4. Celebryta Apokalipsy

   – To naprawdę ty? Ten Alex? – cały czas trzymając jego rękę, nie mogłem opanować ekscytacji.
   – We własnej osobie – uśmiech na jego twarzy wyraźnie mówił, że już niejednokrotnie spotkał się z takim entuzjazmem u nowo poznanej osoby – jak widzę, wiesz o mnie sporo. Może teraz ty powiesz coś o sobie?
   Pomimo szczerych chęci, nie mogłem powiedzieć ani słowa. Możliwość poznania takiej osoby w tym świecie, jest czymś nierealnym. Pamiętam jak za czasów normalnego życia, marzyłem, by osobiście spotkać sławnego muzyka lub pisarza. Zapewne dzisiaj gdybym ich spotkał, zmuszony byłbym strzelić im w głowę, ale wtedy… Można powiedzieć, że Alex to taki celebryta apokalipsy.
   –  Niedaleko stąd leży moja przyjaciółka, która potrzebuje glukagenu. Zapadła w śpiączkę i jest na skraju pomiędzy życiem a śmiercią. Twój brat powiedział mi, że macie zapas i nie byłoby problemu z udostępnieniem mi kilku buteleczek.
   – Faktycznie mamy lekki zapas – tutaj urwał, jakby zastanawiał się czy dać mi lekarstwo, czy odesłać z pustymi rękami – nie wyglądasz jakbyś kłamał, więc jestem skłonny uwierzyć w twoją historię. Jak daleko leży…
   – Angelika, ale mówimy do niej Angie.
   – Czyli nie jesteście sami?
   – Dokładnie. Przyszło nam spotkać po drodze dwójkę dzieci w wieku 9 i 11 lat. Rodzeństwo.
   – I zostawiłeś je tam na pastwę losu?
   – Nie miałem wyboru. Ta misja była zbyt niebezpieczna by zabierać je ze sobą. Poza tym są bezpieczne w piwnicy domu, w którym schowaliśmy się przed umarłymi.
   – Dobra, to nie przeciągajmy tego. Pozwól za mną, a dam ci potrzebne leki.
   Pomimo braku nogi, Alex poruszał się całkiem sprawnie. Wystarczyła mu jedna kula, by móc przemieszczać się z normalną prędkością.
   Obaj skierowaliśmy się w stronę drzwi, znajdujących się po przeciwnej stronie pokoju niż te, którymi weszliśmy.
   Pomieszczenie przypominało coś na wzór zaplecza jakiegoś sklepu. Znajdowały się tutaj przeróżne przedmioty. Począwszy od artykułów spożywczych, przez broń, aż do części samochodowych. Było tu wszystko, co nie potrzebowało specjalistycznych metod magazynowania. Wyjątek stanowiła lodówka, na samym końcu wąskiego przejścia. Kiedy Alex otwierał drzwiczki i wyciągał po kolei buteleczki, zadał mi pytanie, które aż mną wstrząsnęło.
   – Dobra, to jak dawno cię pogryźli?
   Skąd on o tym wiedział? Przecież rana nie była widoczna, a mój obecny stan przypominał wiele schorzeń, jak np. niedożywienie, lub przemęczenie.
   – Ale skąd… jak…
   – Myślisz, że jestem ślepy? Od razu po tobie widać, że w twoich żyłach krąży wirus. Zostało ci 24 godziny życia, jeżeli będziesz mieć odrobinę szczęścia.
   – Ale jak… skąd ty to wiesz?
   – Oczy. To one świadczą o naszej czystości przed wirusem. Myślisz, że dlaczego umarli mają zamglone gałki oczne?
   A więc to oto w tym chodzi… Z każdą minutą ten człowiek zadziwiał mnie coraz bardziej. Widać, że wiele przeszedł i zapewne walczył z niejednym nieumarłym. Ale skąd on mógł wiedzieć tyle o wirusie? Chyba że…
   – Miałeś już do czynienia z wirusem?
   Bez słowa, Alex podciągnął koszulkę i pokazał ślady ludzkich zębów w okolicach żeber.
   – Stąd, że sam przez to przechodziłem. To teraz powiedz, kiedy ciebie ugryźli?
   – Ok 7 rano – skoro ugryźli go i teraz normalnie może przede mną stać, nie chcąc mnie zjeść, to znaczy, że musi istnieć antywirus.
   – Muszę przyznać, że trzymasz się całkiem dobrze, jak na 9 godzinę infekcji.
   – Jest na to lek? Masz go? – nie zdając sobie sprawy, mój głos był coraz mocniejszy.
   – Oczywiście, że jest. Opracowano go jakiś rok po ogólnoświatowej zagładzie. Mam znajomego w ekipie badawczej i to właśnie on zdobył dla mnie jedną dawkę. Niestety nie mam więcej i z lekiem jest pewien problem – mówiąc to spojrzał na swoją brakującą nogę – działa tylko raz. Jeżeli te skurwysyny ugryzą cię ponownie, to on nie zadziała. Pewnie się domyślasz dlaczego nie mam nogi?
   – Dlaczego tylko raz?
   – Odpowiedź nie do końca jest zrozumiała dla takiego ciemniaka jak ja – krótki uśmiech zawitał na twarz Alexa – z tego co pamiętam, ma to coś wspólnego z pewnym rodzajem bakterii, która niweluje działanie wirusa. Jest ona dosyć słaba, więc ludzki organizm szybko uczy się jak z nią walczyć. Dziwne prawda? Nasz organizm sam zwalcza to, co tak naprawdę mogłoby uratować ludzkość.
   Faktycznie brzmiało to dość irracjonalnie, ale grunt, że jest nadzieja.
   Nagle poczułem mocne zawroty głowy. Czułem, że zaraz znowu stracę przytomność.
   – Muszę usiąś… – nie dałem rady dokończyć, atak mdłości był zbyt silny. Szybko wybiegłem za budynek i zwymiotowałem. Coraz większy problem polegał na tym, że nie za bardzo miałem czym. Wytarłem usta i na ręku pojawiła mi się krew. Było coraz gorzej. Czułem się słabszy. Bałem się dalszego rozwoju sytuacji. Wtem na ramieniu poczułem dłoń. Była to Małgośka. Młoda i piękna patrzyła na mnie z wyrazem współczucia.
   – Nic ci nie jest? Nie wyglądasz najlepiej. Jak chcesz to możesz u nas odpocząć, odstąpię ci moje łóżko.
   Gdyby nie mój obecny stan, na pewno skorzystałbym z oferty, zaproponowanej przez tą ślicznotkę. Niestety czas nie był po mojej stronie i szybko musiałem wracać do Angie i kontynuować moją podróż po antywirusa.
   – Niestety nie może u nas zostać. Jego przyjaciółka potrzebuje tego – w tym momencie Alex wyciągnął przed siebie mój plecak – są tam potrzebne ci leki i mały liścik na drogę, oraz trochę pożywienia i duża butelka wody. Idź już bo każda sekunda jest na wagę złota.
   Miałem ogromne szczęście, że trafiłem na takich ludzi. Praktycznie od początku powstania obozu, nie spotkałem nikogo, kto byłby tak pomocny jak oni.
   – Nie wiem jak wam dziękować. Jesteście wspaniali.
   – Nie ma o czym mówić. I pamiętaj, by jutro rano włączyć radio.
   – Na pewno nie zapomnę, jeszcze raz dziękuje – podszedłem do niego i wyciągnąłem rękę na pożegnanie – do zobaczenia i do usłyszenia.
   Z uśmiechem na twarzy dodał od siebie.
   – Nie wątpię w to.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 × 1 =