6. Czas Zapłaty

Racjonalnie starałem się ocenić swoje szanse przeciwko Sępowi. Był wyższy i znacznie bardziej umięśniony niż ja. Miał też większe doświadczenie w zabijaniu, no i co najważniejsze, miał broń. Tak więc, nie miałem najmniejszych szans w starciu z sierżantem. Musiałem wpaść na coś innego, na coś, czym go zaskoczę. Jeżeli w końcu coś wymyślę, to pewnie zaskoczę sam siebie. Ciężko było mi myśleć, będąc związanym i zmęczonym po dzisiejszym dniu. Jedyne co mnie pocieszało, to fakt, że nie było aż tak źle, jak w dniu infekcji, chociaż wtedy wrogiem byli tylko umarli.
– Po co wam ona? – nie mogłem znieść tej ciszy, dlatego postanowiłem przerwać ją rozmową z Sepem.
– Cóż, twoje szanse na przeżycie są dosyć marne, więc chyba mogę ci powiedzieć. Nie boje się tych gnijących oferm, ale większość populacji sra po gaciach myśląc o nich. Wyobraź sobie, jak oni by to chcieli wszystko zakończyć. Wrócić do normalnego życia, żałosne śmiecie. – sierżant aż poczerwieniał na twarzy – Cały czas czekałem na dobry moment, by opuścić ten ośrodek, w którym się poznaliśmy. Kiedy usłyszałem, że mam wyruszyć w misję po tą dziewczynkę, to od razu mnie oświeciło. Nie dość, że będę mógł w końcu się stąd urwać, to jeszcze wzbogacę się na tych gnidach.
Myślałem, że sierżant pomimo swojej oschłości, będzie jednak bardziej wartościowym człowiekiem. Myliłem się, ale czy w tym świecie to aż takie dziwne? Z resztą sam nie należałem do wartościowych ludzi. Moja samolubność była przypłacona krwią wielu istnień, więc nie powinienem osądzać takich ludzi, jak Sęp, bo sam nie jestem lepszy.
Hałas dobiegający z pokoju obok, mógł świadczyć o dwóch rzeczach. Ewa miała rację lub nie w kwestii dania sobie rady z Rudym.
– Głośno coś, tam u nich. Rudy zawsze miał słabość do ostrych dziewczyn.
Cały czas nie było okazji, by w jakikolwiek sposób przechytrzyć Sępa. Czas uciekał, więc musiałem coś zrobić. Ewa pewnie zaraz wyjdzie, a wtedy może nie być ciekawie.
W momencie, w którym sierżant stracił zainteresowanie moją osobą, byłem gotowy do działania. Chciałem już wstać i po prostu znokautować Sępa swoim ciężarem, jak to był z Ojcem Kasi, jednak w tym samym momencie dołączyła do nas Wera, co absolutnie zniszczyło mój plan.
– Sprawdziłam dokładnie pomieszczenie i natrafiłam jedynie na dwóch trupów. Chyba nie wszyscy jajogłowi się uratowali, ponieważ mieli to przy sobie – Wera wyciągnęła z kieszeni coś na kształt legitymacji ze zdjęciem, imieniem i nazwiskiem jednego z naukowców.
– Świetna robota, jak tylko Rudy skończy z tą dziwką, a Maciek wróci ze swojego zwiadu, pokażesz gdzie spotkałaś tych sztywniaków. Pewnie gdzieś tam ukryli się wszyscy. Po przemianie pewnie zostało im nieco wspomnień i chcieli powrócić do swojej kryjówki.
– Tak jest!
Teraz już byłem całkowicie bezradny. Z samym Sępem nie miałem zbyt dużych szans, ale kiedy dołączyła Wera, to moje szanse na powodzenie, spadły poniżej zera.
Na domiar złego, w pokoju obok się uciszyło. Z jednej strony chciałem by to Ewie się udało, ale wtedy gdyby wyszła i napotkała Sępa i Werę, strach pomyśleć co by z nią zrobili.
– Chyba Rudy już zrobił swoje. Może w końcu się uspokoi?
– Nie znasz go? Nigdy nie będzie spokojny.
Oczekiwanie na rozwój sytuacji, powodowało skręt wszystkich moich organów. Strach przed tym, co się zaraz stanie, był nie do wytrzymania. W końcu drzwi się otworzyły, a stał w nich Rudy. Wyglądał jednak dziwnie. Nie miał tego swojego uśmieszku. Chwilę później upadł przed siebie jak worek ziemniaków.
– Co się stało!?
Wera i Sęp od razu wyciągnęli broń i wymierzyli w Ewę, która zajęła miejsce Rudego. Ostatnie co udało mi się zrobić to pobiec na Werę – która stała bliżej mnie – i unieszkodliwić ją swoim ciałem. Kiedy upadliśmy, do moich uszu dobiegł dźwięk wystrzału. Nie chciałem się odwracać, bo domyślałem się, co zobaczę.
Krzyk. Było w nim jednak coś nie tak, bowiem nie należał on do Ewy, tylko do Sępa.
Spojrzałem za siebie, a to właśnie sierżant leżał na ziemi, z przestrzeloną ręką. Jak do tego doszło? Przecież Ewa nie miała broni, a nie mogła jej zdobyć od Rudego, ponieważ zostawił on wszystko tutaj. Co więc się stało?
– Wszyscy cali? – Głos Maćka dobiegł z korytarza, w którym zniknął parę minut temu.
– Ty zdradziecki skurwysynie! – Pierwszy raz w słowach Sępa czuć było ból i strach.
– Dawid! – głos Kasi był niczym miód dla moich uszu.
Przybiegła do mnie i od razu przytuliła się z całych sił. Niestety nie mogłem odwzajemnić uścisku, ponieważ cały czas byłem skrępowany węzłem, który zawiązał mi Maciek. Tak samo szybko jak mi go założył, tak szybko się go pozbył i mogłem w końcu swobodnie poruszać górnymi kończynami.
– Skubana skryła się w kuchni w jednej z szafek. Gdyby nie to, że usłyszałem odgłos przewracanej puszki, chyba nigdy bym jej nie znalazł.
– Dobra robota Skarbie – cały czas patrzyłem na nią z podziwem.
– Dobrze, że to ja poszedłem do kuchni, inaczej mogłoby być źle.
– Masz rację – do rozmowy wtrąciła się Ewa – teraz w spokoju możemy iść dalej.
– A co z nim? – Maciek wskazał Sępa, który cały czas usiłował zatamować krew z rany postrzałowej.
– Może go zwiążemy i zostawimy?
– Wprawdzie to sukinsyn jak ich mało, ale wydaje mi się, że nie powinniśmy grać jego kartami.
– Co zamierzasz w takim razie?
– Sądzę, że jeszcze nam się przyda w drodze powrotnej.
– To chcesz tam wracać?
– Mam do załatwienia jedną sprawę, z wujkiem Kasi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *