3. Wspomnienia

Nie mogłem odpędzić się od ich wzroku. Oboje byli wpatrzeni we mnie, niczym w jakiegoś boga, którym nigdy nie byłem i nie będę. Przez krótki moment, wydawało mi się, że spoglądają na moje ramię. Przestraszyłem się, że krew z rany przesiąkła przez ubranie, w końcu od początku dnia nie zmieniłem opatrunku. Nie licząc tego, że miałem na sobie sporą ilość śladów po upadku, nic nie było widać. Najwidoczniej dawno nie spotkali kogoś żywego.
– Przez chwile mieliśmy wrażenie, że jesteś jednym z tych stworów. Na szczęście moja siostra rzadko się myli i dlatego jeszcze żyjesz. Tak w ogóle to jestem Krzysiek – wyciągnął do mnie dłoń w geście przywitania – a to moja siostra Angelika.
Na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech i również wyciągnęła dłoń.
– Mów mi Angie.
– Jeszcze chwila a ten tutaj by mnie zżarł. Nie wiem jak wam dziękować.
– Świat na zewnątrz się zmienił, ale my wciąż jesteśmy ludźmi. Powiedz, skąd się wziąłeś sam na tym pustkowiu.
Zaczynało mnie męczyć skrywanie tego, co stało się na prawdę. Wiedziałem, że z góry mój los jest przesądzony, ale to jeszcze nie ten czas i nie to miejsce na moją śmierć. Znów musiałem zmyślić całą historię.
– Jakieś 6 – 7 km stąd jest obóz, w którym się skrywałem wraz z wieloma innymi ludźmi. Myślałem, że w końcu znalazłem miejsce, w którym mogę spędzić więcej niż jedną noc. Świat był kolorowy, do czasu aż wdarł się jeden zombie. On jeden sprawił, że w obozie wybuchła panika i zaraza. Nie mogliśmy nic poradzić…
– Uważaj!
Poczułem przelatujący pocisk obok ucha, a następnie dźwięk upadającego ciała. Krew trysnęła mi na twarz. Tak się skupiłem na zmyślaniu historii, że straciłem zmysł przetrwania.
– Już drugi raz uratowaliście mi tyłek – spojrzałem w tył i zobaczyłem, że niedoszły napastnik ma dziurę centralnie na środku czoła – ładny strzał.
– Nie jest tu bezpiecznie, chodźmy gdzieś, gdzie nie będę musiała marnować amunicji na tych zdechlaków. Kawałek drogi stąd widzieliśmy opuszczoną stację kolejową. Może tam będą lepsze warunki do dalszej rozmowy – po chwili ciszy dodała – I może uda nam się znaleźć coś ciekawego. Tak czy inaczej kontynuuj.
Zaczęliśmy iść przed siebie – na północny wschód od obozu. Nabrałem świeżego powietrza w płuca i mogłem dalej mówić.
– No więc jak ten trup dostał się do obozu, to zaraz po nim pojawili się kolejni. Wybuchła ogromna panika. Zaczęły się strzały do wszystkich, do tych żywych i martwych. W pewnym momencie nikt nie mógł ich odróżnić. W horrorach zawsze takie sytuacje miały miejsca nocą, a w naszym przypadku było to z samego rana. Zaczęło się od jednego krzyku, potem następny i jeszcze jeden, aż wszyscy zaczęli panicznie wrzeszczeć i uciekać we wszystkie strony. Na szczęście udało mi się zachować spokój i wymknąć się oddalonym od tego wszystkiego wyjściem.
Zapadła cisza. Angie i Krzysiek mieli spuszczone głowy. Wyglądali tak, jak by taka sytuacja wydarzyła się w ich życiu. W końcu przemówił Krzysiek.
– Nie mogę uwierzyć. Mieliśmy wyjść z Angie o wiele wcześniej, by dotrzeć do tego obozu, o którym mówisz. Od dłuższego czasu błądzimy po świecie zupełnie sami. Gdy usłyszeliśmy o was, zabłysła w nas nadzieja.
Po jego twarzy można było stwierdzić, że to co powiedziałem, bardzo go dotknęło. Szkoda tylko, że to wszystko nie było prawdą i cały czas obóz stoi nietknięty przez umarłych. Niestety gdy chodzi o własne życie, człowiek powie wszystko by przeżyć. Nawet będzie w stanie narazić innych, by czuć się bezpiecznym.
Tym razem głos zabrała Angie.
– Jak to wszystko się zaczęło, byłam wtedy w Siedlcach, naszym rodzinnym mieście. Dzień zapowiadał się rewelacyjnie, dopóki wraz z matką nie wyszłyśmy wspólnie do sklepu. Rozmawiałyśmy o wszystkim, aż w pewnym momencie na drodze stanął nasz sąsiad, starszy pan Maciek – łza spłynęła jej po policzku, lecz szybkim ruchem ręki ją wytarła – Widziałam jej śmierć. Widziałam jak wgryza się w jej szyję. Próbowałam go odciągnąć, lecz było za późno – głos coraz bardziej jej drżał – nigdy nie widziałam tyle krwi. Nie mogłam uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło. Stałam jak wryta, gdy nagle  stwór próbował rzucić się na mnie. Zaczęłam uciekać najszybciej jak mogłam. Biegłam nie patrząc za siebie. Do tej pory nie mogę sobie darować tego, że zostawiłam tam naszą matkę na pastwę tych zwierząt. W końcu udało mi się dobiec do pracy Krzyśka – w tym momencie spojrzała na niego, a on położył jej rękę na ramieniu i mówił dalej.
– Za pierwszym razem, kiedy usłyszałem tą historię, wydawało mi się, że wszystko zmyśla. Spojrzałem jednak na jej pogrążoną w rozpaczy twarz i od razu wiedziałem, że coś jest nie tak. Wchodząc na zewnątrz, od razu można było wyczuć śmierć w powietrzu. Chwilę później ludzie zaczynali uciekać jak najdalej było to możliwe. Wtedy właśnie do mnie dotarło, jak przedstawia się obecny świat.
Od początku widać było, że oboje dużo przeszli w nowym świecie, ale nie przypuszczałem, że aż tyle. Widok śmierci bliskiej osoby jest najgorszą rzeczą jakiej można doświadczyć. Zwłaszcza wtedy, gdy nie jest się na to przygotowanym. Po części wiedziałem co czują, bo sam tego rano doświadczyłem.
Po otarciu łez i chwili uspokojenia, głos Angie wrócił do normy.
– O! to właśnie tam! – wskazała palcem budynek oddalony o jakieś 500 m od nas.
Wszyscy ruszyliśmy lekko przyspieszonym tempem.
Po dotarciu na miejsce i wstępnych oględzinach, okazało się, że nie było tu ani jednego trupa. W środku również z nikim się nie spotkaliśmy.
W wewnątrz budynku znaleźliśmy pomieszczenie, które kiedyś służyło za poczekalnie i postanowiliśmy tam chwilę odpocząć.
– Powiedz nam teraz Dawid, jak udało Ci się przetrwać przed obozem
– Wszystko zaczęło się…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

18 − eighteen =