Siódma Dusza (Andrzej Wardziak)

Ile razy wyobrażaliśmy sobie sytuacje, które widzieliśmy w horrorach, a działy się one w rzeczywistości? Wiele. Marcin wraz z przyjaciółmi znaleźli się właśnie w takim momencie. Kiedy po tajemniczej śmierci wuja Marcina, jego ogromny dom stał się opuszczony, piątka znajomych postanowiła spędzić w nim weekend, pełen dużej ilości alkoholu i zabawy. Szybko się jednak okazało, że dom nie jest zwykłym budynkiem, a bohaterów czekać będzie styczność z niecodziennym zainteresowaniem wuja Marcina. Co skrywa tajemnica jego śmierci? Ta noc wszystko pokaże.

Powieść grozy autorstwa Andrzeja Wardziaka, to czysta dawka strachu, którą sam autor porównuje do espresso, mówiąc „małe, ale klepie”. Faktycznie, książka nie należy do grubych, a sama lektura nie zajmie zbyt wielu wieczorów, jednak jej treść jest bardzo intensywna. Czy stworzenie takiej historii, było dobrym pomysłem? Jak najbardziej!

Wielu powie, że motyw opuszczonego domu po zmarłym członku rodziny, jest oklepany i zgodzę się z nimi. Ilu jednak stworzyło pozornie schematyczną historię, która mogłaby być dobra? No więc właśnie. Andrzejowi to się udało i to w bardzo dobrym stylu!

Fabuła, jak wcześniej wspomniałem, jest dość oklepana i dostajemy od autora powielaną już historię, przez wielu autorów, czy reżyserów horrorów. Grupka znajomych spędza weekend w opuszczonym domu, po zmarłym wujku Marcina. Wszyscy nieoczekiwanie dowiadują się o dziwnym zainteresowaniu wuja, co zmienia resztę nocy, w ciężką próbę przetrwania, w walce z nieznaną siłą, zaklętą w budynku.

Przede wszystkim spodobał mi się język autora. Jest ciekawy i barwny. Wprawdzie opisy są dobre, to mógłbym się nieco przyczepić do dialogów, które są dość proste i potoczne. Mamy tutaj jednak do czynienia z grupką młodych ludzi, więc nie oczekiwałbym od nich czegoś bardziej złożonego.

Sceneria zdecydowanie pasuje do klimatu książki. Noc, opuszczony dom i jezioro, które kryje w sobie dużo tajemnic. Każde pomieszczenie, łatwo było sobie wyobrazić, a każdy przedmiot prawie czułem w ręce.

Jako miłośnik literatury grozy, lubię dreszczyk emocji, który towarzyszy mi podczas lektury książki. Przeczytałem już wiele, a towarzyszące mi emocje były różne. W przypadku „Siódmej Duszy”, po raz pierwszy od dawna czułem gęsią skórkę na ciele. Pomysły, które Andrzej zawarł w książce może nie były odkrywcze, ale na pewno działały na czytelnika. Dodatkowo, fajna końcówka, która dobrze zwieńczyła całość i zamknęła krótką, lecz intensywną historię bohaterów.

Oczywiście można powiedzieć również  trochę złego o książce. Głównym aspektem, jest wcześniej wspomniany, oklepany motyw. Wiele osób zwraca na to uwagę i nie mogę się z nimi nie zgodzić, jednak nie uważam, by to było coś, co całkowicie przekreśla tytuł. Jeżeli zostało to dobrze przedstawione, dodając do tego dużą nutkę grozy, to czemu to miałoby być złe? Szkoda też, że książka jest taka krótka, jednak lepiej dobrze zakończyć jedną historię, niż ciągnąć ją w nieskończoność.

Podsumowując. Książka robi wrażenie i zdecydowanie warto po nią sięgnąć. Wprawdzie nie ma tutaj nic świeżego, czy innowacyjnego, ale mimo wszystko, lektura wcale nie będzie zmarnowanym czasem.

Moja Ocena: 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eighteen − ten =