. Niespodziewani Goście

Najkrótsza droga do Warszawy prowadziła przez ogromne pola. Były to obszary dość niebezpieczne. W przypadku ataku bandytów nie było gdzie się schronić.
Na początku całej tej apokalipsy, zdarzały się grupy rozbitków, którzy żyli tylko dzięki napadom na żywych. Z czasem te grupy rozrastały się i już nie tylko martwi byli zagrożeniem. Zawsze to zjawisko intrygowało mnie i wciąż nie mogłem tego zrozumieć. Ludzie w takich czasach powinni stanąć po jednej stronie by przeżyć, a nie strzelać do siebie nawzajem. Nikt nie widział logicznego wytłumaczenia całego zajścia i nikt nie mógł na to nic poradzić. Powstał pewien łańcuch pokarmowy. Na samym szczycie pojawiły się zombie, pod nimi byli bandyci, dalej wojsko i na końcu rozbitkowie próbujący przeżyć. Każda z tych grup była zagrożeniem dla nas – rozbitków. Odkąd powstał obóz codziennie zmagaliśmy się z atakiem zombie. Bandyci z reguły omijali takie miejsca, lecz zdarzały się pojedyncze występki. Często jednak atakowali ekipy, które oddalały się od obozu w celach zaopatrzeniowych. Wielu ludzi poległo w starciu z nimi i jeszcze więcej zostało rannych. Najczęściej byli to przestępcy starego świata, mordercy, lub inni, których prawo nie interesowało. Nigdy nie zadawali pytań. Ich główną siłą przetargową była przemoc, wobec innych żywych.
Znajdowaliśmy się w miejscu, w którym grabieżcy najczęściej szykowali pułapki. Otwarta przestrzeń była dla nich idealnym miejscem. Trzeba było stąpać ostrożnie. Szliśmy poboczem, by nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi. Na szczęście nasze ubrania zlewały się z tłem, więc pozornie mogliśmy się czuć bezpiecznie.
– Ile osób znajdowało się w obozie? – Krzysiek wiedział, że nie można być teraz głośno, lecz to pytanie nie dawało mu spokoju. Rozmawialiśmy szeptem.
– Około 70.
– I wystarczył jeden zombiak by to wszystko upadło? Niesamowite.
– Większość z nas nie było wyszkolonych w walce z nimi. Sami musieliśmy nauczyć się wszystkiego.
– Poczekajcie – Angie zatrzymała nas ruchem ręki – słyszycie to?
Stanęliśmy i wsłuchiwaliśmy się w panującą wokół ciszę. Docierał do nas lekki odgłos jęków. Oznaczało to, że w pobliżu znajduje się grupka chodzących trupów.
– Dziwne – powiedział Krzysiek – z reguły są ciche, może to oznaczać tylko jedno – wszyscy spojrzeliśmy na siebie – w pobliżu muszą być żywi.
Dźwięk dobiegał z głębi lasu. Postanowiliśmy sprawdzić co się dzieje. Z każdym krokiem wycie truposzy było bardziej wyraźne. Kiedy w końcu dotarliśmy do źródła hałasu, naszym oczom ukazał się dość niesłychany widok. Pięciu zombie stało pod drzewem, z czego trzech z nich zajętych było pałaszowaniem czyjegoś ciała. Okazało się, że dwójka dzieci – chłopiec i dziewczynka – wspięło się na drzewo by uniknąć napastników.
Co w tym miejscu robiły dzieci? Skąd się tutaj wzięły? Jedno było pewne, trzeba było działać. Pochyliliśmy się by opracować plan.
– Trzeba pomóc tym dzieciakom, gałęzie nie wyglądają na zbyt wytrzymałe. Lada moment mogą pęknąć.
– Masz rację, jednak nie możemy użyć broni, bo jeszcze bandyci dowiedzą się o naszym położeniu, a wtedy będzie pozamiatane.
– Nie mamy pewności, czy w ogóle tu są jacyś bandyci.
– Lepiej nie ryzykować.
– Zakradnijmy się do nich od tyłu i po prostu ich powybijajmy – pomysł Angie wydał się dość szalony, ale w obecnej sytuacji nie było lepszego.
– Dobra, Dawid, ty pójdziesz od lewej i postarasz się zdjąć tych dwóch. Ja zajmę się tymi po prawej a Angie…
Jak widać Angie już miała swój własny plan. Z niedowierzaniem patrzyliśmy jak zbliża się do zombiaków mając w ręku tylko nóż. Bez problemu zakradła się do tych, którzy właśnie kończyli posiłek. Nie zważając na nic, wbiła pierwszemu nóż w tył głowy. Cały czas wydając z siebie ten nieznośny syk, pozostałe dwa trupy wstały, by pożywić się świeżym mięsem. Kiedy już wyjęła ostrze z pierwszych zwłok, bez wahania drugiemu zaserwowała nóż w oczodół. Wyjmując go kopnęła ciało drugiego, by przewalić tego, który został. Udało się, a gdy ten był na ziemi, bez zbędnych popisów, zakończyła męczarnie ostatniego z trupów jednym precyzyjnym cięciem.
Wraz z Krzyśkiem staliśmy jak wryci. Wiedziałem już, że Angie to kobieta niecackająca się z niczym. Wciąż nie mogliśmy uwierzyć w to, czego właśnie dokonała. Nie zauważyłem nawet kiedy załatwiła pozostałych dwóch stojących pod drzewem. Słychać już było tylko płacz dzieci.
– Możecie się w końcu ruszyć i pomóc mi ściągnąć te dzieciaki?
Bez słowa podeszliśmy do drzewa, na którym znajdowały się dzieci. Ciało, które leżało obok należało do kobiety. Prawdopodobnie była to ich matka.
Kiedy w końcu zeszli na ziemię, cali aż się trzęśli. Jak się okazało, byli rodzeństwem i wraz z matką, uciekali przed goniącymi ich zombie. Chłopiec miał na imię Michał i miał 9 lat, a dziewczynka Kasia i miała 11 lat. Angie uklękła przed nimi i delikatnie zaczęła rozmowę.
– Możecie mi powiedzieć, co się tutaj stało?
Głos zabrała Kasia.
– Uciekaliśmy wraz z mamą od tych paskudnych, niedobrych panów, którzy nas więzili – w oczach dziecka zaczęły pojawiać się łzy – kiedy te śmierdzące stwory zaatakowały mamę.
– Boję się – chłopczyk, stojący za siostrą, wtulił się w nią bardzo mocno i wraz z nią zaczął płakać.
A więc w pobliżu znajdowali się bandyci. Nasze przeczucia niestety okazały się prawdziwe. Zastanawialiśmy się co zrobić z rodzeństwem kiedy dotarł do nas odgłos zbliżającego się pojazdu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *