3. Tuż Za Rogiem

   Zimno bijące od ostrza, wywołało u mnie dreszcz na całym ciele. Wystarczył jeden ruch, bym popadł w sen, z którego nigdy się nie obudzę. Nie lękałem się tego. Tak naprawdę, to mogło być najlepsze co mogło mnie dzisiaj spotkać. Instynkt przetrwania był jednak silniejszy.
   – Czego tu szukasz?
   Głos dobiegający zza moich pleców, należał do mężczyzny. Słuchać było, że jest bardziej przestraszony niż ja.
   – Przybyłem tutaj by uratować moją przyjaciółkę. Jak nie zdobędę leku, to umrze – pomimo sytuacji, głos miałem dość spokojny.
   – Oddaj broń.
   Kątem oka spojrzałem na pistolet trzymany w dłoni. Nigdy nie przypuszczałem, że pozbycie się go, może uratować mi życie. Jednak postanowiłem, że dobrowolnie go zwrócę. Nie chciałem kłopotów. Wystawiłem glocka tak, by nieznajomy mógł mi go odebrać.
   – Mądra decyzja – kiedy już schował mój pistolet do kieszeni, zawołał resztę swojej grupy – Ej ludzie! Chodźcie tutaj!
   Bałem się, że nie tylko usłyszą go towarzysze, ale też spora grupka nieumarłych.
   Z apteki wyszło 3 mężczyzn i 1 kobieta. Wszyscy wyglądali maksymalnie na 28 lat, poza jednym gościem. To właśnie on podszedł do nas jako pierwszy i ruchem ręki strzelił mojego prześladowcę po głowie.
   – Zgłupiałeś!? Jeszcze nas usłyszą.
   – Ale ja…
   – Teraz musimy się stąd ewakuować, zanim przybędą tamci.
   – Nie przyjdą tak szybko – pomimo noża przy gardle, postanowiłem zabrać głos – są zajęci stłuczoną szybą w ratuszu.
   – A więc to byłeś ty… kim w ogóle jesteś i co tu robisz?
   W wypowiedzi wyprzedził mnie chłopak trzymający ostrze.
   – Jakiś typek potrzebuje leków dla swojej paniusi.
   – Nie ciebie pytałem bęcwale –  po raz kolejny wymierzył cios – a więc kim jesteś?
   – Nazywam się Dawid i niedaleko stąd leży moja przyjaciółka, która prawdopodobnie od wielu dni nie brała insuliny, której bardzo potrzebuje. Teraz jest w śpiączce.
   Wszyscy popatrzyli po sobie, a następnie z powrotem na mnie.
   – Pewnie cię nie ucieszy fakt, że w tej aptece już nic takiego nie znajdziesz – słysząc te słowa, wpadłem w lekką panikę. W myślach widziałem jak Angie nigdy się nie budzi. Na szczęście ciągnął dalej – ale wiem gdzie możesz dostać trochę. Mój brat ma zapas w swojej domowej chłodziarce. Również jest cukrzykiem i nie powinien mieć nic przeciwko, by podzielić się z twoją przyjaciółką – jak to dziwnie zabrzmiało… Tak naprawdę znaliśmy się z Angie od paru godzin, a już nazwałem ją przyjaciółką. Nigdy w życiu nie pomyślałbym o tym, że w tak krótkim czasie, mogę powiedzieć o kimś w ten sposób. Czasy się zmieniły i poglądy ludzi też – Tak w ogóle, to jestem Patryk – odwrócił się i po kolei zaczął przedstawił pozostałą część grupy – Ten tutaj to mój syn Piotrek, obok niego stoi mój siostrzeniec Adam, a ta ślicznotka to Małgośka. Natomiast osobnik stojący nad tobą to Mateusz, ale wszyscy mu mówimy „Mały”
   W tym czasie śmiech przeszył wszystkich, znajdujących za mówcą.
   – Miałeś mnie tak nie nazywać! – Dopiero po dłuższej chwili, udało się cokolwiek odpowiedzieć Patrykowi.
   – Wiem, wiem, ale nie mogłem się powstrzymać – tak go to rozbawiło, że musiał dłonią wytrzeć łzy ze śmiechu – Dobra, teraz bez żartów. Oddaj mi ten nóż, a ty Dawid wstawaj – jedną ręką zabrał Mateuszowi ostrze, a drugą pomógł mi wstać.
   Wstając z ziemi, usłyszałem skrzeki nieumarłych zza rogu. Najwidoczniej zorientowali się, że źródłem hałasu był kamyk. Najprawdopodobniej teraz wyczuli coś bardziej interesującego – nas.
   – Dobra ludzie, brać plecaki i wracamy – następnie zwrócił się bezpośrednio do mnie – Idź za nami, a na pewno się nie zgubisz. Tylko pamiętaj o jednym, za wszelką cenę nie daj się im ugryźć.
   Prawdopodobnie to, co przed chwilą powiedział starszy mężczyzna, byłoby śmieszne, gdyby aż tak bardzo mnie nie dotyczyło. Wymusiłem w sobie lekki uśmiech i poszedłem za nimi.
   Po jakiś dziesięciu minutach spaceru, dotarliśmy do budynku położonego na obrzeżach miasta. Wokół nie było ani jednego zombie, pomimo iż okolica, nie była ukryta pośród drzew, jak domek, w którym leżała Angie w towarzystwie dzieciaków.
   Wchodząc przez główne drzwi, ujrzałem najzwyklejszy przedpokój, który dalej prowadził do kolejnych trzech pomieszczeń. Wszyscy udali się do pierwszego po lewej stronie, więc podążyłem ich śladem. Był to duży pokój, w którym na pojedynczym fotelu, siedział mężczyzna podparty kulami. Na oko był w wieku brata, ale bardziej przypominał człowieka, który wiele w życiu przeszedł. Blizny na rękach i twarzy, a dodatkowo brak prawej nogi. Musiało go spotkać coś bardzo nieprzyjemnego.
   – Już wróciliście? Szybko… o widzę, że nie jesteście sami.
   Gdzieś już słyszałem ten głos, był mi bardziej bliski niż jakikolwiek inny. Nie mogłem sobie przypomnieć, do kogo on należał. Postanowiłem wyciągnąć rękę jako pierwszy.
   – Witaj, jestem Dawid.
   – Witaj Dawidzie, miło mi cię poznać. Ja nazywam się Alex – kiedy usłyszałem to imię, wszystko stało się jasne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eight + sixteen =