Z-O-M-B-I-E-S (2018)

W nieskazitelnym i wyidealizowanym mieście Seabrook nie ma miejsca na jakąkolwiek skazę, zarówno w funkcjonowaniu miasta, jak i jego mieszkańców. Przez niewielką pomyłkę w tutejszej fabryce dochodzi do zwarcia, które sprawia, że do okolicy wydostaje się toksyczna mgła zamieniająca ludzi w zombie. 50 lat po tym wydarzeniu wiele się zmieniło, a osoby będące żywymi trupami, dzięki Z-opaskom, mogą funkcjonować w społeczeństwie, które jednak nie jest z tego powodu zachwycone. Dodatkowo wielką aferę wywołuje fakt, że zombie dostają pozwolenie na uczęszczanie do szkoły dla ludzi, w której jeden z przemienionych – Zed zakochuje się w ludzkiej cheerleaderce.

Filmowy musical „Z-O-M-B-I-E-S” stworzony przez Disneya w reżyserii Paula Hoena, z roku 2018 to młodzieżowa historia ukazująca typowy dla wytwórni schemat. Młodzieńcza miłość, dużo muzyki i tańców oraz wiele zwrotów akcji i w końcu szczęśliwe zakończenie – przewidywalne, jednak jak zawsze wzruszające. Czy stworzenie tego typu produkcji było dobrym pomysłem? Myślę, że tak.

Nie stanowiąc grupy docelowej danej produkcji, zawsze ciężko ocenić mi odczucia dotyczące filmu. Z jednej strony czuję lekkie zażenowanie, sztuczność fabuły i kiczowatość wielu scen. Z drugiej natomiast wiem, że nie jest to spowodowane nieudolnością twórców, a wręcz jest to zamierzone. Wzbudza to w młodzieży pokłady emocji i trzeba przyznać, że choć mało realistycznie, daje to dokładnie taki efekt.

Film porusza tematykę zombie, ale są one ukazane nie jako straszne monstra znane z kinematografii, ale jako odmienne od zwykłych ludzi istoty obdarzone tymi samymi uczuciami, różniące się jedynie wyglądem. To jednak wystarczy, by były one wyśmiewane, poniżane i wszechobecnie nie szanowane przez społeczeństwo. W tym wszystkim widzimy rodzącą się więź pomiędzy jednym z zombie – Zedem, a próbującą odnaleźć się w nowym towarzystwie, dobrze rokującą cheerleaderką – Addison. Historia wzorowana jest na najbardziej oklepanych schematach wszelkich romansów, jednak wprowadzenie elementów musicalowych sprawia, że film stanowi bardzo lekkie, niewymagające i nawet nieźle wyprodukowane kino.

Choć historia na pewno porusza wszelkie uczucia wśród nastoletnich widzów, to wiele aspektów produkcji mocno kuleje. Przede wszystkim aktorstwo nie jest w żaden sposób zadowalające. Olbrzymia sztuczność w zachowaniu bohaterów nie daje odczuć prawdziwych uczuć rodzących się między postaciami. Zwraca uwagę niewielkie doświadczenie aktorów, którzy nie do końca potrafią się wczuć w swoje role albo robią to ze zbyt dużą intensywnością. Jestem jednak skłonny przymknąć na to oko przede wszystkim dlatego, że większość aktorów w takich produkcjach prezentuje się tak samo, więc najwidoczniej takie jest zapotrzebowanie twórców i oczekiwania widzów.

Kolejna kwestia to charakteryzacja, która mogłaby być wykonana z większą starannością. Nie mówię tutaj o formie, w jakiej zostały przedstawione zombie, bo nie wyobrażam sobie w filmie dla młodzieży krwistych i przerażających trupów. Uważam jednak, że trochę farby na ciele i zielone włosy to zdecydowanie za mało, by w przyzwoity sposób podkreślić odmienność zombie od ludzi. To samo tyczy się piosenek, które pomimo fajnie dopracowanej choreografii przez tancerzy, nie wpadają w ucho i po obejrzeniu filmu nie jestem w stanie żadnej z zaprezentowanych w produkcji piosenek zanucić.

Podsumowując, jeżeli ktokolwiek ma ochotę na lekki, niewymagający, lecz całkiem przyjemny seans, zdecydowanie warto sięgnąć po „Z-O-M-B-I-E-S”. Wszystko jest do bólu przewidywalne, jednak jest to stały elementów produkcji skierowanych do młodszego odbiorcy i przede wszystkim film polecam młodzieży niekoniecznie miłującej się w horrorach i zombie.

Moja ocena: 6/10

Reżyseria: Paul Hoen
Rok produkcji: 2018
Kraj: USA
Gatunek: Musical/Romans
Czas trwania: 1:34 godz.

Trailer:

Sprawdź także:

Od Disney do zombie

Daybreak (Sezon 1)

Little Monsters (2019)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *