Live or Let Die (2014)

Choć świat się kończy, a ulice wypełniają hordy zombie, to i tak najbardziej boli utrata kogoś bliskiego. Dodatkowo, uczucie bólu potęguje świadomość niewiedzy, czy dana osoba żyje. Chcąc rozwiać wątpliwości, John wyrusza w na poszukiwanie żony, która według niego znajduje się gdzieś w mieście. Również w celu odnalezienia żony, wyrusza inny bohater – Nick – wraz ze swoją córką Sophią. Losy obu bohaterów szybko się złączą, by wspólnymi siłami odnaleźć zaginione ukochane.

Film w reżyserii Manuela Urbanecka, to krótkometrażowa produkcja prosto z Niemiec, prezentująca mocny nacisk na horror z elementami gore i akcji. Wszystko urozmaica klimat muzyki lat osiemdziesiątych i wiele litrów rozlanej krwi. Czy pomysł na film został dobrze zrealizowany? Sam nie wiem.

Fabuła jest prosta. Bohaterowie utracili swoje drugie połówki podczas ataków zombie i teraz chcą je odnaleźć. Prawda jest jednaka taka, że poza krótkim wstępem obu historii bohaterów o zaginionych żonach, nic nie wiemy, a poszukiwania są dość…bezproduktywne. Twórcy na siłę wpychają kolejne sceny oddalając się od początkowego zamysłu. Dodatkowo, podczas seansu napotkamy jeszcze jednego bohatera, który choć pojawia się na chwilę nic specjalnego nie wnosi.

Początkowo, wszystko zaczęło wyglądać na prawdę nieźle. Charakteryzacja trupów, gra kamery i dziwna, choć pasująca muzyka, prezentowały się bardzo dobrze. Niestety później dość mocno dało się zauważyć nieudolną grę aktorską, która była drewniana do szpiku kości. Jakby tego było mało, wszystko powoli zaczeło tracić sens i nawet efektywne uśmiercanie żywych trupów nie wybroniło produkcji. Brak logiki zachowań bohaterów i ogólnego zamysłu filmu mocno dało się odczuć. Pierwsze wrażenie szybko zostało rozmyte i dalej było już tylko gorzej.

Nie mogę powiedzieć, że film był zły. Oprawa techniczna robiła wrażenie i spokojnie mogła dorównać wielu tytułom, a nawet je przewyższała co było dość dużym plusem. Zawinił tu czynnik ludzki w postaci aktorów, którzy nie potrafili dobrze odegrać panujących emocji. Szkoda też, że dość ciekawy zamysł w postaci poszukiwania swoich żon przez bohaterów, szybko został zastąpiony przez… no właśnie… przez co? Uśmiercanie trupów?

Nie umknęło mi również dość mocna próba upodobnienia filmu do serialu The Walking Dead. Świadczy o tym między innymi opening prezentujący twórców i aktorów filmu, oraz nazwa miasta, do którego udają się Nick z córką – Woodburry. Na całe szczęście żaden z bohaterów nie biegał z kuszą, czy nie nosił na głowie kapelusza szeryfa.

Średnie produkcje, jak ta, mają jeszcze szansę się wybronić, dając ciekawe zakończenie. W tym wypadku było to dość dziwne i mocno naciągane, ale nie powiem, trochę mnie to zaskoczyło. Pytanie tylko czy pozytywnie? Raczej nie. Szkoda, bo potencjał i przygotowanie były. Sprawdza się tu zasada, że przy kiepskich efektach, dobra fabuła się wybroni. Niestety w drugą stronę to nie działa.

Podsumowując. Nie wiem czy polecić wam film, czy nie. Jeżeli ktoś lubi dobrą oprawę audiowizualną, nie zważając na przekaz, to śmiało. Jak lubicie jednak sens w fabule i ciekawe rozwiązania na tej płaszczyźnie, to niekoniecznie. Decyzja należy do was.

Moja Ocena:  5/10

Poniżej cały film:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *