Życie z zombiemaniakiem – czyli ze mną.

Jakiś czas temu, wraz ze swoją dziewczyną Gosią, która prowadzi bloga Blond Hair Affair, poprosiliśmy się nawzajem o to, by każde z nas stworzyło wpis dotyczący życia z drugą osobą. Mój tekst widnieje już na blogu Gosi, a teraz przyszedł czas na rewanż! Jak wygląda życie u boku zombiemaniaka – czyli mnie? Zobaczcie sami co napisała 😉

Zacznę może od kilku słów wyjaśnienia. Mimo że znaliśmy się kilka lat zanim zaczęliśmy się spotykać, naprawdę nie wiedziałam, jak głęboka jest jego pasja. Co prawda mogłam się tego domyślić po tym, jak na pierwszą randkę zabrał mnie do kina na „World War Z”, jednak prawdziwą skalę problemu zauważyłam dopiero wtedy, kiedy na odwrót było już za późno 😉

Po pierwsze – musicie się przygotować na zakup naprawdę dużego mieszkania lub nawet domu, aby móc poświęcić przynajmniej jeden ogromny pokój na jego kolekcje… Prawdziwy zombiemaniak czuje potrzebę kolekcjonowania absolutnie wszystkiego, co związane jest z jego hobby. Skąd mogłam wiedzieć, że na rynku jest MILION książek, filmów czy gier z zombie w roli głównej? Nie zapominajcie o chusteczce, w którą wydmuchał nos George Romero, czy oprawionym w złote ramy autografie autora książki dla dzieci o rybce – zombie… Kolekcja nigdy nie będzie kompletna!

Po drugie – normalna para, marząc o wspólnej przyszłości, planuje swoje gniazdko, gromadkę dzieci i bujany fotel na tarasie. Zapomnijcie o takim scenariuszu w Waszym związku! Przeklęty zombie boy marzy jedynie o apokalipsie zombie! Optymistyczny scenariusz przewiduje romantyczną walkę z nieumarłymi we dwoje, a podczas gorszych chwil fantazjuje w jaki sposób Was uśmierci po tym, jak już zostaniecie ugryzieni…

Po trzecie – nigdy nie zgadzajcie się na wspólne wyjścia na „branżowe imprezy”/spotkania autorskie/konwenty itp. Wystarczy chwila, a porzuci Was w ferworze atrakcji i zapomni o Waszej obecności na długie godziny, zauważając potem ze zdziwieniem, że zdążyliście się upić, zapoznać z większością autorów i właściwie bawicie się lepiej niż on.

Po czwarte – będąc na wakacjach za granicą, pod żadnym pozorem nie zgadzajcie się na wejście do jakiegokolwiek sklepu typu Saturn czy Media Markt. W każdym kraju okaże się, że tam wydano kolejne MILIONY filmów o zombie i fakt, że są one dubbingowane w kompletnie nieznanym języku nie stanowi żadnej bariery, a Wy nie zdążycie zobaczyć najważniejszych zabytków…

Po piąte – należy liczyć się z faktem, że, chcąc nie chcąc, zapoznacie się z najdziwniejszymi przykładami światowej kinematografii z motywem zombie. Myślicie, że widzieliście już wiele i nic Was nie zaskoczy? Jestem pewna, że nie widzieliście jeszcze MUSICALU o rzygających na zielono, indiańskich kurczakach zombie albo sceny, gdzie jakiś facet uprawia seks z zombie owcą!

Po szóste – każdy normalny mężczyzna ma jakieś porno upodobania. MILF, sexy uczennice, policjantki czy pielęgniarki. Jeśli nie chcecie trafić na chorego pornosa z zombie w roli głównej – nigdy nie otwierajcie folderu „downloads” w komputerach Waszych zombiemaniaczych partnerów.

Nie odbierajcie jednak tego tekstu jako zniechęcania do związania się z fanem zombie. Ja tylko Was przestrzegam 😉

Mimo wszystko miło spędzamy razem czas i  jesteśmy szczęśliwi, a nawet zapoznanie się z historią zombie kinematografii oraz poznanie części literatury dotyczącej tematu – zdecydowanie rozwijają horyzonty.

 

Tak więc sami widzicie, że posiadanie partnera, który kocha zombie nie jest wcale takie złe 😀

 

Jeżeli chcecie poznać przemyślenia o moim życiu z włosomaniaczką, zajrzyjcie do wpisu na blogu Gosi – „Jak żyć z twarzo-włoso-maniaczką„!

Dodatkowo zapraszam do śledzenia poczynań Gosi:

Na blogu: http://www.blondhairaffair.pl/
Na FP: https://www.facebook.com/blondhairaffair/
Na instagramie: https://www.instagram.com/blondhairaffair/

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 × five =