„Zona przyszła nieco sama z siebie”. Wywiad z Jackiem Klossem

Świat stalkera jest coraz bardziej rozpoznawalny i to już nie tylko przez fanów uniwersum. Poza grami bardzo mocną stroną tego świata są książki, w którym polscy autorzy doskonale się odnajdują.

Moim dzisiejszym rozmówcą jest autor najnowszej powieści z uniwersum stalkera Ziemia Złych Uroków – Jacek Kloss.

Łukasz: Cześć Jacku! Ostatnio miałem przyjemność przeczytać twój debiut literacki, jakim jest „Ziemia Złych Uroków”. Czy na wstępie mógłbyś napisać o czym opowiada twoja książka?

Jacek: „Ziemia” jest opowieścią o człowieku, który pogubił się w życiu, dokonał kilku nietrafionych wyborów co skutkowało trafieniem do Zony. Kojot, czyli główny bohater nie jest typem człowieka, który wszystko wie czy potrafi. I właśnie o tym jest książka. O sytuacji bez wyjścia, z którą bohater jednak musi sobie poradzić. To opowieść o wejściu do zamkniętej strefy i radzeniu sobie z brudną, chorą i beznadziejną rzeczywistością.

Ł: Akcję książki umieściłeś w istniejącym już uniwersum, jakim jest stalker. Czemu zdecydowałeś się właśnie na ten, a nie inny świat?

J: Ciężko jednoznacznie stwierdzić dlaczego akurat S.T.A.L.K.E.R. Jak już kiedyś wspominałem, Zona przyszła nieco sama z siebie. Od dawna czułem pociąg do tego uniwersum (zarówno tego z gier jak i książek) i decyzja zapadła chyba jakoś bez mojej wiedzy czy świadomości. Inną sprawą jest fakt, że Zona przyciąga nie tylko tym co widać na pierwszy rzut oka. Ten klimat odrealnienia, samotności i oniryzmu jest dla mnie niezwykle pociągający i od zawsze bliski. Jeśli jakaś książka porusza takie tematy, ma podobny klimat to bez wahania po nią sięgam. A ponoć autorzy piszą takie książki, jakie sami chcieliby przeczytać.

Ł: Skoro mowa o tym, dlaczego autorzy piszą książki, to jak to zaczęło się u Ciebie?

J: Z braku innej rozrywki prawdę mówiąc. Pierwsze próby napisania czegokolwiek z sensem były już w podstawówce i gimnazjum. Wtedy jeszcze kompletnie nie wiedziałem co chcę napisać ani dlaczego. Była to po prostu rozrywka. Później, już będąc w liceum, stwierdziłem buńczucznie, że napiszę książkę. Wtedy zacząłem nieco bardziej interesować się tematem. Czytałem fora, przeglądałem czasopisma, starałem się wyciągnąć coś sensownego z często sprzecznych wypowiedzi. Niestety zniechęciłem się i porzuciłem ten pomysł.
Potem nastał konwent Cytadela i konkurs na opowiadanie. Nie wygrałem go, ale jednocześnie zdałem sobie sprawę, że mogę jednak coś z tym dalej robić. Następnie była premiera Asi Kanickiej i jej „Bagna Szaleńców”. Spotkanie zainspirowało mnie na tyle mocno, żeby wreszcie siąść do pisania i zacząć stukać w klawisze. Szło mi to dość opornie aż do premiery „Powrotu” Michała Gołkowskiego. Wtedy już wiedziałem, że to napiszę. Pomysł był, wszystko wskoczyło na miejsce i niecałe trzy miesiące później „Ziemia” była skończona.

Ł: Czy teraz, kiedy książka jest już napisana i wydana, wracasz do niej z myślą, że coś chciałbyś w niej zmienić?

J: Zawsze uważam, że można byłoby niektóre rzeczy zrobić lepiej. Tak samo jest z „Ziemią”. Pewne rzeczy mógłbym opisać inaczej, bardziej szczegółowo, może zmieniłbym to lub inne wydarzenie. Tak, pewnie bym chciał, jednak… to nie miałoby sensu. Gdybym zmienił jedną rzecz, nie powstrzymałbym się przed większymi zmianami, a wtedy książka nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Muszę pogodzić się z tym, że nie wszystko może być idealne, choć teraz wiem przynajmniej co zrobić lepiej. I chcę by kolejna część była dzięki temu jeszcze lepsza.

Ł: Na okładce twojej książki bez trudu można dostrzec dopisek „TOM 1”. Jak na dzień dzisiejszy wygląda przyszłość przygód Kojota?

J: Mogę powiedzieć, że prace nad drugim tomem trwają. Nie będę jednak zdradzał co będzie się tam działo, jako że jest na to za wcześnie. Jeśli jednak chodzi o plan czy wizję, to historia Kojota i reszty jest już ukończona. Wiem jak zakończy się cykl, wydaje mi się, że ostatnia scena wypaliła mi się już pod powiekami. Jeszcze wiele wydarzy się w świecie „Ziemi”.

Ł: Czy tworząc swoją historię w znanym przez fanów świecie, nie bałeś się, że pominiesz coś kluczowego dla tego uniwersum? Miałeś jakieś obawy podczas pisania swojej książki?

J: Z początku faktycznie tak było. Martwiłem się, że mogę ominąć jakiś szczegół, który dla S.T.A.L.K.E.R.a jest tak bardzo znaczący i istotny, iż jego brak może stanowić pewien problem. Dlatego też pisząc bardzo zwracałem uwagę, by świat był jednolity. Później moja wizja była dla mnie tak oczywista, że nie stresowałem się brakami, a raczej starałem się wypracować świat, w który będzie można uwierzyć.

Ł: Co stanowiło największą trudność podczas procesu twórczego?

J: Zdecydowanie pierwsze zdanie. Bardzo długo myślałem jak rozpocząć książkę. Parafrazując znanego i potężnego pisarza: pierwsze zdanie musi zatrzymać uwagę. Później jest już cały akapit, potem strona itd. Chciałem w pierwszym zdaniu uwzględnić całość powieści i nadać jej charakteru. To tam poznajemy głównego bohatera, jego myśli działania i to w tym momencie trzeba go polubić lub wręcz przeciwnie. Pierwsze zdanie musi być wyjątkowe. To zdecydowanie była największa trudność. Później było o wiele łatwiej.

Ł: Poza pisaniem zajmujesz się też wieloma innymi rzeczami. Doszły mnie nawet słuchy, że często wyruszasz w morską podróż na żaglówce (popraw mnie, jeżeli się mylę). Łatwo pogodzić codzienne zajęcia z pisaniem?

J: W morską podróż to niestety jeszcze nie, choć bardzo bym chciał. Ale tak –aktywnie żegluję jednak tylko po pięknych mazurskich jeziorach.
Bardzo łatwo jest mnie rozkojarzyć przez co czasem ciężko mi się skupić na pisaniu, jednak kiedy już wiesz co napisać, nie musisz mieć wiele. Kartka, długopis, komputer, telefon –pisać można na wszystkim i niemal wszędzie. Wystarczy wiedzieć co chcesz pisać. Zdarza mi się skrobać podczas przerwy w pracy czy w autobusie – rzadko bo rzadko, ale czasem się zdarza. Szczególnie teraz, kiedy wiem nieco więcej niż na początku. Szczerze powiedziawszy nie jest to specjalnie trudne. Trzeba jedynie trochę samozaparcia.

Ł: Czy jako autor, któremu udało się postawić pierwsze kroki w pisaniu udanym debiutem, miałbyś jakąś radę dla tych, którzy nie wiedzą jak się za to zabrać a bardzo by chcieli?

J: Przede wszystkim bardzo dużo ćwiczyć i czytać. To chyba uniwersalne rady. Wydaje mi się, że słyszałem to od każdego autora i teraz, kiedy już postawiłem te pierwsze kroki, mogę stwierdzić, że to prawda. Czytanie to bardzo ważna część tworzenia i nie chodzi tutaj już nawet o inspirację, ale o język, słownictwo, ciągi przyczynowo-skutkowe. Człowiek zaczyna dostrzegać coś, co leży pod powierzchnią. A jeśli chodzi o ćwiczenie – opisy wydarzeń, nakreślenie bohaterów, klimat, odpowiedni rejestr słów dostosowany do momentu. Tego typu rzeczy trzeba po prostu zauważyć i z biegiem czasu wprowadzać do utworów.
Nie chcę wyjść tutaj na eksperta ani zabrzmieć jak mistrz co to pozjadał wszystkie rozumy (sam mam wiele niedociągnięć), ale wiem, że dzięki ćwiczeniom można dojść do wielkich rzeczy.
A jeśli ktoś już to robi? Tak jak wspomniałem –bardzo ważne jest pierwsze zdanie. To ono definiuje powieść czy opowiadanie. To ono jest na samym początku i ono ma za zadanie przyciągnąć czytelnika.

Ł: Jacku, bardzo dziękuje za poświęcony czas i życzę ci, aby każda kolejna książka była dla ciebie niezapomnianą przygodą (i dla nas też!).

J: Dziękuję i tobie! Było mi niezmiernie miło i mam nadzieję, że udało mi się podejść do pytań na tyle merytorycznie, by można było wyciągnąć z tego nieco treści.

 

Chcesz być na bieżąco z twórczością autora?

Lajkuj: https://www.facebook.com/jacekklossnadaje/

Sprawdź także:

„Zona to mój dom.”. Wywiad z Michałem Gołkowskim

Wywiad z Joanną Kanicką

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *