Bycie w Śmierci (Mikołaj Marcela)

Każdy w swoim życiu posiada pewne przemyślenia, które w końcu prowadzą do sensu życia i tego, do czego dąży, czyli do śmierci. Jest wiele sposobów by walczyć z tym faktem i być jak najdłużej młodym, jednak nie ma leku na śmierć. Tomasz Keller dzięki swojej ogromnej wiedzy, próbuje zwalczyć ten stan i podarować ludziom wieczne życie. Jak się jednak okazuje, Tomasz skrywa w sobie pewną ciemną stronę, która narodziła się za sprawą ciężkich doświadczeń z przeszłości. Czy aby na pewno w jego badaniach chodzi o dobro człowieka?

Powieść Mikołaja Marceli to swojego rodzaju kontynuacja książki „Niemartwi. Ciała Wasze Jak Chleb”, jednak sporo jest w niej zmian, na tyle dużych, że równie dobrze może stać się odrębną historią. Główny nacisk na wewnętrzną przemianę człowieka i jego rozumowanie sprawia, że czytelnik nie raz spotka się nieco głębszym podejściem do istoty człowieczeństwa i ludzkości, a to wszystko w świecie zombie! Czy przedstawienie historii z tej perspektywy było dobrym pomysłem? Jasne!

Przede wszystkim na początku trzeba powiedzieć, że książka nie zalicza się do typowej powieści o zombie. Nie ma tu całkowicie zniszczonego świata, garstki ocalałych i ciągłej walki z przeciwnikiem o własny byt. Jak wcześniej wspomniałem autor skupił się przede wszystkim na postaci Tomasza Kellera i tylko po części kontynuował wątek ze swojej poprzedniej książki, tak więc wszyscy oczekujący na kontynuację losów Wiktora, Leny czy Michała nie będą zawiedzeni 😉

Pomimo świata pełnego zombie, są oni jedynie tłem i to w bardzo okrojonej wersji. Nie będziemy mieć zbyt wielu okazji na konfrontację bohaterów z żywymi trupami, ale czy to źle? Zdecydowanie nie. Wiadomym było, że autor chciał poruszyć zupełnie inną płaszczyznę, jaką była sama kwestia śmierci i pokazanie jej oczami Tomasz Kellera, a nie ukrywam, wyszło to bardzo ciekawie. Miejscami faktycznie przydałoby się nieco więcej akcji, a niektóre wątpi były przerywane na zbyt długo, jednak jako całość wszystko prezentuje się spójnie.

Zauważyłem również fakt, że autor musiał dużo czasu poświęcić na przygotowanie do książki, bowiem jest ona całkowicie przemyślana, a każdy wątek ma sens. Zauważyłem też, że Mikołaj Marcela mocno poprawił swoją umiejętność posługiwania się wielowątkowością, która w poprzedniej książce była nieco chaotyczna, a tutaj prezentowała się zgrabnie i nie widać było żadnego nieporządku w kwestii fabularnej.

Choć w książce spotykamy się z bardzo ciekawym i dość oryginalnym pomysłem na zombie apokalipsę, to czasami męczyły mnie zbyt długie i powtarzające się przemyślenia bohatera. Czasem jedna rzecz pojawiała się wielokrotnie, jakby autorowi czasem zabrakło pomysłu na inny opis, czy zastąpienie tego czymś innym. Nie mówię, że tak było cały czas, bo zdarzyło się to raptem kilka razy, ale mimo wszystko było dość odczuwalne.

Podsumowując, książka jest ciekawa i choć motyw zombie jest dość oklepany, autor pokazał, że jeszcze można wycisnąć z tego coś świeżego. Polecam książkę każdemu, nie tylko fanom zombie 😉

Moja Ocena: 7/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two + 4 =