Resident Evil 2. Apokalipsa (2004)

Problem wirusa T, który ożywia zmarłych, wymknął się spod kontroli. Ludzka ciekawość, spowodowała rozprzestrzenienie się wirusa na ulice Racoon City. Umbrella, znając zagrożenie, odgradza miasto, spisując wszystkich na straty. Alice i reszta, chcąc się wydostać poza mury metropolii, musi ocalić córkę twórcy wirusa.

Kontynuacja filmu, na podstawie serii gry „Resident Evil”. Rolę reżysera objął Alexander Witt, który całą akcję przeniósł do Racoon City. Czy nowa sceneria przyniosła dobry efekt? Zdecydowanie tak!

„Resident Evil. Apokalispa” jest moją ulubioną częścią w całej serii. Jak sam reżyser stwierdził, wzorował się on na grze „Resident Evil 3:Nemezis” w którą dużo grałem, będąc dzieckiem. Chciał on bowiem, by widz, poczuł się jak gracz i udało się! Cała sceneria, postać Jill Valentine (która nawet ubrana była taki sam sam strój, co w grze), no i oczywiście sam Nemezis. Wszystko to budzi wspomnienia wielu przegranych godzin, jeszcze na pierwszej konsoli PlayStation.

Zacznijmy od fabuły. Wiadomo, że wirus wydostał się z „Ula” za pomocą naukowców, chcących dowiedzieć się, co wydarzyło się w laboratorium. Początek dobry. Dalsza akcja pokazuje dominację korporacji Umbrella, nad resztą ludzi. W końcu jak już mieszkańcy zostają zmuszeni, do powrotu do miasta, wszystko się zaczyna. Walki na ulicach Racoon City, z góry skazane są na porażkę. Liczebność zmarłych, dosłownie miażdży broniących się policjantów, czy żołnierzy. Tylko nielicznym udaje się przeżyć.

Po raz kolejny spotkamy Alice, a wraz z nią – ku uciesze fanów gry – Jill Valentine czy Carlosa Oliveire (obie postacie występowały w „Resident Evil 3:Nemezis”). Samo wprowadzenie Racoon City już dużo dało, nie wspominając o Nemezisie, który jak dla mnie, był wisienką na torcie.

Ogólnie patrząc na pozostałe części filmu, ta ma w sobie najwięcej klimatu z gry i prawdopodobnie dlatego została najlepiej przyjęta przez ludzi. Dodatkowo, gra aktorska była na bardzo wysokim poziomie, co podnosi przyjemność z seansu. Na plus zasługuje również muzyka, która idealnie dopełniła całość.

Czy jest coś do czego mógłbym się przyczepić? Na pewno się coś znajdzie. Jako pierwsze przychodzi mi do głowy scena na cmentarzu. Nagle z grobów zaczęły wychodzić trupy, które w żaden sposób nie zostały dotknięte wirusem. Była to niepotrzebna scena, ponieważ trochę popsuła odbiór całości. Kolejna zastanawiająca rzecz, to scena, w której jedna z postaci otrzymuje strzał w głowę, a parę scen później, odradza się jako zombie. Jakim cudem to się wydarzyło, skoro mózg został uszkodzony? Wprawdzie są to niuanse, ale jako uważny widz, zwracam uwagę na takie szczegóły

Podsumowując. Film zdecydowanie najlepszy i najbardziej klimatyczny z całej serii „Resident Evil”. Nawet fani gier nie powinni mieć wiele do zarzucenia, a to w przypadku jakiejkolwiek adaptacji, jest rzadko spotykane.

Moja Ocena: 9/10

Trailer:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

9 + seven =