7. Stracona Nadzieja

Idziemy z Kasią za Ewą, która prowadzi nas prosto do tajnego pomieszczenia, które za wszelką cenę, chciał znaleźć Sęp ze swoimi żołnierzami. Mieliśmy sporo szczęścia w całym tym zajściu. Gdyby jednak Ewie nie udało się poradzić z Rudym, albo Maciek przyszedł parę minut później? Życie to jednak worek pełen najróżniejszych pytań, z którego odpowiedzi wysypują się szybciej, niż zdołają się pojawić.   – Mam nadzieję, że cały czas są na miejscu. Nie kontaktowałam się z nimi od czasu, kiedy mój mąż jeszcze z nimi pracował.
– A co oni ze mną zrobią?
– Nic Kasiu – przytulam ją mocniej do siebie – zadadzą ci parę pytań i sprawią, że wyleczysz świat z zarazy.
– Naprawdę? – jej oczy były pełne nadziei.
– Zobaczysz na miejscu – Ewa postanowiła odpowiedzieć na to pytanie.
Dalej szliśmy bez słowa. Kasia cały czas wtulała się we mnie, choć ani na moment nie przestała obserwować drogi, którą podążamy. Mimo że każdy korytarz wyglądał tak samo, to nie można się dziwić ekscytacji dziewczynki. Sam jestem poddenerwowany, choć nie do końca biorę w tym udział. Moja rola się skończyła, kiedy odnalazłem Kasię. Od tego momentu, to Ewa przejęła pałeczkę.   – Już zaraz będziemy.
Ani ja, ani Kasia tego nie komentujemy, czekamy aż w końcu Ewa doprowadzi nas do celu, kiedy nagle staje w miejscu.
– Dobra, jesteśmy.
Rozglądam się po miejscu, w którym się znaleźliśmy. Na pierwszy rzut oka wygląda, jak każdy inny korytarz. Dopiero po chwili zauważam drzwi, które zostały pomalowane na ten sam kolor, co ściana. Są na tyle płaskie, że niespecjalnie się odznaczają od ściany. Gdyby nie Ewa, zapewne minąłbym to miejsce, próbując znaleźć coś bardziej oczywistego.
Ewa podchodzi do drzwi, zaczyna w nie pukać.
Cisza. Nic się nie dzieje. Wszyscy aż kipimy od nerwów, które nie odstępują nas na krok. W myślach powtarzam sobie, by ktoś tam jednak był. Miejsce jest ledwo tknięte przez nieumarłych, więc nie mogło się tutaj nic wydarzyć. Chociaż jak sam się wielokrotnie przekonałem, to nie martwi są najgorsi na tej ziemi.
Ewa próbuje jeszcze raz. Bez skutku. Cały czas cisza.
– Czemu nikt nie otwiera?
Kasia jest chyba jedyna osobą, która nie straciła nadziei. Wciąż czeka, aż ktoś otworzy i wszystko pójdzie po naszej myśli, ale tak się nie dzieje. Najpierw dotarło to do mnie, potem do Ewy. Odwracając się, spojrzała na mnie przepraszającym wzrokiem. Widać, że było jej źle z tym, że nikogo nie zastaliśmy.
– To by było chyba na tyle.
Nie wiedziałem jak w tej chwili się zachować. Wszystko szło dobrze, aż do teraz. Wprawdzie mieliśmy niejedną przeszkodę na drodze, ale za każdym razem jakoś nam się udawało. Teraz jednak nie było planu B.
– Chyba będziemy musieli wracać do ośrodka.
Oboje z Ewą byliśmy już pogodzeni z porażką. Kasia twardo trzymała się swojej dziecięcej wizji szczęśliwego zakończenia. Nie wiedzieliśmy jakich słów użyczyć, by przedstawić jej realia obecnej sytuacji.
– Kasiu – postanowiłem zrobić pierwszy krok – nikt na nas nie czeka za tymi drzwiami. Musimy iść.
Żadnej reakcji. Nawet nie odwróciła głowy w moją stronę. Cały czas twardo patrzyła w stronę drzwi. Z reguły była pełna energii, a teraz stanowiła swoje przeciwieństwo. Co się stało?
– Kasiu? – Ewa stanęła obok mnie – wszystko dobrze?
Cały czas dziewczynka nam nic nie odpowiadała. Z tyłu wyglądała jak jakiś manekin sklepowy. Żadnych ruchów, żadnych reakcji na otaczający świat. Nic.
– Halo, mówimy do ciebie – w tym momencie chwyciłem jej ramię i odwróciłem w naszym kierunku. Z początku myślałem, że pomyliliśmy ją z jej podobizną odlaną z wosku. Wyglądała na martwą. Jej oczy były zakryte mgłą, jakby artysta zapomniał dodać ten szczegół w swojej figurze woskowej. Cała była zimna, a jej skóra, sucha.
– Co się z nią stało? – Ewa spojrzała zza mojego ramienia – myślisz, że się przemieniła?
Odpowiedź na to pytanie ugrzęzła mi w gardle. Nie wiedziałem, co się z nią stało. Dosłownie parę minut temu stała wtulona we mnie, nie dając żadnych oznak przemiany – a akurat ja, doskonale wiem jak one wyglądają. Minęła chwila, a teraz wygląda jak jeden z trupów, które zastąpiły żywych w stąpaniu po ziemi.
Odwróciłem się do Ewy. Z racji tego, że nie mogłem nic powiedzieć, Ewa wyczytała odpowiedź z moich oczu. Strach pomieszany z dezorientacją.
– Trzeba sprawdzić czy oddycha.
Nie byłem w stanie nic zrobić, dlatego to Ewa podeszła do Kasi. Najpierw próbowała dowiedzieć się czegoś z twarzy dziecka. Po chwili przytrzymała jej głowę tak, by w razie czego mogła bezpiecznie odskoczyć i nie narazić się na ugryzienie. Dopiero teraz przyłożyła ucho do jej klatki piersiowej. Ewa sama znieruchomiała na pewien czas, jedynie poruszając ustami. W ten sposób pewnie odliczała sekundy po cichu.
– Oddycha, ale bardzo niewyraźnie.
Fakt, że potrzebuje tlenu, trochę mnie uspokoiła, jednak jej widok cały czas był zastanawiający.
– Co robimy?
– Wynieśmy ją na zewnątrz, może odrobina świeżego powietrza ją ożywi? – To było pierwsze co przyszło mi do głowy.
– Dobra, chwyć ją za nogi.
Wzięliśmy ją oboje na ręce. Nie wiem czy byłbym w stanie wziąć ją sam. Byłem nieco osłabiony i nadal nie mogłem pojąć, co dzieje się z Kasią.
Szybko przebiegliśmy przez korytarze, by w jak najkrótszym czasie dotrzeć do wyjścia. Minęliśmy po drodze Maćka, ale nawet nie zwróciłem uwagi na to, co do nas krzyczy. Byłem zbyt pochłonięty czasem, który nas goni.
Wybiegliśmy na zewnątrz i od razu położyliśmy Kasię na trawie. Oboje zmęczeni zaistniałą sytuacją, nawet nie zorientowaliśmy się, że w naszym kierunki wloką się zombie. Sęp wraz z oddziałem nie zamknęli wejściowej bramy, co ułatwiło trupom dostanie się do nas.
Bez zastanowienia ,wraz z Ewą, wyciągnęliśmy broń, kiedy padł pierwszy strzał. Najpierw spojrzeliśmy po sobie i wiadome było, że nie oddałem go ani ja, ani ona. Popatrzyliśmy za siebie i był tam Maciek, w towarzystwie nieznajomego mężczyzny i to właśnie on oddał strzał.
– Szybko do środka! Bierzcie dziewczynkę i jazda!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *