Apokalipsa Z. Gniew Sprawiedliwych (Manel Loureiro)

Pomimo panoszących się wszędzie umarłych, oraz trwającego huraganu, naszym bohaterom udaje się ujść z życiem. Trafiają do miejsca, które na pierwszy rzut oka, wygląda jak sprzed wybuchu epidemii. Jednak mroczna tajemnica, w końcu wyjdzie na jaw, a wtedy… zombie przestaną być zagrożeniem.

Po raz ostatni, towarzyszymy hiszpańskiemu prawnikowi, w jego poszukiwaniach własnego raju. Wraz z towarzyszami, przyjdzie stawić czoła ludziom głębokiej wiary. Na tyle głębokiej, by to ona zdecydowała o dalszym losie ludzkości.

Najpierw Wyspy Kanaryjskie, które okazały się złudnym domem. Teraz przyszedł czas, by bohaterowie zaznajomili się z nową władzą. Tym razem to Bóg będzie wyznacznikiem dobra i zła. Wiele osób powie, że w naszych czasach jest tak samo. Natomiast ja powiem, że religia ma swoje mroczne oblicza i to właśnie one tu górują.

Tak jak „Mroczne Dni” zrobiły na mnie wrażenie, tak „Gniew Sprawiedliwych” wgniotło mnie w fotel. Laureiro przytoczył wiele wątków, które w pewnym momencie się pokrywają. Tworzy to historie, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Miłość, akcja, zdrada no i oczywiście zombie. Brzmi to jak opis tandetnego amerykańskiego filmu, ale zdecydowanie takim nie jest.

Cała fabuła przemyślana jest w każdym calu. W końcu dowiadujemy się co dokładnie spowodowało powstanie martwych, oraz czym tak naprawdę są. Przeżywamy ostatnie chwile naszych bohaterów, które możemy z nimi dzielić. Uczestniczymy w konfliktach ludzi, którzy za wszelką cenę dążą do władzy nad resztką cywilizacji. Jednym słowem niezapomniane emocje.

Książka dość poważnie porusza kwestię nietolerancji na tle rasowym. Wszyscy ci, którzy mają inny kolor skóry niż biały, są od brudnej roboty. Scena, w której to Latynosi i Afroamerykanie narażają życie, by dostarczyć paliwa do statku, który potem zawiezie ich do gett, wyraźnie to ilustruje. Oczywiście są nagradzani za swoją pracę, ale nie tak, jak na to w rzeczywistości zasługują. Można tak przytoczyć wiele scen, ale zajęło by mi to za dużo czasu.

Pomimo sporej ilości plusów, znajduje się tu również wiele minusów. Zacznijmy od leku. Faktycznie cała geneza zombie jest dość odmienna, ale nie specjalnie podoba mi się taki zamysł. Sprawia to, że bohaterowie nie muszą być bardzo ostrożni, ponieważ są w stanie żyć z infekcją. Wiele osób może też powiedzieć, że jest zbyt przewidywalna. Niestety są momenty, które nie trzymają w napięciu tak, jak powinny.

Podsumowując, fajna historia z fajnym zakończeniem. Nie jest to nic, co was bardziej zaskoczy, niemniej jednak czyta się naprawdę przyjemnie.

Moja Ocena 7/10

 

Autor: Manel Loureiro
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 495
Cena okładkowa: 39.90 zł
Data wydania: 15 stycznia 2014
Okładka: miękka

 

 

Zobaczcie także:

Apokalipsa Z. Początek Końca (Manel Loureiro)

Apokalipsa Z. Mroczne Dni (Manel Loureiro)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

thadstark