„Piszę całe życie i będę pisać nadal”. Wywiad z Dominiką Tarczoń

Zniszczony świat, ludzkość na skraju zagłady i niepokonany bohater – to wszystko podchodzi pod stereotyp powieści postapo.

Można złamać ten schemat? O tym postanowiłem porozmawiać z Dominiką „Nerd Kobietą Tarczoń o jej debiutanckiej powieści Pieśń o Warszawie”.

Łukasz: Witaj Dominiko! Ostatnio miałem przyjemność przeczytać twój debiut literacki, czyli „Pieśń o Warszawie”. Czy mogłabyś na początku krótko opisać o czym opowiada twoja książka?

Dominika: #POW to historia człowieka żyjącego na granicy społeczeństwa, który próbuje walczyć nie tylko z innymi, ale z sobą i z własnymi wyrzutami sumienia. Przede wszystkim jednak to historia o Warszawie i warszawiakach po apokalipsie.

Ł: Jest to twoja pierwsza napisana książka. Jakie to uczucie mieć na swoim koncie napisaną i wydaną już powieść?

D: „Pieśń o Warszawie” jest moją pierwszą wydaną książką, ale nie pierwszą, którą napisałam. Jeszcze do końca nie wiem, jak to jest wydać książkę – ciągle jestem w szoku, że to się udało.

Ł: Długo chodziła ci po głowie ta historia? Czy spisanie jej było kwestią impulsu, który uderzył znienacka?

D: Na początku miałam w głowie jedną scenę. Myślałam, że przerodzi się w krótkie opowiadanie, ale im dłużej nad nią myślałam, tym zaczęła się rozrastać. I tak się rozrosła do 300 stron.

Ł: Pisanie nie jest ci obce i nie mówię tutaj tylko o dwóch opowiadaniach, które ukazały się spód twojego pióra. Na co dzień prowadzisz też bloga, na którym publikujesz dużo treści. Łatwo było połączyć jedno z drugim?

D: Bardzo ciężko, dlatego blog podupadł. Póki co jeszcze nie wymyśliłam, jak pogodzić pisanie z blogowaniem. Mam na to jakiś plan, ale niestety artykułów na blogu nie będzie więcej niż kilka w miesiącu.Pracuję też zawodowo jako twórca treści – co niestety – też potrafi wyczerpać kreatywnie. W ciągu dnia piszę około 5 -10 tys. znaków ze spacjami.

Ł: Zamierzasz w takim razie dalej próbować swoich sił w roli pełnoetatowej pisarki? Jeżeli tak to czy masz już plany związane z kolejnymi tytułami? Może jakaś kontynuacja POWa?

D: Piszę całe życie i będę pisać nadal, można więc powiedzieć, że to taki mój drugi etat. Mam takie podejście, że nie muszę być wydawana, żeby pisać. Oczywiście – fajnie by było zobaczyć jeszcze kilka własnych książek na półce. Chciałabym osiągnąć poziom jednej wydanej książki rocznie. Czy mi się to uda, nie wiem.
Jeśli chodzi o kontynuację POWa, nie mogę nic potwierdzić ani zaprzeczyć. Mogę tylko powiedzieć, że nie zostawię tego świata.

Ł: Jako miłośniczka postapo zamierzasz dalej poruszać się po tej tematyce w swoich tekstach, czy masz w planach coś całkowicie innego?

D: Jak już wspominałam w rozmowie w Fantomie, postapo zawsze było mi najbliższe i będę jeszcze pisać w tym temacie. Na pewno nie zostawiam postapokalipsy. Zauważam jednak inne gatunki i też tworzę w innych klimatach – urban i dark fantasy, space opera a ostatnio też solar punk.

Ł: A co tak naprawdę kręci cię w postapo? Możesz opisać nieco swoją fascynację właśnie tą tematyką?

D: Moment anarchii i budowanie nowego świata na gruzach starego. Przewidywanie, co zostanie ze starej cywilizacji. Paradoksalnie to wcale nie musi skończyć się źle.

Ł: Wiele słyszałem o tym, że postapokalipsa powoli zaczyna się ludziom nudzić. Czy uważasz, że tak jest? Jaką wróżysz jej przyszłość na polskim rynku?

D: Widać wyraźnie tendencję spadkową. Moim zdaniem to nawet dobrze bo gatunek ma szansę złapać wiatr w żagle i rozwinąć się w trochę inną stronę. Na pewno nie oznacza to, że nie będzie już produkcji postapo. Po prostu wchodzimy do mainstreamu, więc fantastyka zaczyna odwracać głowę w inną stronę .

Ł: Czy na koniec – jako osoba z udanym debiutem – mogłabyś poradzić osobom stawiającym pierwsze kroki w pisaniu na co powinny zwrócić szczególną uwagę przy tworzeniu?

D: Moja rada dla początkujących pisarzy? Uważam, że to nie jest tak, że z debiutem jest dobrze albo że nie dobrze. Gdybym miała powiedzieć, co cenię w pisaniu najbardziej, powiedziałabym, że beta readerów. Ekhm… Beta readerów, którzy podali mi pomocną dłoń, kiedy miałam problemy z fabułą, gdy byłam sama i nie miałam profesjonalnego redaktora. I co ciekawe, to właśnie przypadkowe spotkania wpływają na nasze życie. Chodzi o to, że kiedy wyznaje się pewne wartości, nawet pozornie uniwersalne, bywa, że nie znajduje się zrozumienia, które pomagają się nam rozwijać jako autorom. Ja miałam szczęście ponieważ je znalazłam. I dziękuję życiu. Dziękuję bo życie to konwenty, życie to książki, życie to gry. Wielu ludzi pyta mnie o to samo – „ale jak ty to robisz?”, „skąd czerpiesz tę radość?”. A ja odpowiadam, że to proste, to umiłowanie życia, to właśnie ono sprawia, że dzisiaj na przykład piszę powieści postapo, a jutro… kto wie, dlaczego by nie, oddam się pracy społecznej i będę ot, choćby pisać bizarro… znaczy… o morderczej marchwi.

Ł: Dziękuje Ci za poświęcony czas i mocno trzymam kciuki za każdy twój kolejny podbój literacki i nie tylko!

D: Dziękuję ❤

 

 

Chcesz być na bieżąco z twórczością autora?

Lajkuj: https://www.facebook.com/nerdkobieta/
Wbijaj: https://nerdkobieta.pl/

Sprawdź także:

Armagedon Dzień po Dniu. Rozbita Klepsydra (J. L. Bourne)

„Zona przyszła nieco sama z siebie”. Wywiad z Jackiem Klossem

„Zona to mój dom.”. Wywiad z Michałem Gołkowskim

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *