Wywiad z Magdaleną Owczarek

Zombie Apokalipsa nie wybiera, kto przeżyje, a kto nie. Czasami zdarza się tak, że przetrwają osoby, które nie mają pojęcia o instynkcie samozachowawczym
By móc wyobrazić sobie taką specyficzność, postanowiłem porozmawiać z Magdaleną Owczarek i jej debiutanckiej książce “Po Moim Trupie”

Łukasz: Witaj Magdo. Ostatnio miałem przyjemność przeczytać Twoją książkę “Po Moim Trupie”. Czy mogłabyś coś o niej powiedzieć?

Magda: Cześć! Po pierwsze – dzięki za zaproszenie i recenzję. Po drugie, cieszę się, że Trup przypadł Ci do gustu. Pisałam tę książkę w pośpiechu: miałam na nią jedynie 30 dni. Fabuła koncentruje się na Karolinie, która ma praktycznie zerowe doświadczenie życiowe, ale za to bardzo wysokie mniemanie o sobie. Musi wywalczyć sobie miejsce w zazombionym Wrocławiu i może przy okazji zrozumieć, że nie jest pępkiem świata. W książkach o zombie zazwyczaj można spotkać dwa schematy: albo wieczną ucieczkę, jak na przykład w The Walking Dead, albo schowanie się w schronie, jak w klasycznym “Świcie żywych trupów”. Ja chciałam znaleźć trzecią drogę i inne rozwiązanie fabularne.

Ł Powiedziałaś, że na napisanie książki miałaś zaledwie 30 dni, co zapewne ma sporo wspólnego z akcją “National Novel Writing Month”. Czemu zdecydowałaś się wziąć w niej udział?

M: O National Novel Writing Month, w skrócie NaNoWriMo, usłyszałam niecałe dwa dni przed startem akcji w 2012 roku. Zasady wydawały mi się tak proste, jak brutalne: chodzi o napisanie 50 tysięcy słów w 30 dni. To wyzwanie, nie konkurs, a ja lubię stawiać sobie wyzwania. Miałam więc mniej niż 48h na zdecydowanie, o czym i co właściwie chcę pisać. Wtedy pojawiła się myśl “Ooo, zawsze chciałam napisać o zombie”. Na tym właśnie polega NaNo: na napędzanym kofeiną maratonie. 2012 zaowocował Trupem, ale od tego czasu biorę udział co roku. Polecam każdemu, tym, którzy chcą dopiero zacząć pisać, i tym doświadczonym.

Ł: Na swój debiut wybrałaś właśnie zombie. Co konkretnie skłoniło Cię ku takiej tematyce?

M: Jak wspomniałam, samo napisanie o zombie zawsze było gdzieś na moim bucket list, i właściwie aż do Trupa nie zastanawiałam się, dlaczego. Ale gdy nad tym pomyśleć, jest głębsza przyczyna tej szalonej popularności tematów post-apo i zombie w szczególności. Armageddon zawsze daje szerokie pole do popisu dla pisarza. Koniec świata resetuje plansze, odpada więc dużo oczywistych rozwiązań fabularnych i schematów. Zarówno przy kreacji świata, jak i samej opowieści można zaszaleć. Zombie są tym wdzięczniejsze, że są przy okazji fascynującym przeciwnikiem dla głównych bohaterów. Jako autorka czerpałam sporo przyjemności z rozważań, czy faktycznie trzeba strzelić zombie między oczy, by móc mu uciec, czy wystarczy zatrzymać potwora w miejscu. W Trupie jest przez to sporo krwi i flaków.

Ł: Jako miejsce akcji wybrałaś swoje rodzinne miastom – Wrocław. Czy nie uważasz, że byłoby ciekawiej, gdyby akcja działa się np. w Stanach Zjednoczonych?

M: Dla niektórych pewnie ciekawiej, ale nie dla mnie i wydaje mi się, że jednak nie dla większości polskich czytelników. Stany są dość wyeksploatowane, z przyczyn dość oczywistych. My tutaj, po drugiej stronie świata, mamy pewne wyobrażenia o amerykańskiej rzeczywistości, ale ja nie mam pojęcia, na ile jest prawdziwe. Chciałam, żeby to zagraniczne zombie stało się nieco bliższe, nieco bardziej domowe. Stąd Wrocław – Wrocław znam i lubię. Musiały się więc też obowiązkowo pojawić blokowiska na Gaju, wrocławskie turystyczne perełki jak Ostrów Tumski i punkty charakterystyczne miasta. Właśnie w ramach spolszczania zombie. U nas też może się skończyć świat.

Ł: Miejsca, które opisałaś, nie są Ci obce, a czy opisując bohaterów, wzorowałaś się na kimś bliskim, czy są to postacie w 100% fikcyjne?

M: Pisząc, myślałam, że główni bohaterowie są w 100% fikcyjni. Długo, długo po napisaniu przyjaciele przyznali mi się, że widzieli znane sobie osoby w niektórych postaciach. Podobno Czarek budził szczególnie dużo skojarzeń, chociaż świadomie nigdy go na nikim nie opierałam, za to Lilka nikomu nie przyszła do głowy. Niektóre drugoplanowe postacie – takie, które nie mają wpływu na fabułę, a najczęściej nie mają nawet imienia – dostali po kilka cech moich znajomych – charakterystyczny zgryz czy maniera mówienia. W ramach cameo. Ale to były właśnie takie mrugnięcia okiem, a nie żadne realne wpłynięcie na fabułę. Te ważne postacie są całkiem zmyślone.

Ł: Kiedy przeczytałem twoją książkę, od razu przyszło mi do głowy, że historia tak na prawdę nie ma konkretnego zakończenia. Planujesz może kontynuację “Trupa”?

M: Dużo osób mnie o to pytało, całkiem sporo – poprosiło wprost. Celowo zostawiłam zakończenie otwarte, ale skoro publika się domaga, to kim ja jestem, by protestować? Zobaczymy. Czarna komedia to jednak bardzo wymagający gatunek. Przy kontynuacji nie byłoby takiego pisania na rympał, sprawa musiałaby być dużo lepiej przemyślana. Niemniej sama post-apokalipsa – chociaż może już bez zombie – wciągnęła mnie nieco głębiej. Szykuję kolejne teksty w tych klimatach, tyle że w zamierzeniu całkowicie odmienne atmosferą od Trupa.

Ł: Pisząc, tworzysz post-apokaliptyczny świat. Może powiesz coś o swoim nie-autorskim życiu?

M: Jest dość stabilne; właściwie sama nie wiem, skąd we mnie ta potrzeba krzywdzenia świata w moich tekstach. Kończę właśnie drugie studia, uczę się języków, wypróbowuję nowe przepisy, rozpieszczam siostrzeńca – nic nadzwyczajnego. Ćwiczę też kuglarstwo, macham ogniem. To dobra sztuczka na imprezy, no i zapewnia odpowiedni zastrzyk adrenaliny.

Ł: Jako osoba, która pozytywnie zaliczyła swój książkowy debiut, miałabyś radę dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z pisaniem?

M: Przede wszystkim – pisz, pisz, pisz, stawiaj sobie nowe wyzwania i podnoś poprzeczkę. Wyjdź z własnej strefy komfortu. I spróbuj znaleźć podobnych ludzi. Jeśli nie wiesz, gdzie szukać, to zapraszam na portal literka.info. Tutaj wspieramy się nawzajem, doradzamy, jeśli chodzi o odpowiedni research, budowę fabuły i tym podobne. Nie każda powieść jest samotną walką: ja się nauczyłam właśnie przy NaNo, że wsparcie podobnie myślących osób daje niesamowitego kopa i motywację, by otworzyć Worda.

Ł: Na koniec chciałbym Ci bardzo podziękować za poświęcony czas. Oczywiście życzę Ci powodzenia, w dalszych pisarskich podbojach i liczę, że nie po raz ostatni czytam historię zombie apokalipsę Twojego autorstwa 😉

M: Dzięki za zaproszenie i polecam się na przyszłość 😉

 

Chcesz być na bieżąco z książką?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *