Wywiad z Mikołajem Marcelą

Historia o zombie często składa się z podobnego scenariusza. Świat zalały hordy żywych trupów, a grupka ocalałych próbuje przetrwać. Oklepane.
A gdyby tak dodać motyw kryminalny i nieco zmienić samą inwencję zombie? By przybliżyć sobie taką wizję, postanowiłem porozmawiać z Mikołajem Marcelą o jego książce “Niemartwi. Ciała Wasze Jak Chleb”.

Niemartwi.Banner

Łukasz: Witaj Mikołaju. Ostatnio miałem okazję sięgnąć po Twoją książkę “Niemartwi. Ciała Wasze Jak Chleb”. Czy na początek mógłbyś nieco przybliżyć nam tematykę, która pojawia się w Twojej książce?

Mikołaj: “Niemartwi” to próba odejścia od typowego zombie survivalu, jaki znamy chociażby z serialu “The Walking Dead” czy kultowych filmów George’a Romero, choć zawierają sporo “klasycznych” elementów. Ogólnie rzecz ujmując, akcja powieści dzieje się w Polsce, kilka lat po wybuchu epidemii i początku ogólnoświatowej apokalipsy. Główny bohater, Michał Sander – odludek zaszyty w Bieszczadach, którego jakimś cudem ominęło spotkanie z niemartwymi – staje się świadkiem tajemniczego obrzędu. W czasie rytuału, któremu obojętnie przyglądają się ludzie odziani w liturgiczne szaty, dziwna istota wgryza się w ciała trójki nastolatków. Umierają wszystkie jego ofiary za wyjątkiem 15-letniej dziewczyny, Leny, którą od śmierci w ostatnim momencie ratuje Michał. To zdarzenie ma kluczowe znaczenia dla ich dalszych losów. Ale jest też drugi wątek, kryminalny, w którym detektyw Wiktor Strachowski bada dwie tajemnicze śmierci: człowieka, który ginie od strzału prosto w mózg i leżącego obok niego niemartwego, który również umarł śmiercią ostateczną, ale próżno szukać w jego głowie śladu po kuli albo jakiejkolwiek innej przyczyny zgonu. Jak się później okaże, obie śmierci mają pewien związek z uratowaną przed śmiercią 15-latką.

Ł: Dlaczego akurat na swój debiut literacki wybrałeś właśnie zombie?

M: W jakimś sensie to tematyka, która była mi bardzo bliska z racji moich zainteresowań naukowych. Na co dzień pracuję na Uniwersytecie Śląskim, na którym zajmuję się popkulturą, a dokładniejsposobami przedstawiania i kulturowym znaczeniem potworów w kulturze popularnej. Zombie obok wampirów, widm, obcych i cyborgów były bohaterami mojego doktoratu, który niedawno ukazał się drukiem (“Monstruarium nowoczesne”). Wszystko to sprawiło, że w środowisku naukowym w pewnym momencie funkcjonowałem jako “ten od potworów” albo nawet częściej jako “ten od zombie”. W tym kontekście istotny był także esej poświęcony żywym trupom, jaki napisałem do wampirycznego leksykonu Kamila Śmiałkowskiego (“Wampir. Leksykon”). Książkę Śmiałkowskiego opublikowało Wydawnictwo Pascal i jakiś czas później w jednej z rozmów z redaktorem tegoż wydawnictwa pojawił się pomysł napisania powieści o zombie. I tak to się zaczęło.

Ł:Czy pomysł na książkę o zombie dojrzewał u Ciebie od dawna, czy był to pomysł, który narodził się po rozmowie, o której wspomniałeś?

M: Kiedy zajmujesz się żywymi trupami przez kilka lat, siłą rzeczy pojawiają się w głowie różne pomysły. Na pewno od dawna chciałem spróbować wykorzystać ideę, która pojawiła się w powieści pod postacią Kultu Brata Ezechiela, czyli organizacji umożliwiającej ludziom dobrowolną przemianę w umarlaka. Z punktu widzenia ortodoksyjnych fanów zombie survivalu, taki pomysł jest czystym szaleństwem, ale mnie zawsze pociągał intelektualnie. W końcu w obliczu apokalipsy zapewne znalazłaby się spora grupa ludzi, która nie miałaby już sił walczyć, a być może nawet dojrzałaby w umarlakach coś więcej niż tylko żywą śmierć i chciałaby się dobrowolnie poddać przemianie w jednego z nich, by uwolnić się od cierpienia, lęku i strachu. Od dawna dojrzewał we mnie także pomysł odejścia od typowej konwencji zombie survivalu i zaproponowanie czegoś nieco innego. Stąd wątek kryminalny oraz wizja, w której umarlaki (z nie do końca wiadomego powodu) w pewnym momencie zaprzestają ataków na ludzi.

Ł: Co najbardziej inspirowało Cię przy pisaniu Niemartwych? Czy pisząc ją, opierałeś się na istniejącym już dziele o zombie?

M: Ciężko mi wymienić jedną inspirację. Niewątpliwie największy wpływ miała na mnie tetralogia Romero i to ona w jakimś sensie zdefiniowała moje rozumienie żywych trupów. Myślę, że jest to widoczne w moim podejściu do nich. Nie bez znaczenia dla myślenia o tym pomyśle był także mało znany, ale według mnie świetny serial In The Flesh. Nie starałem się jednak wzorować na żadnym konkretnym tekście, filmie czy serialu. Zamiast tego próbowałem zaproponować swoją wizję, która różni się mocno od typowego wyobrażenia o tego typu historiach. Oczywiście uważny czytelnik odnajdzie w książce wiele aluzji do innych tekstów kultury i są one jak najbardziej zamierzone. Niemniej moim głównym zamierzeniem było pokazanie czegoś innego niż do tej pory Niektórym się to spodoba, a niektórym (tym bardziej ortodoksyjnym) pewnie nie przydanie do gustu.

Ł: Książkę zakończyłeś, w nie do końca jasny sposób, pozostawiając parę pytań bez odpowiedzi. Czy planujesz wydać kontynuację? Jeżeli tak, to kiedy moglibyśmy się jej spodziewać?

M: Tak, to prawda. Książka kończy się cliffhangerem i pozostawiłem wiele pytań bez odpowiedzi. Nie obiecuję, że odpowiem na wszystkie z nich, ale kontynuacja (chyba mogę to zdradzić) już powstaje. I wygląda na to, że będzie zaskakująca pod wieloma względami, jednak nie chcę uprzedzać faktów. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, książka powinna ukazać się jeszcze w tym roku.

Ł: W której z frakcji, przedstawionej w Twojej książce, najbardziej widziałbyś samego siebie? W Pumach, Wyznawcach Bractwa Ezechiela czy Radzie Ludzkości?

M: Dobre pytanie. Pewnie jednak nie będę oryginalny i powiem, że w Radzie Ludzkości, choć najbardziej fascynujący wydaje mi się Kult Brata Ezechiela. Wydaje mi się, że często pomija się aspekt religijny w historiach o żywych trupach, a jednak w obliczu takich wydarzeń wiara na pewno byłaby pomocna. Kult Brata Ezechiela wierzy, że umarlaki nie są potworami, które trzeba zabić, ale wyższymi istotami, które przyszły by nas zbawić od marnego, ludzkiego życia. Kult więc jest jakąś moją próbą odpowiedzi na kryzys wiary po apokalipsie. Co więcej, wydaje mi się, że w dzisiejszym świecie, w którym tak wielką popularnością cieszą się rozmaite propozycje spod znaku post-apo, chyba wielu z nas podświadomie fantazjuje o wybraniu właśnie Kultu Brata Ezechiela…

Ł: Gdyby faktycznie nastała apokalipsa zombie, co byłoby pierwszą rzeczą, jaką byś zrobił?

M: Pospieszne przypomnienie sobie “Zombie Survival Guide” Maxa Brooksa! Stoi u mnie na półce, więc zawsze jest po ręką – ale pamiętam, że trzeba czym prędzej znaleźć maczetę albo łom. A tak na serio, sprawdziłbym z którymi zombie mam do czynienia, bo to właściwie o wszystkim by zdecydowało. Najważniejsze to nie spanikować i od tego bym zaczął! Na szczęście o zombiakach wiem prawie wszystko, więc to mi nie grozi…

Ł: Czy w swojej przyszłości pisarskiej przewidujesz książkę, która nie będzie opowiadać o zombie? Może masz już jakiś pomysł i mógłbyś co nieco nam zdradzić?

M: Pomysłów mam bardzo wiele. Szczerze mówiąc, w ostatnich latach styczności z potworami wszelkiego rodzaju miałem tak dużo, że chętnie odpocząłbym od nich przez jakiś czas. Na ten moment co najmniej dwa, ale nie wiem, czy powinienem je zdradzać… Tematyka jednego z nich byłaby zupełnie inna, pewnie tak daleka od zombie jak to tylko możliwe. Z drugiej strony w pewnym sensie wiązałaby się z nimi, bo dotyczyłaby mojej innej pasji, czyli gotowania i zdrowego żywienia… Co do drugiego pomysłu (który lokowałby się w bardzo szeroko pojętej fantastyce), jest raczej na początkowych etapach rozwoju, ale mam nadzieję, że kiedyś coś z niego będzie.

Ł: Czy tworząc bohaterów, wzorowałeś się na kimś konkretnym np. sobie, czy są to w stu procentach postacie fikcyjne?

M: W dużej mierze są to postacie fikcyjne, choć niektóre z nich noszą cechy konkretnych osób, które znam, albo bohaterów popkultury. Projektując każdą z nich, miałem z tyłu głowy jakiś wzorzec, ale nigdy nie odmalowywałem go w skali jeden do jeden. To raczej była inspiracja, a postać z czasem coraz bardziej oddalała się od swojego pierwowzoru.

Ł: Akcje książki umieściłeś nie w jednym, a w wielu miejscach. Czemu wybrałeś akurat takie lokacje do swojej książki?

M: Zamierzałem pokazać tę historię z kilku różnych perspektyw i frakcji. Rada Ludzkości stara się zagospodarować dawne miasta, a właściwie zamknięte osiedla, które świetnie nadają się na stworzenie postapokaliptycznych fortów. Z kolei Pantery, jako postapokaliptyczna partyzantka, działałaby na obrzeżach odbudowującej się ludzkiej cywilizacji. Dlatego z jednej strony Warszawa i jej okolice, z drugiej Bieszczady i tereny wschodnie. Ale już mogę zapowiedzieć, że w kolejnej odsłonie będą to nieco inne lokacje, w tym w większym wymiarze te, z których pochodzę – innymi słowy, nie zabraknie w niej Śląska i Katowic.

Ł: Na koniec chciałbym Ci podziękować za poświęcony czas i życzyć, powodzenia przy dalszych książkach!

M: Dzięki!

 

Chcesz być na bieżąco z książką?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *