2. Ostatni Wypoczynek

   Przez kolejne 2 godziny leżałem i rozmyślałem o tym, co powiedział mi Doktor. Chciałem jeszcze pospać, ale to nie dawało mi spokoju. W końcu wszystko się skończyło, a ja znowu muszę tam wracać. Do świata przepełnionego zapachem śmierci i bólu. Czy nie wystarczająco już wycierpiałem?
Patrzyłem pusto w sufit. Czekałem, aż ktoś wejdzie i powie coś w stylu „już czas”. Nikt jednak nie przychodził. Czekanie doprowadzało mnie do szału. Poza leżeniem, nie miałem żadnego zajęcia.
   Powiedzmy, że misja się uda, a ja wrócę cały i zdrowy z dziewczynką. Potem co? Puszczą mnie? Wątpię by po tym wszystkim wypuściliby mnie tak po prostu. Wszystko się jeszcze okaże.
   Powoli zaczynało się ściemniać, co świadczyło, że od wizyty Doktora minęło wiele godzin. Jedyna osoba, która mnie tu odwiedziła, to pielęgniarka z obiadem i kolejną dawką dziwnych tabletek. Nie wypowiedziała ani słowa podczas pobytu w moim pokoju. Uśmiechała się tylko i na każde moje pytanie, odpowiadała skinieniem głowy. Nawet w wypadku, kiedy nie miało to sensu. Dziwni ludzie tu pracują.
   Kiedy myślałem, że zaraz skonam, do pokoju wszedł mężczyzna ubrany w wojskowy mundur, u którego widziałem przy pasie pistolet. Miałem nadzieje, że nie po to, by go teraz użyć.
– Ty jesteś Dawid? – jego ton był obojętny. Świadczyć mogło to o jego profesjonalizmie w zawodzie.
   – Tak, to ja… a pan to?
– Starszy Sierżant Dominik Sęp! – tytuł wypowiedział z dumą i jednocześnie zasalutował – Zostałem powołany do misji zdobycia przeciwciał. Ponoć jako nieliczny przeżyłeś i wiesz gdzie szukać obiektu – język wojskowy był dla mnie zawsze niezrozumiały. Czy naprawdę nie łatwiej było powiedzieć „przyprowadzenia dziewczynki”, tylko od razu nazywać ją „obiektem”?
– Zgadza się – mimo wszystko starałem się utrzymać tą samą powagę, co mój gość.
– Dobrze – przysunął sobie krzesełko by usiąść obok łóżka – mamy trochę do pogadania.
Nie wiedziałem co powiedzieć, więc po postu cierpliwie czekałem na to, aż sam zacznie temat. Nie musiałem długo oczekiwać na to, aż zacznie.
– Mam nadzieje, że zdajesz sobie sprawę z priorytetu tej misji? – nie czekając na odpowiedź ciągnął dalej – Ja tak, dlatego przyszedłem tutaj, by poznać cię osobiście, zanim powierzę życie swoje i swoich ludzi, tobie – widać było, że twardy z niego gość i nie lubi się cackać – Nie wyglądasz na kogoś, kto mógłby przeżyć tyle, ale może pozory mylą. Umiesz posługiwać się bronią?
   Jego pytanie wydało się dość irracjonalne. Niby jak mógłbym przeżyć, nie potrafiąc wycelować w głowę trupa i pociągnąć za spust? Mimo wszystko nie chciałem być zbyt pochopny w swoich słowach, bo nie wyglądał na kogoś, kto toleruje takie zachowanie.
– Owszem. Zabiłem już wiele trupów korzystając z broni palnej, czy białej. Inaczej nie przeżyłbym tak długo na zewnątrz.
– Dobrze – przez cały czas, wpatrywał się w moje oczy. Chyba miało to zadziałać jak wykrywacz kłamstw – pamiętasz drogę do budynku?
– Myślę, że tam trafię.
– Ok, to tyle – nie czekając na nic, po postu wstał i odwrócił się do drzwi.
– I już!? To wszystko? – nie zdawałem sobie sprawy, jak głośno to powiedziałem – żadnych moich pytań? Wyjaśnień? Po prostu czy umiem strzelać i czy tam trafię? Skoro ta misja jest tak ważna, to czemu mi więcej o niej nie powiesz? Chociażby kiedy ruszamy?
– Jutro z rana – to były ostatnie słowa jakie wypowiedział. Nawet nie odwrócił się, mówiąc je. Po prostu otworzył drzwi i wyszedł. Zanim jednak się zamknęły, do pokoju wszedł Konrad.
– Widzę, że poznałeś dowódcę twojej misji? – odwrócił się, by zobaczyć, czy ten może go usłyszeć – straszny z niego burak, ale wojskowi już tak mają.
– Najwidoczniej – tutaj akurat musiałem się zgodzić. Nawet nasz dowódca obozu nie był takim prostakiem, jak on. Czekała mnie ciekawa przygoda – może ty mi coś więcej powiesz?
– Nie do końca. Jedyne co mogę ci powiedzieć, to to, że wyruszacie jutro? Ale skoro był już tu ten sierżancik, to pewnie wiesz. Chce tylko sprawdzić, czy wszystkie procesy w twoim organizmie, działają jak należy.
– Mówiłeś, że wyruszymy za dwa, do trzech dni. Co się stało?
   – Cóż… dowództwo nalega, byście wyruszyli jak najszybciej. Udało mi się przekonać ich, żeby poczekali do jutra rana. Niestety nic więcej nie mogłem zrobić – urwał by spojrzeć na wyniki moich badań – ale wszystko wskazuje na to, że dasz radę. Szybko się goisz kolego.
Popatrzyłem na niego z niedowierzaniem. On chyba naprawdę nie pamięta tego, co wydarzyło się wczoraj z Markiem, czy Angie. Na jego nieszczęście ja pamiętam i wypomnę w odpowiednim momencie. Na pewno jeszcze nie teraz.
– I jak to ma wyglądać? – starałem się dowiedzieć się jak najwięcej, przed jutrem.
– Co masz na myśli?
– No np. czy dostanę jakąś broń, ile to ma mniej więcej trwać, lub jak się tam dostaniemy?
   – Spokojnie, nie wiem wszystkiego. Niestety musisz poczekać do jutra z odpowiedziami, bo ja mam za zadanie tylko sprawić, byś był zdolny do wyprawy. O niczym więcej nie wiem. Cud, że udało mi się uchronić cię przed tym, co spotkało tego pilota… jak mu tam było?
– Marek. To ten którego zabiłeś – dopiero po chwili dotarło do mnie co powiedziałem, ale jednak było to silniejsze ode mnie.
– Gdybyś wiedział jak to wszystko tu działa, zrozumiałbyś mnie. Nie mam tyle czasu, by ci wytłumaczyć cokolwiek – odłożył wszystkie kartki z wynikami badań na miejsce – na tą chwilę musi ci wystarczyć fakt, że jestem po twojej stronie.
   Nie wierzyłem w to, co mówił. Jakim prawem tak myśli? Że niby jest po mojej stronie? Przez niego zginęły dwie osoby, a jemu wydaje się, że jest moim sprzymierzeńcem.
– Czemu nie wziąłeś tabletek? To witaminy i wszystko to, czego twój organizm potrzebuje, do szybszej regeneracji. Przecież nie chcemy cie… – widząc mój wzrok, urwał w połowie zdania. Chyba wiedział, co usłyszy ode mnie, kiedy dokończy, wiec uznał to za bezcelowe – twoja decyzja, ale nie narzekaj potem na bóle głowy, czy stawów.
Nadal nie usłyszawszy odpowiedzi, po prostu wyszedł z pokoju. Na zegarku wskazówki przesunęły się o kolejne miejsca, co dawało mi mniej czasu na odpoczynek.
Kiedy w końcu usłyszałem to, co chciałem, poczułem, że zmęczenie było bardzo mocne. Sprawiło to, że po wyjściu Doktorka, od razu zasnąłem. Obudziłem się dopiero rano.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *