Escape Dead Island

Chcąc zabłysnąć przed swoim Ojcem, Cliff Calo, przybywa na wyspę Narapela. Młody fotograf, wraz ze swoimi znajomymi, planuje nakręcić materiał, który pokaże światu, co tak naprawdę wydarzyło się na wyspie Banoi. Wyprawa badawcza szybko zamienia się w istny horror. Teraz poza odkryciem prawdy, najważniejsze będzie przetrwanie. Pozostaje pytanie, czy Cliff zdoła przetrwać nie tylko fizycznie, ale również psychicznie…

Spin-off serii “Dead Island”, produkcji szwedzkiego studia Fatshark, to przygodowa gra akcji z perspektywy trzeciej osoby. Zupełnie nowy świat, w którym do walki z hordami zombie, nie stanie doświadczony wojownik, odporny na wirusa, a zwykły młody chłopak z ambicjami. Czy wprowadzone zmiany w istniejącym już świecie “Dead Island”, okazały się dobre? Niekoniecznie.

Na pierwszy rzut oka widać, że największej zmianie uległa część graficzna oraz perspektywa bohatera. Teraz widzimy wszystko “zza postaci”, a cały świat, jest mocno komiksowy. Tak jak w przypadku “The Walking Dead”, takie posunięcie miało rację bytu, tak tutaj, twórcy nie do końca wpasowali się w klimat. Gracze, którzy mieli okazję zagrać w “Dead Island”, zdają sobie sprawę z brutalności, jaka miała tam miejsce. W “Escape…” wszystko jest dość jaskrawe, a sama brutalność została ograniczona do minimum.

Najmocniejsza strona gry – fabuła – jest fajnie zbudowana i miejscami zaskakująca. Widać, że akurat w tym przypadku, wszystko zostało dopracowane. Podobał mi się również zamysł głównego bohatera. Nie został nim odporny na wirusa super-żołnierz, który bez problemu radzi sobie z całą hordą trupów na raz, ale zwykły młody fotograf, który poza walką, ma za zadanie zbieranie dowodów.

Sama walka wygląda zupełnie inaczej. Tym razem, zamiast wskakiwać w wir walki, lepiej zakraść się od tyłu  i spróbować zabić wroga bez świadków. Jeżeli jednak zdarzy nam się stanąć do walki z przeciwnikiem, cóż… nic trudnego, wystarczy szybko naciskać LKM, ale nasz bohater prędko się męczy i może kosztować nas to życie. Sporym minusem jest też fakt, że mamy bardzo mały arsenał broni. Każda broń biała niczym się od siebie nie różni, a broń palna nie jest niczym specjalnym, tak więc zabijanie wroga jest dość monotonną czynnością, opierającą się jedynie na naciskaniu guzika. Jedynym urozmaiceniem są pojawiające się, poza zwykłymi zombiakami, ulepszone stwory, które mają swoje specjalne zdolności.

Pomimo poniekąd ładnych widoków, teren jest dość mały, a rzekoma wolność w eksplorowaniu świata, nie jest zbyt duża. Mamy tak naprawdę pare kluczowych lokacji i nic poza tym. Zdarzają się jakieś ukryte miejsca, ale poszukiwanie ich wcale nie jest czymś niezwykłym. Tak jak w każdej grze przygodowej, tak i tutaj mamy możliwość, jako bonus, odnaleźć różne materiały, typu zdjęcia, notatki głosowe itd. Najciekawszym z tego wszystkiego rozwiązaniem, jest jednak samodzielne robienie zdjęć, o czym dowiecie się odpalając grę 😉

Całą grę można podzielić na dwa wątki fabularne. Jednym z nich jest przygoda bohatera na wyspie, który poza walką z zombie, cały czas próbuje udowodnić sobie i swojemu ojcu, że jest coś wart. Drugi natomiast polega na dość dziwnym aspekcie pogarszającego się zdrowia psychicznego bohatera, który powoli przestaje rozróżniać co jest prawdziwe, a co nie. Niby pomysł fajny, ale moim zdaniem absolutnie nietrafiony. Tak jak jeszcze początkowo ma to ręce i nogi, tak potem zaczyna się absolutny chaos całkowicie niszczący klimat, który i tak nie był zbyt widoczny.

Gra nie posiada również rozgrywki wieloosobowej, co sprawia, że nie będziemy w stanie zabijać trupów, w towarzystwie znajomych.

Podsumowując. Gra jest średnia. Twórcy nie do końca poczuli klimat tropikalnej apokalipsy zombie, przez co fan serii nie będzie do końca zadowolony. Ponad to sama rozgrywka jest dość krótka, a rozgrywka mało ciekawa.

Moja Ocena: 5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *