Dzień Żywych Trupów (1985)

Liczebność ludzi na ziemi powoli zmierza ku zeru. Żywe trupy stają się jedynym istniejącym gatunkiem. Ci, którym udało się przetrwać, ukrywają się w podziemiach by znaleźć lekarstwo. Po raz kolejny człowieczeństwo zostaje poddane próbie. Czy grupa naukowców w końcu znajdzie sposób, na zakończenie panującego życia po śmierci?

Trzecia i zarazem ostatnia część opowiadająca o życiu ludzi w świecie trupów. George A. Romero po raz kolejny pokazuje ludzkie zachowanie w obliczu zagrożenia. Tym razem bohaterowie za swój nowy „dom” uznają podziemia, w których jest stosunkowo bezpiecznie – przynajmniej ze strony zombie.

Początkowe sceny, w którym bohaterowie bezskutecznie poszukują ocalałych, pokazują skalę zniszczenia i wymarcia ludności. Wiemy już jak bardzo jest źle, ale czy jest nadzieja? Dla części tak, dla innych nie. Zdania są podzielone, a sposób działania różnorodny. Próba stworzenia leku nie daje żadnych rezultatów, ale oswojenie trupów… staje się realne! Jeden z chyba najbardziej znanych zombie wśród fanów – Bub – jest przykładem na to, że profesor „Frankenstain” jest bliski wygrania z wirusem. Jednak czy wszyscy są tego samego zdania? Oczywiście, że nie.

Jak w każdym filmie o zombie, tak i tutaj konflikt pomiędzy ludźmi jest głównym zagrożeniem. To nie zombie stanowią problem, tylko kwestie sporów pomiędzy sobą. Każdemu się wydaje, że wie najlepiej. Jak wiemy, to nie może mieć pozytywnych skutków. Dla mnie jest to chyba najlepszy film jaki kiedykolwiek powstał o żywych trupach. Absolutnie nie ma się do czego przyczepić. Fabularnie prezentuje się rewelacyjnie. Osadzenie bohaterów w takim miejscu, musiało się skończyć w ten sposób. Ryzykowne było pokazanie, że trup może myśleć, ale moim zdaniem ryzyko się opłaciło. Wszystko dobrze wyjaśnione i przede wszystkim przemyślane.

Charakteryzacja w dobrym i starym stylu, jak z resztą w każdej produkcji Romero. Nie ma zbędnych efektów, a mimo to bez trudu można odróżnić zombie od człowieka. Sam Bub wygląda bardzo fajnie. Widać, że czas działa niekorzystnie na zombiaki, ponieważ różnią się od tych z wcześniejszych części.

Sceneria na prawdę robi wrażenie. Te wszystkie podziemia… laboratoria… coś pięknego. Jeszcze miejsca, w których dr. „Frankenstain” przeprowadzał eksperymenty. Wszędzie krew, flaki i kończyny złapanych okazów do badań. Na prawdę czuć było tą opuszczoną przestrzeń. A temu wszystkiemu towarzysząca idealnie dobrana muzyka. Świetny klimat pod każdym względem.

Coś negatywnego znajdzie się nawet w tych najlepszych produkcjach. W tym wypadku, może nie przekonać do siebie motyw myślącego zombie, ani fakt, że jest dość dużo rozmów, a mniej akcji. Cóż można zrobić… dla jednych jest to plus, a dla innych minus. Jeszcze nikt nie stworzył dzieła, które by każdego zadowoliło. Jedyne co nie przypadło mi do gustu, to fakt, że nie ma polskiego wydania… nie wiem czemu akurat ten film się go nie doczekał, bo zdecydowanie na nie zasłużył.

Podsumowując. Film świetnie kończy całą serię o zombie w wykonaniu Romero. Niestety jest to ostatni tak dobry film w tej tematyce (w wykonaniu Romero), więc warto się nim nacieszyć. Reszta jest po prostu dobra 😉

Moja Ocena: 9/10

Trailer:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nineteen − 14 =