Perished (2011)

Myślisz, że śmierć jest najgorszą rzeczą, jaka może nas spotkać? Mylisz się. Znacznie gorsze jest obserwowanie, jak wszystko wokół  umiera, będąc przy tym sam jak palec. Wszyscy przyjaciele i najbliżsi nie żyją, a ty musisz temu wszystkiemu stawić czoła w pojedynkę. Problem jednak polega na tym, że zmarli powrócili do życia jako zombie. Nikt nie wie dlaczego, ani co było powodem, ale nie to jest teraz ważne. Dni mijają, a każdy następny może być ostatnim. Trzeba przezwyciężyć strach i przeżyć!

Krótkometrażowa produkcja Aarona McCanna i Stefana Adrova Radanovicha to obraz upadku jednego człowieka, znajdującego się w centrum apokalipsy zombie. Czy łatwo jest żyć wiedząc, że wszystko wokół umarło? Na pewno nie. A czy film dobrze to pokazuje? Jasne!

Nie znając genezy powstania zombie, na początku filmu zostajemy wrzuceni w sam środek panującej już apokalipsy. Nasz bohater, którego imienia nie poznajemy, ucieka z domu, w którym pozostała jego przemieniona dziewczyna, a sam udaje się do stojącej obok chatki, która prawdopodobnie jest czymś w rodzaju składziku. I tyle. Reszta fabuły skupia się na wewnętrznej walce mężczyzny, który na pewno nie ma łatwo.

Choć historia jest dość prosta, to jednak zostaje bardzo fajnie przedstawiona. Nie ma tu z góry założonego celu, który bohater musi wypełnić. Jedyne co musi zrobić, to przeżyć. Zapasy jedzenia i wody szybko się kończą, a dni mijają bez wizji na ocalenie.

Mocną stroną produkcji, są emocje, jakie towarzyszą bohaterowi. W większości są negatywne, takie jak gniew, frustracja czy przygnębienie, ale logicznym jest fakt, że w świecie pełnym zombie, nikt nie będzie szczęśliwy, czy radosny. Wszystko zostało przedstawione bardzo wyraźnie i prawdziwie, co zdecydowanie buduje więź pomiędzy bohaterem, a widzem. Spodobało mi się również zakończenie, ale by je poznać, sami musicie obejrzeć film 😉

Sceneria nie była przekombinowana, a wszystko co znajdowało się w jej zasięgu, było tym, co faktycznie możemy znaleźć. Efekty specjalne nie wbijały w fotel, ale nie były też tandetne. Podobała mi się  charakteryzacja zarówno zombie, jak i bohatera. Może zabrakło nieco scen gore, choć ta z kosiarką była całkiem niezła, ale jak widać, obyło się bez tego. Krwi i tak było wystarczająco.

Niespecjalnie mam się do czego przyczepić, bo wszystko zostało wykonane i odegrane dobrze. Wprawdzie nic nie powalało na kolana, ani nie było niczym wyróżniającym się w swoim gatunku, ale mimo wszystko, seans był przyjemny. Niezbyt długi, bo trwający ok. 15 minut, ani niezbyt krótki. W sam raz.

Podsumowując. Warto obejrzeć film, ale poza dobrze wykonaną robotą aktorską jak i reżyserską, nie znajdziemy tu nic odkrywczego. Niemniej jednak polecam film fanom zombie oraz osobom, które mają akurat 15 minut wolnego czasu 😉

Moja Ocena: 7/10

Poniżej cały film:

2 komentarze on "Perished (2011)"

  • [Spoiler!!!] Moim zdaniem scena z kosiarką choć klimatyczna to włożona trochę na siłę. Za to bardzo spodobał mi się motyw komórki i scena jak wychodzi z wiertarką na dach (ten moment gdy przerzuca kabel przez belkę jest rewelacyjny).

  • Faktycznie może trochę na siłę, ale mimo wszystko zrobiona dobrze 😉 Pomysły i wykonanie fajne i ta końcówka… jest na prawdę nieźle 😉 Polecam też Cargo, którego recenzje znajdziesz pod tym linkiem:
    http://iminfected.pl/cargo/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sixteen − four =