Dead Snow (2009)

Mając możliwość wypoczęcia, grupka studentów postanawia wybrać się w góry, do położonego na odludziu domku. Zaopatrując się wcześniej w alkohol, wszyscy postanawiają spędzić ten czas na zabawie. Wszystko jednak zaczyna przybierać inny obrót, kiedy do ich domku dociera tajemniczy wędrowiec i opowiada im o historii miejsca, w którym obecnie się znajdują. Z początku podchodząc do człowieka jak do obłąkanego, nikomu nie chce się wierzyć w zasłyszaną historię do czasu, aż sami nie zetkną się z grasującymi w pobliskich górach nazistami zombie.

Norweski film w reżyserii Tommiego Wirkoli, to nic innego, jak potężna dawka czarnej komedii w połączeniu z ogromną ilością gore. Hektolitry krwi, latające części ciała i niezliczona ilość walających się wszędzie wnętrzności to właśnie najlepszy opis produkcji. Czy przytoczenie tematyki nazistowskich zombie w postaci komedii był dobrym pomysłem? Bez dwóch zdań!

Historia filmu rozpoczyna się jak każdy najbardziej stereotypowy film grozy, w którym grupa nieświadomych ludzi zmierza do miejsca, w którym chcą odpocząć. Oczywiście miejsce jest na absolutnym odludziu, w którym nie ma zasięgu, ani żadnej innej możliwości skontaktowania się ze światem. Otaczający teren to tylko góry, las i masa śniegu. Kwestią czasu był moment, w którym zniknie pierwsza osoba, a reszta dalej nie zdająca sobie sprawy z przebiegu wydarzeń grupa, zaczyna powoli wierzyć w usłyszaną historię, o której mówił wcześniej napotkany wędrowiec, zwłaszcza, że wewnątrz domku odnajdują skarb zostawiony wiele lat wcześniej przez nazistów pod dowództwem Herzoga, który powrócił, by go odnaleźć.

Chyba większość z Was oglądała Martwe Zło, więc od razu na myśl przychodzi fakt, że podany powyżej schemat jest niemalże taki sam. Podobnie sprawa się ma do obecnego tu humoru i abstrakcyjnych sytuacji, jednak pomimo wielu podobieństw, film jest bardzo oryginalny w swoim wykonaniu. Panująca tu mieszanka humorystyczno-gorowa, przywodzi na myśl same najlepsze klasyki lat 80-90, takie jak wcześniej wspomniane Martwe Zło, czy chociażby Martwica Mózgu. Miłośnicy takiego kina będą wniebowzięci, gwarantuje!

Duże wrażenie zrobiła na mnie charakteryzacja zombie. Wszystkie żywe trupy były bardzo dopracowane począwszy od charakteryzacji, na umundurowaniu kończąc. Gdybym kiedyś miał sobie wyobrazić prawdziwe nazistowskie zombie, wyglądałyby dokładnie tak. Druga sprawa to scenografia. Przepiękny krajobraz norweskich gór, z ogromem śniegu robiły wrażenie. Aż chciałoby się włożyć narty i zjechać z jakiegoś szczytu. Zdecydowanie cała produkcja cieszyła oko pod każdym względem!

Film nie ma wątków wymuszających w widzu konsternację, czy jakąkolwiek myśl, a zakończenie nie prawi wartościowego morału. Produkcja jest odgórnie zrobiona pod widza  oczekującego odmóżdżającego seansu, w którym większość scen składa się z rozlewu krwi czy absurdalnych żartów i sytuacji. Masa czarnego humoru udziela się w większości momentów, sprawiając, że na widok czyjeś śmierci rzadko czuć smutek. Tak więc od razu widać, że grupą docelową nie jest typowy poszukiwacz horroru, który wywoła ciarki na rękach. Masa śmiechu, zabawy i absurdu, tego właśnie można oczekiwać w filmie!

Kwestią negatywnych aspektów produkcji, jest jedynie gust widza. Nie każdy lubi taką dawkę abstrakcji i rozlewu krwi, więc ktoś może po prostu uznać film za beznadziejny, a panujący w nim humor za nieśmieszny, za to inni uznają za coś rewelacyjnego i zabawnego. W skrócie mogę powiedzieć, że film albo ktoś pokocha, albo znienawidzi. Ja znajduje się w tej pierwszej grupie 😉

Podsumowując, film jest idealny na posiedzenie wśród znajomych z piwkiem w ręku i paczką chipsów na stole, chcących odreagować czymś odmóżdżającym. Nie polecam nikomu, oczekującego od filmu „czegoś więcej”, ponieważ seans może być dla takiej osoby jedynie stratą czasu.

Moja Ocena: 7/10

Trailer:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 + 12 =