Noc Żywych Trupów (1990)

Pierwszy oficjalny remake, klasycznego horroru Gorge’a A. Romero z roku 1968. Fabuła w tej odsłonie, nie różni się praktycznie niczym od oryginału. Ci sami bohaterowie, to samo miejsce i to samo zagrożenie…

Mamy rok 1990. Tom Savini jako pierwszy podejmuje się wyreżyserowania własnej wizji „Nocy Żywych Trupów”. Poważne ryzyko, a jaki efekt? Jak dla mnie : niesamowity! Rzadko mogę stwierdzić, że remake filmu może być równie udany, co sam oryginał. W tym przypadku, spokojnie mogę powiedzieć, że to jeden z takich momentów.

Zapewne wiele osób nie podzieli mojego zdania. Oczywiste jest to, że pierwszy obraz zombie apokalipsy, w wykonaniu Romero, był jedyny w swoim rodzaju. Nikt nie jest w stanie powtórzyć tego, co zrobił „stwórca zombie”, lecz czy to jest powód by od razu wykluczyć ten sam tytuł z późniejszych lat? Według mnie, nie.

Początek filmu, bardzo przypomina ten z 68 roku. Barbara wraz z bratem udaje się na cmentarz. Już w pierwszej scenie widać, że Savini wielokrotnie obejrzał pierwowzór swojego filmu. Zbliżający się nieznajomy przypomniał mi, o pierwszym napotkanym zombie u Romera. Przygotowany byłem na to, co się dalej stanie. Jak się okazało, myliłem się. Nieznajomy okazał się zwykłym starym człowiekiem. Uśpiło to moją czujność i wtedy pojawił się prawdziwy umarlak. Niby nic wielkiego, ale właśnie takie smaczki dodają filmowi atrakcyjności.

Dalszy rozwój wydarzeń, nie był dla mnie żadnym zaskoczeniem. Śmierć Johnnego, ucieczka Barbary, samotny dom, a wokół pełno trupów. To wszystko już widziałem. Pomimo bardzo podobnej fabuły, w dalszych scenach można dostrzec coś nowego. Chociażby wyjaśnienie, w jakich okolicznościach dostali się tutaj Tom z Judy wraz z Cooper’ami. Kolejny plus. Podoba mi się również fakt, że bohaterowie nie są lustrzanym odbiciem swoich pierwowzorów. Przykładowo Barbara. Czy w tej części, była jedynie niezdarną i bezbronną kobietą? O nie…. jak dla mnie, postać Barbary przeszła prawdziwą ewolucję przez te 22 lata. Stała się samodzielną kobietą „z jajami” – rolę piszczącej niezdary odziedziczyła Judy ;).

Wiadome jest, że podczas apokalipsy zombie, każdy z bohaterów wyróżni się na swój sposób. Przykładowo najbardziej charakterystyczne dla mnie postacie – Ben i Harry. Ben odgrywa tu rolę przywódcy, który jest jednocześnie współczujący (scena, kiedy przytula Barbare podczas płaczu) jak i surowy (scena, w której zamiast uspokoić Judy, zagania ją do pracy przy barykadowaniu domu). Natomiast Harry pasuje tu do stereotypu typowego faceta – pomimo błędu, twardo broni swojego zdania. Obaj wciąż starają się pokazać kto jest „samcem alfa”.

Jak do tej pory wymieniłem pozytywne strony, ale przecież nic nie jest idealne. Nie spodobał mi się fakt, iż nie została przytoczona geneza zombie. Motyw z telewizorem, w którym prezenter objaśnia sposób postępowania, był definitywnie zbyt krótki. Nie lubię również niewyjaśnionych wątków. Po wielokrotnym obejrzeniu filmu, nadal nie wiem jakim sposobem, Ben przemienił się w zombie, skoro w piwnicy nie było po nich śladu?

Podsumowując, film Saviniego jak i Romero, spokojnie mogę położyć obok siebie na półce.

Moja Ocena: 8/10

Trailer:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *