6. Audycja Apokalipsy

Nadal czuje, że jestem pogrążony we śnie. Czy to był znak? Czy na prawdę czeka nas taki los? Czy świat faktycznie stanie w płomieniach? Cały czas pojawiały się nowe pytania, a wcale nie przybywało odpowiedzi. Wiedziałem tylko jedno – powoli staję się jednym z nich.
Zawsze wierzyłem w przeznaczenie. Najwidoczniej traf chciał, bym przyłożył rękę do nadchodzącej zagłady ludzkości. Może to właśnie ja zabiję ostatniego żywego człowieka na ziemi. Może właśnie o tym był ten sen. Tylko co u diabła robiła w nim Sylwia? Dowiem się w swoim czasie.
Chciałem wstać i pójść w miejsce, gdzie będzie zdecydowanie mniej ludzi, lecz spojrzałem na zegarek i w jednej chwili wszystko stało się jasne. Każdego dnia o godzinie 9, zaczynała się audycja radiowa “Czas Ostateczny”. Główny, i jedyny prowadzący – Alex, każdego dnia od 9 do 10 nadawał ze swojego studia. Nikt nie wiedział gdzie dokładnie się ono mieści i jakim cudem udało mu się to osiągnąć. Nie to było teraz ważne. Ważne, że każdego ranka dawał nam nadzieję na lepsze jutro. Z reguły program zaczynał od przywitania i podania prognozy pogody. Głos miał tak łagodny, że każdy ze słuchaczy, w tym ja, czuł się zahipnotyzowany. Gdyby rozkazał ludziom by wstali i strzelili sobie w łeb, pewnie tak by zrobili.
Z powrotem usiadłem i z przyjemnością słuchałem tego, co ma nam dzisiaj do powiedzenia. Jego mowa sprawiła, że totalnie zapomniałem o moim stanie. Każdą audycję rozpoczynał tak samo.
– “Witajcie ci, którzy jeszcze mogą oddychać. Mamy godzinę 9:00 i jak każdego dnia witam się z wami ja – Alex w mojej audycji czas ostateczny. Ludzie słuchający mnie po raz pierwszy niech wiedzą, że informacje których dostarczam, są bardzo pomocne w odbudowie nowego świata”
Już sam początek wypełniał ludziom pustkę rzeczywistości. Ta jedna jedyna godzina, sprawiała, że chce się dalej żyć. Nie wiem co by się stało, gdybyśmy nie odkryli tej transmisji. Prawdopodobnie wielu z nas, nie wytrzymałoby codziennego kontaktu z tym, co nas otacza.
– “Pogoda dzisiaj zdecydowanie nam dopisuje. Termometr wskazuje 20 stopni, a na niebie nie widać ani jednej chmury. To dobra wiadomość dla tych, którzy muszą spać pod gołym niebem. Zapowiada się kolejny pracowity dzień. Pamiętajcie by nie siedzieć za długo na słońcu, bo może to mieć nieciekawe konsekwencje. Jeżeli udało wam się zdobyć kremy z filtrem i macie zamiar pracować na świeżym powietrzu, nie zapomnijcie ich użyć!”
Głupia prognoza pogody sprawiła, że wszystkim pojawił się uśmiech na twarzy. Jak widać człowiek, po utracie informacji ze świata zewnętrznego, był zagubiony i bezbronny. Odkąd pojawiła się telewizja, internet czy radio, ludzie przywykli do wygody jakie fundują im media. Nikt nie czytał gazet rozdawanych na ulicy. Nawet nie trzeba było wychodzić z domu, by wiedzieć co dzieje się w sąsiadujących państwach czy kontynentach. Dlatego wszyscy tak chętnie przychodzili posłuchać do stołówki na czas trwania programu. Nieważne czy byli starzy czy chorzy. W tej chwili, wszyscy pojawiali się w jednym miejscu przy absolutnej ciszy.
– “(…) Ostatnio doszła do mnie informacja o obozie uchodźców niedaleko Łomianek, w którym to wirus zaatakował od wewnątrz. Jeden z uczestników wcześniejszej wyprawy, nie przyznał się do faktu, iż został ugryziony. Tylko nielicznym udało się uratować z wynikłej w obozie zarazy. Pamiętajcie! Każdy, kto został zainfekowany, przemieni się i będzie chciał was zjeść! Za wszelką cenę nie dopuśćcie do takiego rozwoju wydarzeń. Nie ważne czy jest to twoja rodzina, przyjaciel, partner czy też zupełnie ktoś obcy. Natychmiast trzeba taką osobę odizolować, a najlepiej od razu unicestwić. Tylko to przyniesie pożądany skutek (…)”
Po tych słowach poczułem wzrok wszystkich na sobie. Skąd oni wiedzą co tak na prawdę się ze mną dzieje? Pomimo iż nie było takiej możliwości, to spojrzałem na rękaw czy nic nie przesiąkło. Na szczęście nie. Faktycznie byłem bardziej blady od pozostałych, ale mogło to być spowodowane wieloma czynnikami, niekoniecznie wirusem. Po chwili okazało się jednak, że nikt nie patrzy w moją stronę, a uczucie bycia obserwowanym to tylko kolejna gra mojej podświadomości.
Nie chcę spowodować zagłady naszego obozu, więc uznałem, że jedynym wyjściem było opuszczenie go. Nie chciałem tego robić, ale w tym momencie nie miałem innego wyjścia. Powoli wstałem i zmierzałem do wyjścia.
Minęły 2 godziny od wdania się infekcji do krwiobiegu. Mogę zanotować, że pierwszym objawem są potworne dreszcze i obniżona temperatura ciała. Nawet ciepła herbata nie była w stanie jej przywrócić. Kolejny etap rozpoczął się od momentu wyjścia z budynku służącego za jadalnie i pokój informacyjny w jednym. ​

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

17 + eight =