4. Chwila Wieczności

Zbliżała się godzina 8. Dreszcze nie odpuszczały, lecz stanowczo stały się mniej uciążliwe. Zaczynałem się przyzwyczajać do obecnego stanu sytuacji. Niczym kobieta w ciąży, czułem jak wewnątrz mnie rodzi się nowe życie, które chce pokazać swą twarz. Przez mój umysł przelatywał ogrom zupełnie nie związanych ze sobą obrazów. Widziałem drzewo, które płonie, oraz tęczę przelatującą nad miastem. Czułem ból i cierpienie, a jednocześnie szczęście i ulgę. Nie wiem co to wszystko miało znaczyć. Wydawało mi się, że jestem tu sam, a mimo to byłem otoczony przez tłum ludzi. Jedni chcieli mnie zabić a inni pocieszyć. Próbowałem z tym walczyć, lecz bezskutecznie, obrazy nie pozwalały mi trzeźwo myśleć. Chciałem krzyczeć, wrzeszczeć by w końcu to wszystko zniknęło z mojej głowy. Bym wyzbył się bólu, który we mnie tkwi. Może podczas ugryzienia, osoby zarażone przekazują część siebie i teraz czuje to co czuła Sylwia po przemianie. Może tak na prawdę nie chodzi o to, by stwory zaspokoiły swój głód, tylko o to, że chcą przekazać nam swoje cierpienie. Może inaczej nie mogę się z nami skontaktować? Ciekawe czy osoby zainfekowane też tak o tym myślały. Jeszcze okaże się, że będę pierwszym człowiekiem, który to będzie w stanie pojąć i przed śmiercią opisać. Po chwili zapadła ciemność.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *