7. Powrót

Droga nie była trudna. Nawet zmarli nie stanowili wielkiego zagrożenia. Wygląda na to, że zła passa nas opuściła. Przez cały czas krążyła nade mną, nie dając mi spokojnie przeżyć chociaż jednej godziny. A teraz? Wszystko było zbyt kolorowe. Za długo żyłem w tym świecie, by wierzyć w cuda.
Od dłuższego czasu żadne z nas nie wypowiedziało słowa. Patrzyliśmy w każdą stronę, by uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki.
– Czym wcześniej się zajmowałaś? – było to pierwsze pytanie, jakie przyszło mi do głowy.
– Byłam zawodową pływaczką.
– Ciekawe.
– Teraz to i tak bez znaczenia.
– Dlaczego? Warto pamiętać to, co było kiedyś.
– Wiesz co mnie dziwi? Fakt, że jeszcze żyjesz.
– A to czemu?
– Z początku byłam w większej grupie. Ukrywaliśmy się w markecie, niedaleko tego helikoptera. Było nas 8 osób. Nie było tam żadnego z moich przyjaciół, więc raczej trzymałam się na uboczu – hałas z boku rozkojarzył Ewę. Jak się jednak okazało, nie było to nic poważnego – na czym to ja… a tak. Tak więc była tam rodzina, która za wszelką cenę chciała wrócić po swoje „skarby tamtego świata”. Jakieś zdjęcia, czy inne pierdoły. Nie wiem jakim cudem przekonali wszystkich, by udać się do ich domu, a tym bardziej nie wiem jakim cudem, udało im się przekonać mnie. Tak czy inaczej poszliśmy wszyscy. I zgadnij kto nie wrócił z tej wyprawy?
– Ta rodzina?
– Dokładnie, a razem z nimi jeszcze jedna osoba. Potem się okazało, że jedna osoba była ugryziona i wróciła do marketu zainfekowana. Ne muszę chyba mówić co było dalej?
Pokręciłem głową, na znak odpowiedzi.
Ich wspomnienia kosztowały życie nie tylko ich, ale też resztę – w tym momencie Ewa jakby zaczęła przypominać sobie obrazy z tamtego dnia.
Też na moment przestałem myśleć, o otaczającym świecie. Znowu w mojej głowie pojawiły się twarze tej rodziny na dachu. Może to właśnie o nich mówiła Ewa? Teraz to i tak było bez znaczenia. Przykro było o tym myśleć w ten sposób, ale miała rację. Wspomnienia zabijają.
– Uważaj!
Ewa ruchem ręki odepchnęła mnie, tym samym pozbawiając umarlaka obiadu. Upadłem na ziemię, a zaraz za mną padł trup.
– O tym właśnie mówię. Nie muszę zgadywać, gdzie byłeś myślami?
Nie odpowiedziałem. Wstyd mi było, że potwierdziłem jej słowa. Tak naprawdę żyłem tylko dzięki innym.
Szybko wstałem i się otrząsnąłem. Ruszyłem za Ewą, by nie zostać w tyle.
Kolejne kilometry za nami, a rozmowa nic a nic się nie kleiła. Nie miałem pomysłu jakby ją kontynuować.
– Ciekawe jak długo zajmie tym wojskowym odnalezienie prawdziwej drogi.
– Naprawdę cię to interesuje?
– Miałem być ich mapą, to dzięki mnie mieli trafić na miejsce.
– Co z ciebie za mapa, skoro nie znasz drogi?
– Żadna. Ale pamiętam okolice i znam tą dziewczynkę.
– Chociaż tyle. A co zamierzasz, kiedy ją odnajdziemy?
Nie potrafiłem od razu odpowiedzieć na to pytanie. W sumie co zamierzałem? Odstawić ją do labolatorium? Nie dopuścić, by tamci ją znaleźli? Żadna odpowiedź nie była tą prawidłową. Na razie chciałem uchronić ją przed Rudym… skoro ta dziewczynka jest tak ważna, to nie można dopuścić, by jakiś psychol ją ekskortował.
– Nie wiem.
– Wspominałeś, że ma ona we krwi lekarstwo?
– Tak.
Ewa patrzyła na mnie, a na jej twarzy pojawił się uśmiech.
– Chyba mam pomysł.
– Jaki?
– Zaraz ci wszystko powiem, tylko najpierw miej oczy szeroko otwarte. Jesteśmy już na miejscu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *