Ktoś jest w domu i zabija. 13 Dni Do Wakacji (2025)

Czy to maska czyni mordercę?
13 Dni Do Wakacji (opis): Po wyjeździe ojca na weekend, Paulina i Antek zostają sami w ogromnym domu na odludziu. Rodzeństwo nie dogaduje się najlepiej, lecz dziewczyna nie zamierza się tym przejmować i zaprasza przyjaciół na piątkowy wieczór. Zakrapiana alkoholem i dobrą zabawą impreza na następny dzień zamienia się w prawdziwy koszmar. Zaopatrzony w inteligentny system bezpieczeństwa dom zostaje zhakowany, a tajemniczy osobnik w masce zamierza urządzić krwawy finał tego spotkania. Kim jest morderca, co nim kieruje i co ze wszystkim ma wspólnego karany w przeszłości dozorca z pobliskiej szkoły? Żeby poznać odpowiedzi, najpierw trzeba przeżyć.
Podejmowanie prób w rodzimej kinematografii grozy, jest dla mnie niezwykle fascynujące. Polscy twórcy omijają horror szerokim łukiem, lecz na szczęście nie wszyscy. Bartosz M. Kowalski, który na swoim koncie ma naprawdę udane tytuły, takie jak W Lesie Dziś Nie Zaśnie Nikt 1 oraz 2, Ostatnia Wieczerza czy Cisza Nocna, w swoim nowym filmie 13 Dni Do Wakacji sięga po podgatunek „home invasion”, który, na ekranie, zostaje ukazany w naszym kraju po raz pierwszy.

A wszystko zaczynało się tak niewinnie…
Stawianie pierwszych kroków w nieprzetartym szlaku to zawsze olbrzymie ryzyko. Mówi się jednak, że ten, kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Czy w takim razie możemy uznać, że Kowalski powinien sięgnąć po lampkę trunku? Moim zdaniem jak najbardziej, choć nie znaczy to, że nakręcony przez niego film nie jest bez wad. Aktorstwo czasami niedomaga, a niejednokrotnie odczułem swojego rodzaju zażenowanie pewnymi scenami i tekstami. Te były jednak związane wyłącznie z momentami młodzieżowych rozmów czy gestów, a o to niestety bardzo łatwo, w jakim gatunku film by nie powstał. Mimo wszystko były to nieliczne, pojedyncze momenty, więc jak najbardziej można to wybaczyć.
Jeżeli chodzi o aspekty związane z horrorem, to seans 13 Dni Do Wakacji był dla mnie naprawdę satysfakcjonujący. Wszelkie schematy tego podgatunku dobrze poprowadzono. Klimat został utrzymany, a napięcie rosło z każdą minutą. Efekty może nie były specjalnie widowiskowe, ale absolutnie tego nie potrzebowały. Uważam, że grę kamery i dużą ilość ujęć można było lepiej poprowadzić, by nadać większego mroku produkcji, jednak mimo wszystko nie czuje się zawiedziony tym, co otrzymałem. To samo tyczy się gry aktorskiej, która może nie najlepsza, ale i tak dobrze oddała emocje towarzyszące bohaterom. Wyglądało to przekonująco i wiarygodnie.

Walka o życie do ostatniej chwili.
Przez cały seans zastanawiałem się oczywiście nad tym, kto jest mordercą i co nim/nią kieruje. Twórcy podrzucali tropy, ale nie mówili niczego wprost. Ostatecznie rozwiązanie okazało się bardzo zaskakujące i z początku dla mnie dość bezmyślne. Po przeanalizowaniu pewnych elementów dotarło do mnie, że byłem w błędzie. To, co ukazano w zwieńczeniu 13 Dni do Wakacji, było bardziej przerażające, niż mogło się wydawać. Oczywiście nic nie zdradzę, ale poproszę Was, byście nie oceniali finału, wyłącznie za sprawą pierwszych pojawiających się po zakończeniu emocji.
Cieszę się, że kolejny tytuł wpisał się do polskiej kinematografii horrorów. Niezwykle cieszy mnie, że są ludzie, którzy nie boją się krytyki i podążają własną drogą. Ogromnie doceniam pracę reżysera, a także całej obsady odpowiedzialnej za powstanie filmu. Cały czas trzymam kciuki, by gatunek rozwijał się w naszym kraju i stawał się coraz bardziej popularny. Osobiście bawiłem się dobrze i z przyjemnością wrócę do filmu po jakimś czasie.
Moja ocena: 7/10
Przeczytaj także:



