Fist of Jesus (2012)

Pod wpływem prośby Jakuba, Jezus decyduje się na wskrzeszenie jego syna – Łazarza. Chcąc czynić dobro wśród swoich wyznawców, Jezus dokonuje cudu i na oczach tłumu Łazarz wstaje z grobu. Niestety nie tak miało wyglądać ożywienie niedawno zmarłego mężczyzny. Teraz staje się on żądnym ludzkiego mięsa zombie wywołując tym samym apokalipsę żywych trupów.

Krótkometrażowa produkcja prosto z Hiszpanii pt. „Fist of Jesus” w reżyserii Adriána Cardona i Davida Muñoza to solidna dawka śmiechu i scen gore z najwyższej półki. Każdy z nas zna historię Jezusa i tego, jak wiele wysiłku włożył w nawracanie ludzi. Tym razem historia potoczyła się zupełnie inaczej. Czy taki obraz znanej z Biblii postaci walczącej z zombie był dobrym pomysłem? Bez dwóch zdań!

Czasami nie musimy oglądać produkcji, by wiedzieć czego się spodziewać. W wielu przypadkach wystarczy zobaczyć plakat a czasem nawet sam tytuł. Tym razem nie miałem żadnych wątpliwości, że film „Fist of Jesus” nie będzie nudny ani przeciętny. Choć produkcja trwa zaledwie 15 min i pierwsze kilka nie zdradza niczego nadzwyczajnego, to już nieco później twórcy postanowili polecieć po całości.

Ocena filmów trwających nieco ponad 10 min zawsze sprawia mi trudność. Nigdy nie jestem w stanie dobrze wczuć się w klimat by poddać produkcję ocenie. Tym razem było inaczej. „Fist of Jesus” nie ma na celu żadnego przesłania czy głębszego przemyślenia. Ukazana jest tutaj totalna jatka, która od razu przynosi na myśl film „Martwica Mózgu”, z którego reżyser na pewno czerpał garściami. Masa krwi, flaków, latających kończyn i tandetnej charakteryzacji… czego chcieć więcej?

Jak już wspomniałem fabuła nie ma tu większego znaczenia. W filmie jedyne co się liczy to nieco dziwna rozrywka, w której miłośnicy horrorów kat. B i niżej zakochają się od razu. Jako że należę do tego grona nie mogę się z tym nie zgodzić. Wybuchające głowy z eksplodującą wszędzie juchą i odcinane ręce, z których leje się fontanna krwi. To jest po prostu miód dla mych oczu. Każdy moment po rozkręceniu akcji w filmie jest tym, co jednych obrzydza a innych zachwyca i ja właśnie należę do tych drugich.

Sama gra aktorska nie jest wysokich lotów, ale to tylko dodaje uroku całości. Najbardziej jednak urzekł mnie sam Jezus, w którego wcielił się Marc Velasco oraz jego umiejętność władania bronią białą w postaci ryb różnych gatunków. Twórcy powinni zostać wysoko nagrodzeni za tak chory i nietuzinkowy pomysł.

Same zombie były bardzo dobrze wykreowane a ich wygląd doskonale wpasował się w klimat produkcji. Na uznanie zasługuje także sceneria oraz wszelkie efekty, jakie mieliśmy okazję ujrzeć. Tyle kiczu i tandety w tak krótkim czasie nie widziałem dawno i żałuję, że dopiero teraz zdecydowałem się obejrzeć ten film.

Oczywiście w przypadku, kiedy w parodii pojawia się postać Jezusa nie można uciec od wywołanej tym kontrowersji i oburzenia ze strony widzów. Osoby, które nie potrafią zachować dystansu wobec swojej religii nie powinny oglądać owej produkcji. Duża prześmiewczość i umieszczenie żywych trupów tylko dolewa oliwy do ognia.

Podsumowując, jako miłośnik gatunku gore jestem wielce zachwycony produkcją „Fist of Jesus”. W tak krótkim czasie zostało zawarte wszystko, co powinno się znajdować. Z racji poruszanej tematyki film nie jest skierowany do każdego odbiorcy. Samo przeczytanie opisu powinno już jasno ukierunkować ewentualnego widza.

Moja ocena: 8/10

Cały film:

 

Sprawdź także:

Noc Żywych Żydów (2008)

Hope (2017)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *