Wywiad z Radosławem Pydysiem

Ciekawi Was jakby wyglądał świat po III Wojnie Światowej? Czy aby na pewno jest to najgorsza rzecz, jaka może spotkać ludzkość?
By się o tym przekonać, postanowiłem porozmawiać z Radosławem Pydysiem i jego debiutanckiej powieści Zagłada 2029

Łukasz: Witaj Radku. Ostatnio miałem przyjemność przeczytać Twój debiut w postaci powieści “Zagłada 2029”. Czy na początku mógłbyś przybliżyć Nam mniej więcej o czym jest książka?

Radek: Książka opowiada o ludziach, którzy muszą odnaleźć się w postapokaliptycznej rzeczywistości. Świat, rządy, samorządy i kraje upadły za sprawą III wojny światowej i kończącej ją pandemii tajemniczego wirusa zmieniającego ludzi w tzw. “zainfekowanych” zachowujących się jak zombie. Fabuła skupia się wokół kilkuosobowej grupki ludzi zmierzających do wybrzeża – bo tam jak wierzą czeka na nich szansa na przeżycie. Książka – droga. Bohaterowie wędrują, czytelnik wraz z nimi

Ł: Na swój debiut wybrałeś właśnie zombie. Co konkretnie skłoniło Cię ku takiej tematyce?

R: Zainteresowania – w tym miejscu muszę być trochę banalny. Jako dziecko lubiłem oglądać horrory. Lubiłem się bać. Naprawdę. A potem jako kilkunastoletnie dziecko obejrzałem przez przypadek filmy z cyklu świtu żywych trupów. Podobało mi się to napięcie i niepewność które towarzysz bohaterom zmagającym się z zombiakami. Ponadto interesuje się surwiwalem i postapo – właśnie takie książki czytam. Pisanie książki to robota na wieleset godzin, więc uznałem że warto pisać o tym o czym się lubi. Gdy dorosłem interesowałem się także ludzkimi zachowaniami podczas klęsk żywiołowych, sytuacji stresowych, lub innych prawie że “apokaliptycznych” – chciałem odzwierciedlić to w “Zagładzie 2029”

Ł: Akcję książki umieściłeś w Stanach Zjednoczonych. Czemu akurat tam, a nie np. w Polsce?

R: Założyłem, iż szablonowy Polak ma małe szanse na przetrwanie wśród zombie. My nie mamy pozwolenia na broń, niewielu potrafi się z nią obchodzić, a nawet gdy ją znajdziemy to niby skąd weźmiemy tyle amunicji. Polacy, owszem rozpalą ognisko, może nawet coś upolują, a nawet będą walczyć zawzięcie do końca ale trzeba być szczerym – marne nasze szanse (no przynajmniej większości). W USA jest inaczej – łatwiej o szansę na przetrwanie, no i jest więcej możliwości. Amerykanie walczą od zawsze, walczą dłużej niż lat ma ich państwo – to ich plus. Warto też dodać, że podczas III wojny światowej front kilkukrotnie przechodził przez nasze ziemie – raz w jedną raz w drugą – w książce Polska jest zniszczona, zniszczona ale… niepodległa. Mimo wszystko chciałem by w powieści był polski akcent – główny bohater Tom Borowsky ma Polskie korzenie, a jego wizje opisują najważniejsze momenty w naszej historii. Choć przyznam szczerze, chciałbym napisać książkę umiejscowioną w wykreowanym przeze mnie świecie, której akcja będzie toczyła sie nad Wisłą. Mam wiele pomysłów, kto wie, kto wie…

Ł: Jaki jest odzew od czytelników? Pozytywnie odebrali Twoją wizję przedstawioną w książce, czy pojawiały się jakieś uwagi z ich strony?

R: Odzew był, o dziwo, spory (no może nie tak wielki jaki maja nobliści), ale bałem sie że książka nie przemówi do nikogo. Kilku komentatorów zwróciło uwagę na dokładnie opisany świat. Niektórzy uważali że zbyt dokładnie – inni wręcz przeciwnie. Kilka osób zarzuciło mi nawet, że w książce jest zbyt wiele przemyśleń – ale jest na to prosta odpowiedź. Ta książka to opowieść, taka sama jaką słyszeliśmy od naszych dziadków czy rodziców. Opowieść o dawnych czasach – opowiadajac musimy dodać coś od siebie. A co do rzeczy które cieszyły się największym uznaniem to są to wspomniane wcześniej “historyczne wstawki”. Gdzie czytelnik nagle z pozoru powolnej-ciagnącej się akcji zostaje wrzucony w samo serce bitwy (np. pod Grunwaldem). Wtedy się dzieje. Najbardziej rozbawił mnie komentarz jaki dostałem na facebooku, miesiąc po premierze, od pewnego młodego człowieka. Napisał mniej więcej tak gdy opisywał pewną scenę „czułem, że zaraz się coś wydarzy, po prostu wiedziałem. Minęły dwa zdania i mózg pewnej osoby, którą polubiłem leżał po prostu na piachu – a ja tak bardzo chciałem by ta osoba przeżyła”. To mój debiut. Książka na pewno nie jest pozbawiona wad, teraz pewne rzeczy napisałbym inaczej ale jednocześnie miło jest mi czytać że komuś podobało się “to”, ale stanowczo zmieniłby “to” – wtedy wiem że się wciągnął. A książka zaskoczyla. Wtedy mi naprawdę miło

Ł: Czy podczas pisania było coś, dzięki czemu czerpałeś inspirację? Jakaś książka, a może film?

R: Inspiracje czerpałem z życia codziennego – brzmi to dziwnie i tak prawdopodobnie jest. Część perypetii, które spotykają bohaterów “Zagłady 2029” przydarzyły się mi, a ja dołożyłem tylko do tego zombie i mroczny, postapokaliptyczny klimat. Np. jadę sobie samochodem. Zrobił się korek na moście i wszyscy stoją – myślę “Most? idealne miejsce na…”. Bez spojlerów. Przeczytałem “Metro”, a kilka książek polskiego postapo też mam (z pewnego lubelskiego wydawnictwa), ale nie chciałem kopiować nikogo. Wyszłoby słabo. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że “Zagłada” to wytwór mojej imaginacji. Choć dodam że oprócz czytania oglądam też “The Walking Dead” ale wykreowany przeze mnie świat jest o wiele bardziej zniszczony. Wojna zniszczyła wszystko. Wirus zniszczył to co ocalało. Pojęcie “cywilizacji” czy nawet “lokalnych wspólnot” przestało mieć byt. Teraz panuje infekcja i nic więcej.

Ł: Książkę zakończyłeś w dość kulminacyjnym momencie, w którym mogło się wiele wydarzyć, co jednoznacznie sugeruje kolejny tom. Czy takowy powstanie i jeżeli tak, to kiedy moglibyśmy go oczekiwać?

R: Oczywiście, że drugi tom nastąpi. Pewnie i trzeci też. Jest co najmniej milion pytań które powstały w kilkunastu ostatnich zdaniach książki… Póki co, jestem w fazie planowania fabuły i obmyślania dokładnego planu wydarzeń, ale kontynuacja nastąpi, prawdopodobnie w 2018 roku. Zanim ją wydam, najpierw wybieram się… na koło podbiegunowe. To nie żart. Wymyśliłem pewną scenę, a żeby ją poprawnie zrealizować muszę znaleźć się na pustyni lodowej. Jeżeli ktoś czytał książkę to wie, że „Zagłada 2029” rozgrywa się na południu USA: Georgia, Floryda. Alabama. Druga część rozpocznie sie tam od wielkiego uderzenia. Prawdopodobnie od kolejnej śmierci, ale finał odbędzie się w krainie lodu. Tak planuje – może się uda.

Ł: Czy w przyszłości planujesz wydanie innych książek, już nie związanych z zombie, ani z postapokaliptycznym światem? Może jakaś obyczajówka lub thriller?

R: To trudne pytanie. Książkę napisałem nie dlatego że chciałem zostać autorem – ale dlatego, że jako dziecko postanowiłem sobie za cel napisać coś co będzie ciekawsze od „Pinokia”. Banał – wiem, ale taka jest prawda. Jest zbyt wcześnie bym mógł określić się jasno i stanowczo, ale kto wie, kto wie. Jeżeli postanowiłbym zostać pisarzem już na całego to na pewno trzymałbym się postapokaliptycznych klimatów, no ewentualnie Fantasy – bo je też lubię. Przyszłe powieści – jeżeli powstaną na pewno będą skupione wokół człowieka, który musi sobie poradzić w trudnych sytuacjach – i nie będzie to kryminał.

Ł: Czy stworzone przez Ciebie postaci były wzorowane na osobach Tobie bliskich, czy były one w pełni fikcyjne?

R: I tak i nie. Nie wzorowałem nikogo tylko na jednej osobie. Każdy bohater to suma przyzwyczajeń i cech co najmniej kilku moich znajomych. Powybierałem z ludzi których znam interesujące cechy, potem powrzucałem je do jednego fikcyjnego ciała i stworzyłem całą ekipę. To nie było trudne

Ł: Czy jako debiutant miałeś problem z wydaniem książki?

R: Oczywiście że tak, ale jeżeli ktoś będzie miał w sobie tyle samozaparcia by napisać ponad sto tysięcy wyrazów “jako tako” trzymających się kupy i przy tym nie zwariuje, to sądzę, że znalezienie wydawców, odbiorców czy kogokolwiek innego jest już o wiele łatwiejsze. Droga przez mękę, ale zachęcam. Miło jest potem popatrzeć na półkę gdzie stoi książka podpisana twoim imieniem

Ł: Masz jakąś radę dla osób, które dopiero zaczynają przygodę z pisaniem?

R: Nie poddawać się. Jeżeli czyta to ktoś, kto ma takie plany to uprzedzam będzie ciężko ale warto chociaż spróbować. Nie poddawajcie się. Miejcie na siebie pomysł, wierzcie we własne siły ale i przygotujcie na krytykę, ale przede wszystkim: PISZCIE. PISZCIE i czytajcie. nawet nie tę waszą książkę ale cokolwiek. Początki są trudne ale każde przyjdzie taki moment kiedy pisanie wejdzie Wam w krew i każde kolejne zdanie będzie lepsze. Każdy wielki autor kiedyś zaczynał. Dlaczego masz nie być jednym z nich?

Ł: Na koniec chciałbym Ci bardzo podziękować za poświęcony czas i życzyć sukcesu przy kolejnych książkach, które mam nadzieje ujrzą światło dzienne jak najszybciej!

R: Również dziękuje. Było mi bardzo miło. Pozdrawiam serdecznie

 

 

Chętni do zapoznania się z książką?

Kupuj: http://zaczytani.pl/ksiazka/zaglada_2029,druk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *