O tym jak zniszczyłem siostrze randkę, czyli mój pierwszy film o zombie

Pamiętacie ten magiczny czas, kiedy po raz pierwszy zasiedliście przed telewizorem i obejrzeliście swój pierwszy film o zombie, który na zawsze zmienił Wasze życie i postrzeganie kinematografii? Ja tak, choć nie do końca była to moja wola…

Wszystko zaczęło się przeszło 15 lat temu. Pamiętam to jak przez mgłę, bowiem miałem wtedy jakieś 10 lat. Co takiego gówniarza jak ja mogło wtedy interesować? Na pewno nie filmy o zombie. To się się jednak zmieniło, kiedy moja siostra z ówczesnym chłopakiem spytali mnie, czy nie chciałbym obejrzeć z nimi filmu, bo właśnie wypożyczyli takowy na VHS. Choć wiek sprzyjał sprzeczkom pomiędzy mną, a siostrą, to z niewiadomych mi przyczyn zgodziłem się.

Oczywiście podejrzewam, że pytanie padło z czystej grzeczności i to raczej z inicjatywy jej chłopaka, bo jaka siostra przy zdrowych zmysłach zapytałaby swojego młodszego brata, czy chce przyłączyć się do oglądania seansu i to w towarzystwie swojego chłopaka? No jaka!? Cóż… stało się co się stało, a ja nie zapomnę tego seansu do końca życia.

Na pudełku kasety widniały dwie Panie na czerwonym tle, a pod spodem widniał wielki napis „Resident Evil”. Tak, to właśnie ten film był pierwszym, w którym zobaczyłem zombie! Domyślam się, że większość z Was zaczynała z lepszymi tytułami jak chociażby Martwica Mózgu, czy może jakiś Świt Żywych Trupów, ale na boga, nie jestem taki stary! Jako młody chłopak nie miałem wyrobionego gustu, toteż seans wcześniej wspomnianych filmów mogłyby mnie nudzić (przypomnijmy, że w czasach mojej młodości były już całkiem niezłe efekty specjalne w filmach, dlatego widok gumowych odgryzanych kończyn, czy hektolitrów krwi mógłby mnie nie zaciekawić i wróciłbym do swoich Power Rangersów, czy innych Spidermanów.)

No więc seans zaczął się, a ja zajmując osobny fotel niż moja siostra ze swoim lubym, zacząłem z ciekawością przyglądać się produkcji. Cały czas oglądałem w skupieniu, niekiedy zasłaniając oczy rękami (w końcu było tyle brutalnych scen) ale wytrwałem do końca. Od dziecka miałem bujną wyobraźnię, toteż seans przyprawił mnie o wiele nieprzespanych nocy, ale nie zniechęciło mnie to do zadawania milionów pytań mojej siostrze (która z racji bycia moją rodziną zlewała mnie jak tylko mogła) i jej chłopakowi (który z racji dobrego wychowania nie omieszkał mnie zostawić bez odpowiedzi). Tak to się wszystko zaczęło i zostało do dnia dzisiejszego.

Na końcu chciałbym podziękować swojej siostrze Kindze, która prawdopodobnie nieświadoma swoich czynów przyczyniła się do narodzin mojej wielkiej pasji. Chciałbym też podziękować jej ówczesnemu chłopakowi, który gdzieś tam jest i pewnie tego nie czyta, za cierpliwość do mojej osoby w wieku gówniarskim. Kinga wspiera moją pasję do dnia dzisiejszego i gdyby nie ona prawdopodobnie nie dotarłbym do miejsca, w którym jestem teraz. To właśnie dzięki niej, iminfected przybrało postać fizyczną (stworzyła stronę od podstaw), oraz jest moim wiernym czytelnikiem służąc dobrą radą i wyśmiewając moją spaczoną psychikę.

 

Pamiętacie swoją pierwszą styczność z filmem o zombie? Podawajcie tytuły!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *