Category Archives: Rozdział X

1. Zguba

– I myślisz, że może się udać?
– Masz lepszy pomysł? Nawet jeżeli uda ci się znaleźć tą dziewczynkę żywą, to co dalej? Wrócisz do laboratorium do tego gościa… jak mu tam?
– Konrad. Pewnie masz rację.
– A czy do tej pory kiedykolwiek się pomyliłam?
Nie mogłem zaprzeczyć, ponieważ bym skłamał. Kiedyś było to dla mnie na porządku dziennym, lecz teraz nie ma sensu wchodzić w bagno, z którego nie wyjdę po raz drugi.
– Dobra, to musimy ją znaleźć, bo jeszcze Sęp i reszta jakimś cudem się tu pojawią.
Wprawdzie nie był to dobry pomysł, ale się rozdzieliliśmy. Miałem broń więc czułem się w miarę bezpieczny. Magazynek cały,  powinienem dać sobie radę.
Wszystkie trupy gdzieś zniknęły. Nie pocieszało mnie to ani trochę. Z doświadczenia wiedziałem, że to nic dobrego. Nie było jednak czasu na obmyślanie planu działania. Trzeba było szukać i mieć nadzieje, że gdzieś tutaj jeszcze jest.
Wszedłem do budynku. Wspomnienia nie wracały pojedynczo. Obrazy pojawiały się przed oczami hurtem. W pewnym momencie straciłem rachubę co jest rzeczywistością, a co wytworem mojej wyobraźni. Zakręciło mi się w głowie. Znowu miałem ochotę pobiec do łazienki i zwymiotować. Angie, Krzysiek, wojsko, Kasia, dowódca, ich twarze przetaczały się przez mój umysł, niczym kartkowana książka. Wymierzyłem sobie dość mocnego plaskacza, by się przebudzić. Pomogło w samą porę. W moją stronę powolnym krokiem, szedł trup w wojskowym stroju. Nie chciałem wezwać jego kolegów, więc zamiast wystrzelić, zamachnąłem się rączką pistoletu i uderzyłem przeciwnika prosto w głowę. Ten upadł, uderzając po drodze o kant stołu, co wyręczyło mnie w jego dobijaniu. Mózg wypłynął na dywan, przypominając mi, odbytą tu walkę z zombiakami oraz z wojskowymi. Na szczęście udało mi się utrzymać trzeźwość umysłu.
Gdy byłem już sam w pomieszczeniu, skupiłem się na poszukiwaniu jakichkolwiek śladów, które mogła zostawić mała dziewczynka. Z tego co pamiętam, pobiegła na górę.
Podszedłem do schodów. Ktoś sprzątnął ciało Krzyśka. Ucieszyło mnie to, bowiem nie chciałem patrzeć na pierwszą ofiarę moich kłamstw. Wprawdzie krew jeszcze tu była, ale gdzie w tym świecie jej nie było?
Najpierw zajrzałem do dawnego gabinetu męża Ewy. Nikt tu niczego nie ruszał. Wyglądał dokładnie tak samo, jakim zostawiliśmy go z Angie. Wszystko powywracane i zniszczone. Wszedłem jednak, by na pewno czegoś nie przeoczyć. Wtedy dostrzegłem jedną szafkę, która stała w rogu, choć wcześniej jej tam nie było. Moja pamięć mogła mnie zawieść, ale byłem niemal pewien, że ta szafka, znajdowała się w innym miejscu. Podszedłem do niej i otworzyłem drzwiczki. Okazała się pusta,  wydobywał się z niej tylko ciężki i nieprzyjemny zapach moczu. Od razu podrażnił moje oczy. Po dokładniejszych oględzinach zauważyłem, że dolna półka, była lekko wilgotna. Prawdopodobnie, Kasia schowała się w niej , podczas naporu trupów, albo zombie nauczyły się oddawać mocz. Obstawiałem pierwszą opcję, coraz bardziej wierząc w to, że gdzieś tu jest i czeka na ratunek.
Wyszedłem na korytarz i udałem się do kolejnego pomieszczenia. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem siebie, siedzącego na łóżku celującego w moim kierunku. Wystrzał. Odsunąłem się i od razu chwyciłem za brzuch. Po chwili zorientowałem się, że było to tylko złudzeniem, a rana w moim ciele nie istnieje. Z powrotem spojrzałem na łóżko, a mojego klona już tam nie było. Najwidoczniej wciąż nie uporałem się  ze wspomnieniami. Pamiętam jak siedziałem tu jeszcze kilka dni temu. Za wszelką cenę nie chciałem odejść bez walki. Miałem misję do wykonania i wiedziałem, że muszę ją wypełnić. Teraz było podobnie.
Przeszukałem cały pokój, ale nic nie znalazłem. Kasia, albo dobrze się maskowała, albo nie wchodziła do tego pokoju. Pozostało jeszcze parę pomieszczeń do przeszukania. Nagle dostrzegłem jednak ruch za oknem. Z początku myślałem, że to jakiś zwykły trup, ale ruchy były zbyt płynne. Do tego postać była dość niska… czy to oznaczało, że to…
– Kasia? – zadałem to pytanie na głos.
Pobiegłem w kierunku schodów, chcąc wyjść na spotkanie dziewczynce. Ewa miała sprawdzać okolice domku, więc pewnie też ją dostrzegła. Miałem nadzieję spotkać ją po drodze, ale gdy wybiegłem i zobaczyłem zdziwioną twarz Kasi, usłyszałem wystrzał. Dochodził zza domu, więc musiała to być Ewa. Mieliśmy strzelać tylko w ostateczności, dlatego tym bardziej mnie to wystraszyło.

2. Nadzieja

Zanim dobiegłem, do moich uszu doleciał dźwięk trzech wystrzałów. Bałem się o życie Ewy. Kiedy byłem na miejscu, zrozumiałem, że użycie broni było ostatecznością.
– Widzę, że ten mój mężuś się nie obijał.
Przed Ewą leżała czarna postać. Była większa niż człowiek i od razu przypomniał mi się zabójca Krzyśka. Wprawdzie nie on tu leżał, ale widać zaraza się rozprzestrzeniła. Doktorek miał rację i to w dużej mierze nasza wina.
– Nic ci nie jest?
– O kogo jak kogo, ale o mnie martwić się nie musisz… O widzę, że udało ci się znaleźć dziewczynkę.
W całym tym zamieszaniu, całkowicie zapomniałem o jej istnieniu. Dopiero teraz przyjrzałem się jej twarzy. Była bardziej przerażona niż kiedykolwiek.
– Kasiu… to ja.
Jej oczy zaszkliły się od łez. Nie myśląc długo podbiegła do mnie i mocno się przytuliła. Najwidoczniej od naszego spotkania, nie miała okazji zobaczyć żywego człowieka.
– Już dobrze, przyszliśmy po ciebie.
– A gdzie Angie? – jej słowa dobiegały jakby z oddali. Jej głos był bardzo cichy i ledwo zrozumiały, jednak ja wyraźnie usłyszałem imię kobiety, dzięki której zostałem uratowany.
– Obawiam się… – w moich oczach powoli pojawiły się łzy – że zostaliśmy sami.
– Czy ona?
– Tak.
Wtuliła się mocniej. Jak na kogoś, kto przez wiele dni przeżywał koszmar, miała w sobie dużo siły. Ciekawe czy cokolwiek jadła.
– Oni byli wszędzie… tak się bałam.
– Jestem tutaj, nie musisz się już niczego bać.
– To było straszne – cały czas mówiła, jakby moje słowa do niej nie docierały – dwóch mnie ugryzło! Myślałam, że stanę się jedną z nich… ale… – potężny ryk wyrwał się z ust dziewczynki.
– Nie myśl o tym.
Słuchając jej płaczu, cały czas miałem przed oczami wszystko, co rozegrało się przed pobytem w tym głupim centrum czegośtam. Jednak fakt, że ktoś przeżył, bardzo mnie ucieszył. Bałem się, że jedyne co tu znajdziemy, to śmierć. Mamy też pewność, że jej krew może być lekarstwem na to wszystko.
– Nie chcę przerywać spotkania, ale Sęp i reszta cały czas się zbliżają.
Głos Ewy obudził mnie i sprawił, że rozpacz Kasi ucichła i jakby całkowicie zniknęła.
– Już… Kasiu, to jest Ewa. To dzięki niej udało mi się ciebie odnaleźć.
Przez moment, wydawało się, że Kasia nie będzie chętna do zapoznania się z Ewą. Ta chwila jednak minęła i podeszła do kobiety, by się zapoznać.
– A więc to ty jesteś taka ważna? Miło mi cię poznać.
– Panią również.
– Proszę, mów do mnie po imieniu.
– Dobrze proszę pani.
Na ustach Ewy zawitał uśmiech. Może kiedyś miała do czynienia z dziećmi? Szczerze mówiąc była na tyle tajemniczą osobą, że jeszcze wielu rzeczy mogłem o niej nie wiedzieć.
– A gdzie teraz idziemy?
Pytanie Kasi przypomniało mi, że Ewa nie wyjaśniła swojego planu, odnośnie dziewczynki. Tak bardzo zajęliśmy się jej poszukiwaniem, że zapomniałem o dalszej części planu.
– Spokojnie kochanie, na pewno w lepsze miejsce niż to tutaj.
Zanim ruszyliśmy w drogę, porządnie sprawdziliśmy, czy nie ma w pobliżu żadnych mutantów ani zwykłych zombie. Okolica wydawała się czysta. Nie było też widać żadnego z żołnieży. Nie było sensu dłużej czekać. Lepszego momentu do wyruszenia nie było.
Kiedy Kasia trochę nas wyprzedziła, podszedłem do Ewy i dokładnie spytałem o plany.
– Jak wiesz, mój mąż zajmował się badaniami nad wirusem.
– No tak.
– Nie był jedynym, który to robił. Miał wielu sojuszników, ale tylko jego praca była oficjalna.
– To znaczy, że inni naukowcy żyją?
– Mam taką nadzieję. Nie widziałam ich dawno, ale to nie tak daleko stąd.
– Czyli jednym słowem idziemy, nie wiedząc, czy to ma jakikolwiek sens?
– Zawsze możesz zawrócić. Pewnie jak trochę poczekasz, to Sęp i reszta sami cię znajdą, ale dziewczynka idzie ze mną.
Widać, że Ewie zaczęło zależeć na powodzeniu naszej misji. Teraz trzeba było mieć nadzieję, że miejsce do którego zmierzamy, nie jest kolejnym cmentarzem.

3. Żywy Inaczej

   Cały czas rozmawiając z Ewą, nie spuszczaliśmy Kasi z oka. To było niesamowite, że osoba w tym wieku, nadal jest w stanie normalnie funkcjonować. Ja ledwo dawałem radę, a ona teraz po prostu szła i nawet przez chwilę wydawało mi się, że coś nuci. Na pewno wyrośnie z niej silna kobieta. Może do tego czasu wszystko się ustabilizuje i ziemia będzie wolna od trupów? Tak czy inaczej, świat nadal zamieszkują ludzie, którzy mogliby uczyć się od zombiaków bycia dobrymi. Na to nie ma żadnego lekarstwa, a w przypadku zombie, jest nadzieja, że w końcu coś powstanie. Już teraz jest lek, który pozbędzie się infekcji. W prawdzie działają tylko raz, ale to i tak ogromny krok w przód dla ludzkości.
   – Nie pędź tak mała.
   Słowa Ewy przebudziły mnie z moich zamyśleń.
   – Dobrze proszę Pani!
   – Mówiłam już… a z resztą…
   – Jak były, tak nadal będą uparte – spojrzałem w kierunku Ewy, a jej twarz była jakby rozpromieniona.
   – Tak – po chwili z uśmiechu, zrodziło się przygnębienie. Za każdym razem gdy wzrok Ewy kierował się ku Kasi, jej emocje były dość sprzeczne. Prawdopodobnie miała dzieci, ale nie chciałem poruszać tego tematu, bojąc się, że może to być jej pięta Achillesowa. – że też przyszło jej żyć w takich czasach.
   – Nikomu nie jest łatwo.
   – I dlatego musimy sprawić, by jej życie było łatwiejsze.
   Nie sądziłem, że Ewa może mieć jakieś plany. Chyba wraz z naszym pojawieniem, jej życie nabrało nowego toru. Cieszyło mnie to, bo zawsze lubiłem być dla kogoś kimś.
   – Święta racja. Zostaliśmy jej tylko my.
   – Spójrz na nią. Mimo wszystko jest taka szczęśliwa. Poczekaj… jak długo ona była tutaj sama?
   – Nie wiem dokładnie. Coś około tygodnia. Dlaczego pytasz?
   – Do tego czasu nie wspomniała nic o jedzeniu, ani o tym, że jest zmęczona. Nie wydaje ci się to dziwne?
   Faktycznie. Ja leżąc w łóżku jakieś dwa dni, byłem tak głodny, że od razu rzuciłem się na jedzenie, które mi przyniesiono. A ona? W pełni zdrowa, zero jakichkolwiek skarg na obecny stan. Cieszyło mnie to, że jest szczęśliwa, ale nie trzymało się to kupy.
   – Jak myślisz, czy to coś, co krąży w jej krwi, jakoś na nią wpływa?
   – Nie wiem, nigdy nie miałem styczności z medycyną.
   – Trzeba mieć ją na oku.
   W tym samym momencie, w krzakach niedaleko nas, coś jakby się poruszyło. Od razu chwyciłem za broń. Podniosłem i czekałem, aż coś stamtąd wyjdzie.
   Kiedy już widać było zbliżającego się zombie, nagle na linii strzału pojawiła się Kasia.
   – Kasiu! Odsuń się!
   Dziewczynka jakby nie słyszała, odwróciła się w naszą stronę a za jej plecami pojawił się stwór. Coś jednak było nie tak i właśnie to powstrzymało mnie od naciśnięcia spustu. Trup jak gdyby nigdy nic, ominął Kasię, nie zwracając na nią uwagi. Wygladało to, jakby była jedną z nich.
   Popatrzyliśmy po sobie z Ewą. Nie trzeba było nic mówić, nasz wzrok mówił wszystko. Cały czas nie oddając strzału, obserwowaliśmy całe zdarzenie. To było niesamowite, jednak ewidentnie trup nas widział i cały czas szedł w naszą stronę.
   – Nie marnuj naboi, zajmę się nim.
   Pistolet Ewy powędrował za pasek, a w jego miejsce pojawił się nóż. Przez chwilę przypomniałem sobie o dniu, w którym to spotkaliśmy Kasię i Michała. Ewa bardzo przypominała Angie z tamtego dnia. Kolejna porcja wspomnień, do już i tak całkowicie zapchanej pamięci. Tak czy inaczej cały czas osłaniając Ewę, patrzyłem jak zwinnie radzi sobie z wrogiem. Wystarczyło jedno uderzenie, by powalić napastnika. Charakterystyczny mlask, przebijanej gałki ocznej, oznaczał prawdziwą śmierć stwora.
   Eliminując zagrożenie, wiedzieliśmy, że trzeba dopytać Kasię o to, co przed chwilą miało miejsce. Dlaczego była ona niewidoczna dla tego trupa? Inicjatywę przejęła Ewa.
   – Skarbie, czy mogłabyś powiedzieć nam…
   – Ja nic nie wiem – w jej oczach pojawiły się łzy. – Od momentu, w którym mnie ugryzły, stałam się dla nich niewidzialna. Przechodzą obok mnie, jakbym nie istniała, ale ja przecież istnieje, prawda?
   – Oczywiście kochanie. Choć tu i nie płacz – Ewa wzięła w objęcia Kasię, przytulając jej mokrą od łez twarz do ramienia – jesteś bardzo dzielna.
   Po paru minutach płacz dziewczynki zaczął znikać, aż w końcu całkowicie poszedł w niepamięć. Mieliśmy wiele pytań, ale Kasia chyba nie była jeszcze na to gotowa. Zapewne i tak lekarze zadbają o to, by miała o czym mówić.
   – Nie jesteś może głodna?
   – Nie.
   – A kiedy ostatnio jadłaś?
   – Nie pamiętam.
   W tym momencie Ewa spojrzała w moim kierunku. Najwyraźniej potrzebowała pomocy, przy rozmowie. Nie odpowiadając nic, po prostu podszedłem do nich.
   – A może chciałabyś chwilę odpocząć?
   – Nie, chodźmy dalej!
   Nie czekając na nasze reakcje, po prostu odwróciła się i zaczęła podskakiwać w kierunku, w którym szliśmy. Trzymała się bardzo dobrze, jednak absolutnie mnie to nie pocieszało. Bałem się, że ugryzienie mogło ją zmienić, tylko jeszcze nie wiemy w co. Obyśmy nie mieli okazji się o tym przekonać. Czym szybciej dotrzemy na miejsce, tym szybciej uzyskamy odpowiedź.

4. Jak z Pocztówki

Szliśmy prawie cały dzień. Wszystko wyglądało tak, jakby trupy nigdy nie chodziły po ziemi. Wszędzie widniała zieleń, a na niebie błyszczało słońce. Aż chciało się wziąć koc, rozłożyć na trawie i delektować się tym pięknym dniem. Gdyby nie priorytet dostarczenia dziewczynki do znajomych męża Ewy, to chyba przysiadłbym na dłużej i pozachwycał się panującą dookoła mnie przyrodą.
– … myślisz?
– Słucham?
– Pytałam, o czym tak myślisz. Wyglądasz jakby cię z nami nie było.
– Spójrz na to, można odnieść wrażenie, że te tępe zwłoki, nigdy nie postawiły tu swojej martwej nogi.
– Faktycznie. Ładnie tu.
Pierwszy raz od dawna nie czułem zapachu śmierci. Może w końcu los się do mnie uśmiecha? Chociaż nie wiem co musiałoby się stać, by wszelkie wspomnienia zniknęły.
– Co zrobisz, jak uda się z jej krwią?
– Nie wiem… może w końcu uda się gdzieś osiąść na dłużej.
– Myślisz, że jest gdzieś miejsce dla takich, jak my?
– Na pewno. Musi być.
Oboje zatraciliśmy się w chwili, wyobrażając sobie nasz własny raj na ziemi. Kiedyś, myśl o takim miejscu była zupełnie inna. Każdy chciał jak najwięcej pieniędzy, by móc żyć w dostatku. Teraz wystarczy kawałek niezainfekowanej ziemi.
– Oby się udało. Nie wiem co zrobię, jeżeli po raz kolejny wszystko się posypie.
– Nie obciążaj tym sobie głowy.
– Powiedz mi, jak to się stało, że ty jako zawodowa pływaczka, poślubiłaś naukowca?
– Jak to mawiała moja matka, przeciwieństwa się przyciągają. Nigdy nie mieliśmy wspólnych tematów, ale jednak bardzo mocno się kochaliśmy. Śmieszna sprawa, nie uważasz? Osoby różniące się tak na prawdę wszystkim, zakochują się w sobie i chcą razem spędzić życie. Czy to nie absurdalne?
– Czy ja wiem? Nie wydaje mi się.
Rozmowa się urwała ale tylko dlatego, że dotarliśmy na miejsce.
Wszystko wyglądało zadbanie. To był zupełnie inny świat, od którego już dawno się odzwyczaiłem. Bez śladów krwi, ani zapachu rozkładu czy śmierci.
Weszliśmy w bramę, a przed nami stał budynek, jak ze zdjęć z pocztówek. Może nie był idealny, ale na pewno w lepszym stanie, niż każdy inny, jaki mieliśmy do tej pory okazję widzieć. Wokół rosły drzewa i krzewy, sprawiając, że wszystko do siebie pasowało i zlewało się w jedną całość. Nieliczne ślady walk, których mogło dopatrzeć się tylko czujne oko.
– To na pewno tu? Nie wygląda.
– I własnie dlatego wybrali to miejsce. By nie wyglądało.
– Ma to sens, prowadź zatem.
Szliśmy w stronę wejścia, kiedy zza nas dobiegł znany mi już wcześniej głos.
– Stać! A teraz odwróćcie się powoli.
Wykonując rozkaz, upewniłem się, że mój słuch mnie nie mylił. Był to Sęp wraz ze swoją drużyną. Tylko jak oni tu dotarli, skoro byli spory kawał drogi za nami? Kątem oka spojrzałem na Ewę. Wyglądała dokładnie tak samo, jak za pierwszym razem, kiedy ją zobaczyłem. Z silnej kobiety, zamieniła się nagle w zapędzonego do kąta gryzonia.
– Dobrze, a teraz grzecznie odłóżcie broń, bo palec już mnie swędzi od nienaciskania spustu.
Nie chciałem wchodzić z tym człowiekiem w dyskusję. Wiedziałem, że nie kłamie, dlatego odłożyłem, wcześniej podarowany mi pistolet, na ziemię.
– Bardzo ładnie! Maciek, idź i odbierz od nich te zabaweczki.
Zza bramy wyszedł żołnierz, który jako jedyny wydawał się normalny. Dostrzegłem na jego twarzy niechęć do wykonywania rozkazów. Po wcześniejszych rozmowach śmiało mogłem stwierdzić, że jest on jedyną normalną osobą z całego oddziału, ale rozkaz to rozkaz. Nie wiadomo jakie mogły być konsekwencje niesubordynacji.
Kiedy wstał, trzymając nasze bronie, skierował wzrok w moją stronę. Wyraźnie dał do zrozumienia, że nie robi tego z własnej woli, a jego usta poruszyły się na kształt niemego „czekaj”. Ciekawe tylko na co miałem czekać? Na śmierć? Oby odpowiedź pojawiła się szybko, bo sytuacja nie była zbyt ciekawa.
– Jak nas tu znaleźliście? – nie wytrzymałem i musiałem o to spytać.
– Pewnie myślałeś, że nie dostaniemy się do tego domku bez Ciebie? Dobre sobie. Byliśmy tam wiele razy, jednak tym razem chcieliśmy, byś pierwszy tam dotarł. Pewne było, że nie będziesz chciał wrócić do ośrodka, tylko zastanawialiśmy się co zrobisz dalej z dziewczynką… a właściwie to gdzie ona jest?
Popatrzyłem w każdą możliwą stronę i nigdzie jej nie było. Wchodziliśmy we trójkę i widziałem ją do momentu, w którym usłyszałem Sępa. Musiała wejść do domku, w momencie, kiedy my skupieni byliśmy na głosie sierżanta.
– Pewnie siedzi w środku, sierżancie.
– Pewnie masz rację Wera, dobra bierzcie tych tutaj i wchodzimy do środka.
Nie było nikogo, kto postawiłby się sierżantowi, dlatego wszyscy szybko się zebrali, związali nas i trzymali jako zakładników. Sądząc po budynku, nie było tam trupów, jednak teraz zagrożenie wzrosło, ponieważ wkroczyli tam ludzie.

5. Wewnątrz Siebie

   W środku, budynek był tak samo nietknięty, jak z zewnątrz. Nie miałem jednak czasu się nim zachwycać, ponieważ szli za mną ludzie, którzy bez wachania nacisną spust. Oby Kasia schowała się w bezpiecznym miejscu.
   – Zawołaj ją – Z ust Sępa nie brzmiało to jak prośba. Początkowo Ewa nie zareagowała – słyszysz szmato? Zawołaj ją, albo…
   – Albo co? Zastrzelisz mnie? Ciekawe jak beze mnie znajdziesz laboratorium, na którym tak wam zależy.
   Ewa nie bała się śmierci, a jej odpowiedź zamurowała Sępa. Widać, że na jego twarzy zagościł gniew, ale prawdopodobnie miała rację i nie mógł sobie ulżyć pozbywając się jednego naboju z pistoletu. Z nią nie wyszło to teraz czas na…
   – Dobrze, w takim razie ty ją zawołasz.
   Zimna lufa broni dotknęła mojej potylicy i od razu mózg zaczął inaczej funkcjonować. Nie miałem tyle odwagi co Ewa i od razu chciałem wołać dziewczynkę, tylko po to, bym mógł żyć dalej.
   Popatrzyłem na Ewę i od razu poczułem siłę, której mi przed chwilą zabrakło. Jej wzrok działał na mnie kojąco. Ta chwila, jednak szybko się skończyła. Bezwładne ciało Ewy poleciało na ziemię, a Rudy, który cały czas przy niej stał, uśmiechał się będąc w swoim szale. Uderzenie kolbą pistoletu sprawiło, że Ewa straciła przytomność, ale przez nie było już nikogo, kto mógłby dodać mi otuchy.
   – Lepiej się strzeszczaj, bo chyba nie chcesz pożegnąć się ze swoim życiem? – Pytanie Sępa zamroziło mi krew w żyłach. Jego ton był surowy i stanowczy, przez co trudniej było mu odmówić.
   – Kasiu! Gdzie jesteś!? – nienawidziłem się za to, ale wiedziałem, że jest ona zbyt mądra by po prostu wyjść, do nas.
   – Postaraj się bardziej – szept Sępa nad moim uchem, był bardziej przerażający, niż fakt, że przy mojej głowie cały czas przytknięta jest lufa pistoletu.
   – Kasiu, wyjdź proszę. Jesteśmy bezpieczni!
   Cieszyłem się, że Ewa leży teraz nieprzytomna. Nie słyszała przynajmniej mojego tchórzostwa.
   Czekaliśmy chwilę, ale nic wewnątrz budynku się nie ruszyło. Żaden najmniejszy szelest, ani dźwięk, nie uniósł się w tym opuszczonym miejscu.
   – Dobra, jednak nie jest taka głupia jak myśleliśmy. Maciek idź tam, Wera ty w tą stronę.
   – A ja?
   – Ty zostaniesz tutaj ze mną.
   Brak sprzeciwu ze strony Rudego był aż dziwny. Myślałem, że rozerwie Sępa na strzępy. Jak się jednak okazało, Sęp był jedyną osobą, która potrafiła zapanować nad wybuchowym charakterem Rudego.
   Kiedy żołnierze poszli sprawdzić teren, Ewa zaczęła odzyskiwać przytomność. Wiedziałem, że jakieś tam uderzenie kolbą nie powstrzyma jej na długo.
   – Sierżancie, śpiąca królewna się budzi.
   – W samą porę – Sęp ukucnął przy Ewie – witamy z powrotem, teraz zaprowadzisz nas do swoich jajogłowych.
   Pomimo ogłuszenia i nie do końca przywróconej przytomności, Ewa wiedziała jak się zachować.
   – Zapomnij, że dowiesz się ode mnie czegokolwiek – na dowód swojej pogardy, Ewa splunęła sierżantowi w twarz.
   Kiedy Sęp wstał, wycierając z policzka ślinę Ewy, wiedziałem, że dopiero teraz się zacznie.
   – Rudy, jest twoja, zrób z nią co chcesz.
   Uśmiech podwładnego po raz kolejny zawitał na jego twarzy.
   – No kochaniutka, może znajdziemy dla siebie bardziej ustronne miejsce? Wiem, że tego chcesz szmato! – Uderzenie wierzchem dłoni w twarz Ewy, odbiło się echem od ścian pomieszczenia.
   Nie wiedziałem co mogę w tej chwili zrobić. Nie miałem broni, ani na tyle siły, by móc oswobodzić ręcę i poradzić sobie z tym szaleńcem. Musiałem czekać i wierzyć, że Maciek w końcu wcieli swój plan w życie.
    Rudy szukał miejsca, w którym może wykonać rozkaz sierżanta. Rozglądał się po pokojach, aż w końcu znalazł to, czego szukał.
   – Poczekaj skarbie, przygotuję nam romantyczną atmosferę – w tym momencie Rudy wyciągnął sznur z plecaka i z uśmiechem wszedł do jednego z pobliskich pokojów.
   – Dawid! Posłuchaj mnie. Poradzę sobie z tym dupkiem, ale ty musisz jakoś załatwić Sepa i jak najszybciej odnaleźć dziewczynkę, zanim któryś z jego pionków to zrobi.
   Nie zdążyłem odpowiedzieć, ponieważ Rudy właśnie otworzył drzwi pomieszczenia, do którego przed chwilą wszedł. Jego mina znaczyć mogła, że Ewa wcale nie będzie mieć łatwego zadania, ale wiedziałem, że da sobie radę. Teraz musiałem wymyślić sposób, w jaki uporam się z Sępem. Nie był on może za młody, ale na pewno sprawniejszy niż ja.
   – Gniazdo gotowe kochanie, zapewniam cię, będziesz wniebowzięta.
   Chwilę później zostałem sam z sierżantem, zarządzającym całą akcją. To będzie trudne, ale skoro potrafiłem przeżyć w tym świecie tyle czasu, to porawdzę sobie i z tym. Pytanie tylko jak?

6. Czas Zapłaty

Racjonalnie starałem się ocenić swoje szanse przeciwko Sępowi. Był wyższy i znacznie bardziej umięśniony niż ja. Miał też większe doświadczenie w zabijaniu, no i co najważniejsze, miał broń. Tak więc, nie miałem najmniejszych szans w starciu z sierżantem. Musiałem wpaść na coś innego, na coś, czym go zaskoczę. Jeżeli w końcu coś wymyślę, to pewnie zaskoczę sam siebie. Ciężko było mi myśleć, będąc związanym i zmęczonym po dzisiejszym dniu. Jedyne co mnie pocieszało, to fakt, że nie było aż tak źle, jak w dniu infekcji, chociaż wtedy wrogiem byli tylko umarli.
– Po co wam ona? – nie mogłem znieść tej ciszy, dlatego postanowiłem przerwać ją rozmową z Sepem.
– Cóż, twoje szanse na przeżycie są dosyć marne, więc chyba mogę ci powiedzieć. Nie boje się tych gnijących oferm, ale większość populacji sra po gaciach myśląc o nich. Wyobraź sobie, jak oni by to chcieli wszystko zakończyć. Wrócić do normalnego życia, żałosne śmiecie. – sierżant aż poczerwieniał na twarzy – Cały czas czekałem na dobry moment, by opuścić ten ośrodek, w którym się poznaliśmy. Kiedy usłyszałem, że mam wyruszyć w misję po tą dziewczynkę, to od razu mnie oświeciło. Nie dość, że będę mógł w końcu się stąd urwać, to jeszcze wzbogacę się na tych gnidach.
Myślałem, że sierżant pomimo swojej oschłości, będzie jednak bardziej wartościowym człowiekiem. Myliłem się, ale czy w tym świecie to aż takie dziwne? Z resztą sam nie należałem do wartościowych ludzi. Moja samolubność była przypłacona krwią wielu istnień, więc nie powinienem osądzać takich ludzi, jak Sęp, bo sam nie jestem lepszy.
Hałas dobiegający z pokoju obok, mógł świadczyć o dwóch rzeczach. Ewa miała rację lub nie w kwestii dania sobie rady z Rudym.
– Głośno coś, tam u nich. Rudy zawsze miał słabość do ostrych dziewczyn.
Cały czas nie było okazji, by w jakikolwiek sposób przechytrzyć Sępa. Czas uciekał, więc musiałem coś zrobić. Ewa pewnie zaraz wyjdzie, a wtedy może nie być ciekawie.
W momencie, w którym sierżant stracił zainteresowanie moją osobą, byłem gotowy do działania. Chciałem już wstać i po prostu znokautować Sępa swoim ciężarem, jak to był z Ojcem Kasi, jednak w tym samym momencie dołączyła do nas Wera, co absolutnie zniszczyło mój plan.
– Sprawdziłam dokładnie pomieszczenie i natrafiłam jedynie na dwóch trupów. Chyba nie wszyscy jajogłowi się uratowali, ponieważ mieli to przy sobie – Wera wyciągnęła z kieszeni coś na kształt legitymacji ze zdjęciem, imieniem i nazwiskiem jednego z naukowców.
– Świetna robota, jak tylko Rudy skończy z tą dziwką, a Maciek wróci ze swojego zwiadu, pokażesz gdzie spotkałaś tych sztywniaków. Pewnie gdzieś tam ukryli się wszyscy. Po przemianie pewnie zostało im nieco wspomnień i chcieli powrócić do swojej kryjówki.
– Tak jest!
Teraz już byłem całkowicie bezradny. Z samym Sępem nie miałem zbyt dużych szans, ale kiedy dołączyła Wera, to moje szanse na powodzenie, spadły poniżej zera.
Na domiar złego, w pokoju obok się uciszyło. Z jednej strony chciałem by to Ewie się udało, ale wtedy gdyby wyszła i napotkała Sępa i Werę, strach pomyśleć co by z nią zrobili.
– Chyba Rudy już zrobił swoje. Może w końcu się uspokoi?
– Nie znasz go? Nigdy nie będzie spokojny.
Oczekiwanie na rozwój sytuacji, powodowało skręt wszystkich moich organów. Strach przed tym, co się zaraz stanie, był nie do wytrzymania. W końcu drzwi się otworzyły, a stał w nich Rudy. Wyglądał jednak dziwnie. Nie miał tego swojego uśmieszku. Chwilę później upadł przed siebie jak worek ziemniaków.
– Co się stało!?
Wera i Sęp od razu wyciągnęli broń i wymierzyli w Ewę, która zajęła miejsce Rudego. Ostatnie co udało mi się zrobić to pobiec na Werę – która stała bliżej mnie – i unieszkodliwić ją swoim ciałem. Kiedy upadliśmy, do moich uszu dobiegł dźwięk wystrzału. Nie chciałem się odwracać, bo domyślałem się, co zobaczę.
Krzyk. Było w nim jednak coś nie tak, bowiem nie należał on do Ewy, tylko do Sępa.
Spojrzałem za siebie, a to właśnie sierżant leżał na ziemi, z przestrzeloną ręką. Jak do tego doszło? Przecież Ewa nie miała broni, a nie mogła jej zdobyć od Rudego, ponieważ zostawił on wszystko tutaj. Co więc się stało?
– Wszyscy cali? – Głos Maćka dobiegł z korytarza, w którym zniknął parę minut temu.
– Ty zdradziecki skurwysynie! – Pierwszy raz w słowach Sępa czuć było ból i strach.
– Dawid! – głos Kasi był niczym miód dla moich uszu.
Przybiegła do mnie i od razu przytuliła się z całych sił. Niestety nie mogłem odwzajemnić uścisku, ponieważ cały czas byłem skrępowany węzłem, który zawiązał mi Maciek. Tak samo szybko jak mi go założył, tak szybko się go pozbył i mogłem w końcu swobodnie poruszać górnymi kończynami.
– Skubana skryła się w kuchni w jednej z szafek. Gdyby nie to, że usłyszałem odgłos przewracanej puszki, chyba nigdy bym jej nie znalazł.
– Dobra robota Skarbie – cały czas patrzyłem na nią z podziwem.
– Dobrze, że to ja poszedłem do kuchni, inaczej mogłoby być źle.
– Masz rację – do rozmowy wtrąciła się Ewa – teraz w spokoju możemy iść dalej.
– A co z nim? – Maciek wskazał Sępa, który cały czas usiłował zatamować krew z rany postrzałowej.
– Może go zwiążemy i zostawimy?
– Wprawdzie to sukinsyn jak ich mało, ale wydaje mi się, że nie powinniśmy grać jego kartami.
– Co zamierzasz w takim razie?
– Sądzę, że jeszcze nam się przyda w drodze powrotnej.
– To chcesz tam wracać?
– Mam do załatwienia jedną sprawę, z wujkiem Kasi.

7. Stracona Nadzieja

Idziemy z Kasią za Ewą, która prowadzi nas prosto do tajnego pomieszczenia, które za wszelką cenę, chciał znaleźć Sęp ze swoimi żołnierzami. Mieliśmy sporo szczęścia w całym tym zajściu. Gdyby jednak Ewie nie udało się poradzić z Rudym, albo Maciek przyszedł parę minut później? Życie to jednak worek pełen najróżniejszych pytań, z którego odpowiedzi wysypują się szybciej, niż zdołają się pojawić.   – Mam nadzieję, że cały czas są na miejscu. Nie kontaktowałam się z nimi od czasu, kiedy mój mąż jeszcze z nimi pracował.
– A co oni ze mną zrobią?
– Nic Kasiu – przytulam ją mocniej do siebie – zadadzą ci parę pytań i sprawią, że wyleczysz świat z zarazy.
– Naprawdę? – jej oczy były pełne nadziei.
– Zobaczysz na miejscu – Ewa postanowiła odpowiedzieć na to pytanie.
Dalej szliśmy bez słowa. Kasia cały czas wtulała się we mnie, choć ani na moment nie przestała obserwować drogi, którą podążamy. Mimo że każdy korytarz wyglądał tak samo, to nie można się dziwić ekscytacji dziewczynki. Sam jestem poddenerwowany, choć nie do końca biorę w tym udział. Moja rola się skończyła, kiedy odnalazłem Kasię. Od tego momentu, to Ewa przejęła pałeczkę.   – Już zaraz będziemy.
Ani ja, ani Kasia tego nie komentujemy, czekamy aż w końcu Ewa doprowadzi nas do celu, kiedy nagle staje w miejscu.
– Dobra, jesteśmy.
Rozglądam się po miejscu, w którym się znaleźliśmy. Na pierwszy rzut oka wygląda, jak każdy inny korytarz. Dopiero po chwili zauważam drzwi, które zostały pomalowane na ten sam kolor, co ściana. Są na tyle płaskie, że niespecjalnie się odznaczają od ściany. Gdyby nie Ewa, zapewne minąłbym to miejsce, próbując znaleźć coś bardziej oczywistego.
Ewa podchodzi do drzwi, zaczyna w nie pukać.
Cisza. Nic się nie dzieje. Wszyscy aż kipimy od nerwów, które nie odstępują nas na krok. W myślach powtarzam sobie, by ktoś tam jednak był. Miejsce jest ledwo tknięte przez nieumarłych, więc nie mogło się tutaj nic wydarzyć. Chociaż jak sam się wielokrotnie przekonałem, to nie martwi są najgorsi na tej ziemi.
Ewa próbuje jeszcze raz. Bez skutku. Cały czas cisza.
– Czemu nikt nie otwiera?
Kasia jest chyba jedyna osobą, która nie straciła nadziei. Wciąż czeka, aż ktoś otworzy i wszystko pójdzie po naszej myśli, ale tak się nie dzieje. Najpierw dotarło to do mnie, potem do Ewy. Odwracając się, spojrzała na mnie przepraszającym wzrokiem. Widać, że było jej źle z tym, że nikogo nie zastaliśmy.
– To by było chyba na tyle.
Nie wiedziałem jak w tej chwili się zachować. Wszystko szło dobrze, aż do teraz. Wprawdzie mieliśmy niejedną przeszkodę na drodze, ale za każdym razem jakoś nam się udawało. Teraz jednak nie było planu B.
– Chyba będziemy musieli wracać do ośrodka.
Oboje z Ewą byliśmy już pogodzeni z porażką. Kasia twardo trzymała się swojej dziecięcej wizji szczęśliwego zakończenia. Nie wiedzieliśmy jakich słów użyczyć, by przedstawić jej realia obecnej sytuacji.
– Kasiu – postanowiłem zrobić pierwszy krok – nikt na nas nie czeka za tymi drzwiami. Musimy iść.
Żadnej reakcji. Nawet nie odwróciła głowy w moją stronę. Cały czas twardo patrzyła w stronę drzwi. Z reguły była pełna energii, a teraz stanowiła swoje przeciwieństwo. Co się stało?
– Kasiu? – Ewa stanęła obok mnie – wszystko dobrze?
Cały czas dziewczynka nam nic nie odpowiadała. Z tyłu wyglądała jak jakiś manekin sklepowy. Żadnych ruchów, żadnych reakcji na otaczający świat. Nic.
– Halo, mówimy do ciebie – w tym momencie chwyciłem jej ramię i odwróciłem w naszym kierunku. Z początku myślałem, że pomyliliśmy ją z jej podobizną odlaną z wosku. Wyglądała na martwą. Jej oczy były zakryte mgłą, jakby artysta zapomniał dodać ten szczegół w swojej figurze woskowej. Cała była zimna, a jej skóra, sucha.
– Co się z nią stało? – Ewa spojrzała zza mojego ramienia – myślisz, że się przemieniła?
Odpowiedź na to pytanie ugrzęzła mi w gardle. Nie wiedziałem, co się z nią stało. Dosłownie parę minut temu stała wtulona we mnie, nie dając żadnych oznak przemiany – a akurat ja, doskonale wiem jak one wyglądają. Minęła chwila, a teraz wygląda jak jeden z trupów, które zastąpiły żywych w stąpaniu po ziemi.
Odwróciłem się do Ewy. Z racji tego, że nie mogłem nic powiedzieć, Ewa wyczytała odpowiedź z moich oczu. Strach pomieszany z dezorientacją.
– Trzeba sprawdzić czy oddycha.
Nie byłem w stanie nic zrobić, dlatego to Ewa podeszła do Kasi. Najpierw próbowała dowiedzieć się czegoś z twarzy dziecka. Po chwili przytrzymała jej głowę tak, by w razie czego mogła bezpiecznie odskoczyć i nie narazić się na ugryzienie. Dopiero teraz przyłożyła ucho do jej klatki piersiowej. Ewa sama znieruchomiała na pewien czas, jedynie poruszając ustami. W ten sposób pewnie odliczała sekundy po cichu.
– Oddycha, ale bardzo niewyraźnie.
Fakt, że potrzebuje tlenu, trochę mnie uspokoiła, jednak jej widok cały czas był zastanawiający.
– Co robimy?
– Wynieśmy ją na zewnątrz, może odrobina świeżego powietrza ją ożywi? – To było pierwsze co przyszło mi do głowy.
– Dobra, chwyć ją za nogi.
Wzięliśmy ją oboje na ręce. Nie wiem czy byłbym w stanie wziąć ją sam. Byłem nieco osłabiony i nadal nie mogłem pojąć, co dzieje się z Kasią.
Szybko przebiegliśmy przez korytarze, by w jak najkrótszym czasie dotrzeć do wyjścia. Minęliśmy po drodze Maćka, ale nawet nie zwróciłem uwagi na to, co do nas krzyczy. Byłem zbyt pochłonięty czasem, który nas goni.
Wybiegliśmy na zewnątrz i od razu położyliśmy Kasię na trawie. Oboje zmęczeni zaistniałą sytuacją, nawet nie zorientowaliśmy się, że w naszym kierunki wloką się zombie. Sęp wraz z oddziałem nie zamknęli wejściowej bramy, co ułatwiło trupom dostanie się do nas.
Bez zastanowienia ,wraz z Ewą, wyciągnęliśmy broń, kiedy padł pierwszy strzał. Najpierw spojrzeliśmy po sobie i wiadome było, że nie oddałem go ani ja, ani ona. Popatrzyliśmy za siebie i był tam Maciek, w towarzystwie nieznajomego mężczyzny i to właśnie on oddał strzał.
– Szybko do środka! Bierzcie dziewczynkę i jazda!