6. Na Krańcu Światów

   Z zewnątrz przypominał człowieka, lecz w środku na pewno nim nie był. Zachowaniem upodabniał się do zwierzęcia, dla którego jedynym celem w życiu, było zdobycie pożywienia. W jego oczach widać było mgłę przesłaniającą duszę.
Kiedy powoli cofałem się do tyłu, potknąłem się o krawężnik. W tym momencie byłem w pułapce. Obcy wciąż podążał w moją stronę, wydając dziwny skrzek. Kiedy był na tyle blisko, bym poczuł jego swąd, wtedy…
Potworny krzyk dobiegł z okolic krzaków, znajdujących się zaledwie 200m od nas. Od razu zerwaliśmy się na równe nogi i wyciągnęliśmy broń. Rozglądaliśmy się w poszukiwaniu nieproszonych gości. Krzyk coraz bardziej przybierał na sile.
– Słyszeliście to? Brzmiało jak kobieta.
Spojrzeliśmy po sobie po czym zrozumiałem jedno.
– Zaraz… ja znam ten głos.
Nie zastanawiając się dalej, pobiegłem w miejsce, skąd dobiegał hałas. Angie i Krzysiek od razu ruszyli za mną. W myślach błagałem bym miał omamy i głos jaki słyszałem nie należał do…
Obraz, który objawił mi się przed oczami, wstrząsnął mną do końca. Padłem na kolana i z niedowierzaniem patrzyłem jak 3 zombie wgryza się w ciało kobiety. W pewnym momencie złość, która we mnie narastała ujrzała światło dzienne. Podniosłem broń, i wycelowałem w stronę stworów. Nie panowałem nad sobą. W mgnieniu oka opróżniłem cały magazynek, a żadna wystrzelona przeze mnie kula nie trafiła ich w głowę. Nim dotarło do mnie to co przed chwilą zrobiłem, oni byli już na wprost mnie. Wygłodniali ruszyli w moją stronę, chcąc pożreć i mnie. Na całe szczęście moi nowi towarzysze, pojawili się w odpowiednim momencie i precyzyjnymi strzałami, wyeliminowali cel.
Ból jaki we mnie narastał, był nie do zniesienia. Pierwszy raz od bardzo dawna zachciało mi się płakać. Spoglądając na ciało leżące niedaleko mnie udało mi się wydusić słowa przez łzy.
– To ona…
Oboje spojrzeli na zmasakrowane, lecz wciąż żywe ciało.
– Kto taki?
– To Sara.
Łzy same napływały mi do oczu. Co ona tu robiła? Przecież była bezpieczna w obozie. Nawet dzisiaj nie było zaplanowanego żadnego wypadu po zapasy. Więc dlaczego? Dlaczego wyszła na zewnątrz i naraziła się na niebezpieczeństwo?
Cichy szept dobiegał od strony konającej Sary. Podszedłem bliżej by usłyszeć co mówi. Jej policzek był nadgryziony a na ręce widać było fragment kości. Najwidoczniej napastnicy dawno nic nie jedli.
Gdy nachyliłem się nad jej twarzą, usłyszałem tylko lekki świst. To była kwestia sekund, kiedy powróci na świat po tamtej stronie. Pomyśleć, że mogłem tak samo skończyć, kiedy rano Sylwia mnie ugryzła. Nie mogłem pozwolić, by powróciła jako zombie. Poprosiłem Krzyśka, by podał mi swój pistolet. Bez słowa podszedł do mnie i wręczył mi swojego glocka.
– Jeżeli dla ciebie jest to za ciężkie, mogę…
W tym momencie padł strzał. Na jej czole pojawiła się dziura, a zaraz potem mnóstwo krwi. Poczułem dłoń na ramieniu. Kiedy odwróciłem wzrok zobaczyłem, że to Angie.
– Na prawdę mi przykro, była dla ciebie kimś ważnym.
Otarłem łzy i w końcu mogłem normalnie mówić.
– To właśnie ona otworzyła mi oczy na świat i pokazała realia obecnego życia. Kiedy potknąłem się i byłem z góry skazany na śmierć, to właśnie ona uśmierciła pierwszego zombie jakiego spotkałem, ratując mi tym samym życie. Nie wierzę, że leży przede mną martwa. Tyle jej zawdzięczam, a to właśnie ja musiałem wpakować jej kulkę w łeb.
– Dzięki tobie nie będzie musiała tkwić na świecie bez duszy i celu.
– W dupie to mam! – nie mogłem powstrzymać napływu agresji – Cały ten pierdolony syf zaszedł za daleko! Czemu te pierdolone trupy nie mogą już zniknąć i dać nam spokoju!?
Zapadła niezręczna cisza. Oboje patrzyli na mnie, nie wiedząc co powiedzieć. Głowa zaczęła dokuczliwie pulsować od nabrzmiałych emocji. Coraz bardziej czułem jak nadciąga ból. Ramię powoli zaczynało mnie palić. Kolejny etap zakażenia dawał o sobie znać. W pewnym momencie wszystko zaczęło wirować w okół mnie, że w końcu upadłem. Nie docierało do mnie nic. Straciłem przytomność.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twenty − ten =