Survival of the Dead (2009)

W momencie, kiedy rozpoczyna się zombie apokalipsa, ludzkość dzieli się na dwie grupy. Jedni zrozumieli, na czym polega zagrożenie i za wszelką cenę chcą się go pozbyć. Drudzy natomiast wierzą, że są w stanie wyleczyć ich z rzekomej choroby. Kiedy dwie grupy, zamieszkujące małą wyspę, się spotkają, dochodzi do wojny pomiędzy ludźmi. Obie w imię swoich poglądów, są w stanie zabić drugiego człowieka.

Jak do tej pory, jest to ostatni film Georga A. Romero, który nakręcił. Na razie nie słyszałem o żadnym innym, nad którym by pracował. Z jednej strony jest mi przykro, ponieważ jest on niekwestionowanym mistrzem gatunku. Z drugiej zaś strony, patrząc na “Survival of the Dead”, może to właśnie odpowiedni moment, by zakończyć temat zombie? Powód jest prosty… film nie dorównuje poziomem do poprzedników, a kolejne mogą być już tylko gorsze.

Nadszedł czas, kiedy nawet Romero wydał dość przeciętny film. Wielka szkoda, bo jest to pierwszy raz, kiedy piszę w ten sposób o “stwórcy zombie”. Zanim jednak przejdziemy do moich uwag, oceńmy całość.

Akcja dzieje się na wyspie, oddalonej spory kawałek od lądu, niedługo po rozpoczęciu apokalipsy. Wszystko osadzone zostało w lekkim klimacie westernu. Cała architektura, wszystkie te rancza i broń używana przez bohaterów, wszystko to nawiązuje do dzikiego zachodu. Dość oryginalny pomysł na scenografię, więc pierwszy plus mamy.

Pod względem fabuły, mam sporo mieszanych uczuć. Bardzo spodobało mi się, że Romero powiązał film, z poprzednim (“Kroniki Żywych Trupów“). Oczywiście nie miało to znaczącego wpływu, dla losów żadnego z bohaterów, jednak ja zwracam uwagę na takie smaczki. Fajnie też, że pokazał wojnę, pomiędzy dwiema różniącymi się od siebie rodzinami. Szkoda tylko, że nie zostały utrzymane poglądy drugiej rodziny. Niby chcieli “zadomowić” swoich zmarłych przyjaciół i do pewnego stopnia tak było, ale w pewnym momencie bez skrupułów, głowa rodziny – Seamus Muldoon – zastrzelił ok. 3-4 zombiaków. Trochę nie trzyma się to kupy.

W kwestii gry aktorskiej, film leży na samym dnie. Widziałem już niejeden, gdzie aktorzy byli niczym drzewa, ale w filmie Romeo? Zbyt cenione nazwisko reżysera, dla początkujących, bądź nieudolnych aktorów, a tutaj niestety takich pełno. Nie liczę osób, grających zombie, bo akurat oni, jak i reżyser, zasługują na pochwałę. Dlaczego? Ponieważ w każdym filmie, George A. Romero trzyma się starej zasady: żaden z trupów nie biega i nie wykazuje objawów myślenia.

Podsumowując, film nie razi beznadzieją, jednak fakt, że jego twórcą jest Romero, trochę rozczarowuje. W dużym stopniu niszczy go gra aktorska, przez co fabuła wydaje się gorsza. Wielka szkoda, bo film miał potencjał.

Moja Ocena: 5/10

Trailer:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *