Dead Rising. Endgame (2016)

Po rzekomym uratowaniu ludzkości przez Armię okazuje się, że założenie było całkowicie odwrotne. Rząd planuje masowy mord zarażonych w tajemniczym projekcie „Afterlife”. Chcąc poznać prawdę i nie dopuścić do śmierci miliona istnień, Chase Charter wraz z towarzyszami wplątuje się w spisek, którego rozwiązanie będzie niezwykle wymagające i niebezpieczne.

Kontynuacja filmowej adaptacji gry „Dead Rising. Endgame” z roku 2016, to kolejna odsłona cyklu, w której ponownie zawitamy w świat pełen akcji, szemranych spraw i żywych trupów. Obeznany już z zombie reporter Chase Carter po raz kolejny staje z nimi do walki. Za sprawą dziennikarskiego powołania ponownie wplątuje się w spisek, który wymaga od niego i jego przyjaciół nie lada wyzwania.

Seria gier „Dead Rising” w założeniu ma prześmiewczy stosunek do panującej wszędzie apokalipsy zombie. W porównaniu z częścią pierwszą, ta traktuje poruszoną tematykę nieco bardziej poważnie. Podczas seansu doświadczyłem znacznego spadku żartów oraz zabawnych momentów, których w „Dead Rising. Watchtower” było zdecydowanie więcej. Ciężko powiedzieć, czy takie rozwiązanie jest dobre. W tej kwestii przede wszystkim chodzi o gust widza. W moim przekonaniu taki zabieg wyszedł pozytywnie.

Fabularnie ponownie mamy do czynienia ze spiskiem, w który bohaterowie wplątują się po same uszy. Tym razem to rząd ma plan mający na celu zniszczenie każdego zainfekowanego osobnika. Ma to według niego przywrócić panujący wcześniej porządek wśród populacji czystej od wirusa. Oczywiście nie wszyscy się na to godzą, bowiem zainfekowanych i usilnie z nim walczących ludzi jest bardzo wielu. Zwłaszcza, że w większości są to niewinni obywatele.

Na uznanie zdecydowanie zasługuje przekonująca i naturalna gra aktorska oraz prosty, lecz przyjemny w odbiorze scenariusz. Każdy z aktorów dobrze oddał swoją postać, ukierunkowując ją w stronę własnych przekonań i własnego charakteru. Pozytywnym aspektem jest sceneria, która po raz kolejny budzi wizualny podziw. Zniszczone ulice miast i panoszące się wszędzie zombie robią wrażenie.

Na całe szczęście nie zabrakło zabawek charakterystycznych dla tej serii. Zwykła broń biała czy palna jest przereklamowana, dlatego bohaterowie walczą stworzonymi przez siebie różnymi odmianami oręża, którego raczej nie spotkamy nigdzie indziej. Silna inspiracja swoim wirtualnym pierwowzorem jest i tutaj widoczna.

Niestety w tej części muszę przyczepić się do prezencji żywych trupów. Ich charakteryzacja wygląda znacznie gorzej, niż w części poprzedniej. Wszystko to zasługa wprowadzenia nowego, nieco groźniejszego przeciwnika, który po prostu ma mniej dopracowany wygląd. Wielka szkoda, ponieważ „Watchtower” pod tym względem utrzymał wysoki poziom, którego druga część nie podtrzymała.

Podsumowując, film stanowi dobrą rozrywkę i mimo kilku potknięć, ostatecznie prezentuje się lepiej niż część pierwsza. Dobra fabuła, wysokiej jakości gra aktorska i przyjemne dla oka efekty (z nieco gorszą charakteryzacją) ostatecznie dają naprawdę dobry końcowy rezultat. Zdecydowanie wart obejrzenie nie tylko przez fanów serii gier, ale także każdego innego miłośnika żywych trupów.

Moja ocena: 7/10

Trailer:

Sprawdź także:

1# Adaptacja – Z Gier na Duży Ekran

#5 TOP5 Najlepszych Gier Video o Zombie!

#16 TOP5 Najlepszych Sequeli Filmów o Zombie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *