6. Ostatnie Pytanie

   Wszystko poszło nie tak, wraz z Angie znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia. Nawet gdyby nie bolała mnie noga, to cały czas stali nad nami strażnicy, nie spuszczając celownika z naszych głów. Było gorzej, niż mogłem sobie to wyobrazić. Jedyne co nam pozostało, to być posłusznymi, a może podadzą nam lekarstwo, a potem wypuszczą. Pewnie tak się nie stanie, ale nadzieja, to jedyne co mi zostało.
   – Kiedy zostaliście ugryzieni?
– Zapomnij, że dowiesz się od nas czegokolwiek! – Spojrzałem na Angie, a jej żyły znowu stały się bardziej widoczne – za to co zrobiliście, powinniście… – nie dokończyła zdania, tylko opadła na ziemie. Jej kolor skóry, powoli wtapiała się w biel ścian.
– Wygląda na to, że ona byłą pierwsza, zgadza się?
Podniosłem głowę i skierowałem wzrok na doktora. Nie mogłem się powstrzymać i zacząłem się śmiać. Nagle to co powiedział stało się najzabawniejszą rzeczą na świecie. Dopiero uderzenie kolbą otrząsnęło mnie.
– Odpowiadaj! – najwidoczniej jeden ze strażników, nie miał poczucia humoru.
– Bo inaczej co? Zastrzelisz mnie? Nie mam już nic do stracenia.
Dźwięk odbezpieczanej broni dobiegł gdzieś przy Angie.
– To byłoby dla ciebie błogosławieństwo – w tym momencie przytknął pistolet do głowy Angie – Mów, albo to ona dostanie kulkę.
Największą słabością człowieka w obecnym świecie, jest troska o drugą osobę. W sytuacji, w której jesteś sam, a inni chcą wydusić z ciebie informację, nie zależy ci na sobie. Chociażby celowali do ciebie z dziesięciu pistoletów, ty i tak nic nie powiesz. Pragniesz tej kulki, jak niczego innego na świecie.
   W momencie, kiedy nie jesteś sam, robisz wszystko, by ocalić swojego kompana. Wprawdzie Angie poznałem dzisiaj rano, ale nikt nie był dla mnie tak ważny, jak ona. Nikt poza Sylwią.
– Rano.
– Godzina!
– 7 rano.
– Długo wytrzymała. Myślałem, że kobiety przemieniają się o wiele szybciej, niż mężczyźni.
– Mówię o sobie pojebie – z moich ust wyleciała czarna maź, która tak na prawdę była moją krwią. Czułem, że z każdą sekundą słabnę.
– Miałem rację! Zresztą co się dziwić? Zawsze ją mam – w tonie jego głosu, słychać było dumę.
Przestałem zwracać uwagę na doktora, bo coraz bardziej niepokoiło mnie, że Angie nie wykonuje żadnego ruchu. W myślach powtarzałem, by wytrzymała jeszcze chwilę. Błagałem, by nie nastał moment przemiany.
– Sprawdź jej puls – starałem się włożyć w te słowa, całą swoja siłę.
– To nie ty tu wydajesz polecenia.
– Zrób to, a powiem ci wszystko, co zechcesz.
Popatrzył na mnie, w głębi zastanawiając się nad moimi słowami. W końcu ukucnął i przyłożył rękę do jej gardła. Stał tak przez chwilę i nic nie mówił.
   – Jeszcze żyje, ale to nie potrwa długo, chyba, że zaczniesz współpracować.
– Podajcie jej lekarstwo, a dowiesz się wszy… – znowu musiałem wypluć zawartość moich ust. Była to krew – wszystkiego, co będziesz chciał.
– Stawiasz spore żądania, ale dobrze. Spróbuj tylko skłamać, a stanie się ona pokarmem dla moich obiektów badań.
Przytaknąłem. Musiałem oszczędzać siły, by móc później odpowiadać na każde pytanie. Tylko by nie było za późno.
Doktor podniósł się, podszedł do szafki i wyciągnął malutką buteleczkę. Płyn miał tą samą barwę, co wcześniej substancja trzymana przez Dowódcę. Następnie wyciągną strzykawkę, wbił igłę tak, by móc do niej nabrać lekarstwa. Po chwili cała strzykawka była pełna.
Z powrotem stanął nad Angie i schylając się, wbił jej igłę w szyje – tam gdzie wcześniej sprawdzał puls.
– Dotrzymałem umowy, teraz czas na Ciebie.
Po raz kolejny oznajmiłem ruchem głowy, że się zgadzam. Miałem nadzieje, że uda się załatwić to jak najszybciej. Z każdą chwilą, coraz mniej czułem się człowiekiem. To uczucie, można było porównać, do działania dziwnego narkotyku. Wprawdzie nigdy nie zażyłem nic, co miałoby jakiś wpływ na moje postrzeganie świata, ale tak to sobie wyobrażałem. Moja głowa stawała się coraz bardziej ciężko, a temperatura prawdopodobnie sięgała 39-40 stopni.
– Przeniesiemy się do pokoju, w którym otrzymasz lek, ale dopiero po odpowiedzeniu na parę pytań. Módl się, byś do tego czasu nie stał się bezmyślnym trupem. Chłopaki, pora go… ała!
Krzyk był na tyle donośny, że momentalnie mnie otrzeźwił. Zapomniałem o gorączce i o wszystkich innych objawach. Dopiero, kiedy odkryłem przyczynę wrzasku doktora, cały ból wrócił z dwukrotnie większą siłą. Angie była na podłodze, a w jej zębach znajdował się kawałek skóry i mięśnia. Stało się to, czego obawiałem się najbardziej. Zostałem sam, zawodząc wszystkich, których spotkałem po drodze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 × one =