Przyczyna zagłady

Ostatnio spotkałem się ze stwierdzeniem „Nie rozumiem dlaczego zombie powodują światową zagładę. Przecież są wolne i łatwo by było je zniszczyć na początku”. Na pewno wiele osób tak twierdzi, i uważa za niedorzeczne, że takie zagrożenie jak zombie, są w stanie doprowadzić do zniszczenia ludzkości. Postanowiłem ocenić to zjawisko.

Praktycznie każdy film zaczyna się tak samo. Wszystko jest piękne i kolorowe, aż pewnego dnia martwi powstają z grobów. Wszędzie są ich tłumy, a główny bohater musi stawić im czoła. Tak więc pytanie brzmi, jakim cudem jest ich tak wielu, skoro są tak łatwi do zniszczenia? Pomijam motyw biegających zombie, bo tutaj sprawa się komplikuje. W tekście ocenie trupy ze „Świtu Żywych Trupów” z 1978, ponieważ są powolne, oraz bezmyślne i to w stosunku do nich pojawiło się to stwierdzenie.

Przypuśćmy, że na początku mamy jednego zombie. Nazwijmy go „A”. Znajduje się on w szpitalu, ponieważ trafił tam z dziwnym schorzeniem i nikt nie wie co mu dolega. Wielu lekarzy ma dostęp do poszkodowanego, chcąc udzielić mu niezbędnej pomocy. Jednak nie udaje się i „A” umiera. Oczywiście badania nadal trwają, bo każdy chce wiedzieć co go zabiło. Zaczyna się przemiana i pierwszą ofiarą staje się lekarz. Nieświadomy co się stało ucieka z ugryzieniem. Zamyka „A” w pokoju i chcąc ratować własne życie, krzyczy, by nikt się tam nie zbliżał, ponieważ człowiek wstał z martwych. W tym momencie uaktywnia się ludzka ciekawość pt. „Jak to z martwych?”. Nikt nie wierzy i na własną rękę chce się upewnić. Tym sposobem do puli dołącza 2-5 ludzi ze zwykłym pogryzieniem. Przypuśćmy, że „A” zostaje zabity, przez jedną z ofiar. Teraz mamy ok. 3-6 osób, które nie zdają sobie sprawy, że są zainfekowane. Czyszczą ranę i spokojnie wracają do domu. Kładą się spać obok męża/żony/dzieci. Wtedy właśnie dochodzi do kolejnej przemiany i we śnie zostają zarażeni kolejni domownicy. Liczba zombie się zwiększa dwukrotnie. Następnie osoby te wychodzą z domu i skupiają się na poszukiwaniu pożywienia. Tutaj pojawiają się osoby bezdomne, lub pijane, które są łatwym celem. Liczba zainfekowanych znowu się powiększa. Jako iż prawdopodobnie ofiary „A” nie mieszkają w jednym budynku, infekcja rozszerza się w wielu miejscach jednocześnie. Dalej nastaje dzień. Ludzie spieszą się do pracy/szkoły i często nie zwracają uwagi na innych. Dzięki temu, nasze zombiaki mają kolejne łatwe cele. Nie zdając sobie sprawy z konsekwencji wywołanych ugryzieniem, zarażeni idą do miejsc, do których zmierzali na początku i tam czują się coraz gorzej. Niektórzy z nich udają się do szpitala, inny zostają na miejscu. Sprawa, jaka miała miejsce z „A”, powtarza się. Tym sposobem mamy ok. 20-30 zombiaków pierwszego dnia.

Głównym czynnikiem więc nie jest potęga zombie, lecz niewiedza na ich temat. Kto by pomyślał, że osoba podążająca w Twoim kierunku, to chodzący trup i jest przyczyną nadchodzącej zagłady? Na początku nikt tego nie wie, przez co 80% osób staje się kolejnymi zarażonymi. Trwa to w kółko i w momencie, kiedy już wszystko wiadomo, z reguły jest za późno.

Kolejnym czynnikiem, dzięki któremu rozwija się zaraza, to rząd. Zostało to świetnie opisane w I tomie „Apokalipsy Z”. Wszyscy mieszkańcy zostali sprowadzeniu do tz. „Bezpiecznych Stref”. Były to niewielkie pomieszczenia, gdzie znajdowało się bardzo dużo osób. Wystarczyła jedna nieświadomie pogryziona osoba, by wszystko zamieniło się w piekło. Jedyne w czym takie działania pomogły, to w rozprzestrzenieniu się wirusa.

Tak więc sami widzicie, że wcale nie jest tak łatwo pozbyć się zagrożenia w postaci powolnych zombie, nie wspominając o tych biegających. Pamiętajcie! Kiedy podchodzi do was ktoś dziwnym krokiem, jest blady, oraz nie odpowiada na wasze pytania… nie dajcie się ugryźć!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *