The Walking Dead (Sezon 5)

Po schwytaniu bohaterów przez tajemniczych mieszkańców Terminus, Rick oraz reszta grupy próbują uciec przed swoimi oprawcami. Po przeżytych nieprzyjemnościach, które zesłał na nich Gubernator, bohaterowie natrafiają na innych, równie złych ludzi. Na szczęście zło nie zdominowało całej ocalałej ludności. Istnieją też tacy, którym zależy na uratowaniu życia strudzonym wędrowcom, jednak droga do upragnionego Edenu wiąże się z stawieniem czoła wielu zagrożeniom. I co najgorsza, nie ze strony zombie.

Stacja AMC nie zaprzestaje kontynuowania losów Ricka i spółki, a ilość licznik fanów na całym świecie wciąż rośnie. Piąty już sezon serialu „The Walking Dead” to ukazanie dalszych zmagań żywych nie tylko z zombie, ale także z drugim człowiekiem. To, co kiedyś wydawało się normalne, jak chociażby pomoc bliźniemu, popada w zapomnienie, a na tym miejscu pojawia się nienawiść i chęć przetrwania za wszelką cenę. Czy poruszanie kolejnych wątków w serialu nadal przynosi dobry rezultat? Raczej tak.

Można by rzec, że im dalej w las, tym więcej drzew. W interpretacji serialu może to oznaczać zombie, innych ludzi lub brak pomysłów twórców. Tak się składa, że wszystkiego jest tu po trochu. Początkowo sezon pokazuje zmagania z mieszkańcami Terminus, którzy nie kryją już swoich zamiarów. Jak to w tego typu serialach bywa, głównym bohaterom udaje się wyjść z opresji, ale nie bez szwanku. Już trzeci odcinek serwuje nam śmierć jednego z ważniejszych bohaterów, by później nieco zwiększyć tę liczbę.

Twórcy w tym sezonie postawili na pobudzenie emocji w widzu, co nieźle im wyszło. Łącznie we wszystkich odcinkach życie traci czwórka bohaterów, z którymi sporo osób bardziej lub mniej się zżyło. I – niestety – ale uważam, że  twórcy trochę przeciągają akcję i część fabularną, tym samym nieco przynudzając seans a później rekompensują mocnymi zwrotami akcji. Czy zagranie wyszło? Dla mnie nie do końca, ale zdania co do sezonu wśród fanów są podzielone, a moim zdaniem jest po prostu jednym z gorszych.

Pomimo mojego mniejszego uznania, nie uważam go za tragiczny. Wszystko ratuje przedstawienie historii kilku bohaterów, wyjaśnienie wcześniej rozpoczętych wątków i wprowadzenie nowych, ciekawych postaci. Niezwykle spodobał mi się wątek kościoła, w którym przetrwał Gabriel i to, co się w nim stało w chwili rozpoczęcia apokalipsy zombie. To samo tyczy się metamorfozy Ricka, który z sezonu na sezon staje się coraz bardziej nieprzewidywalny w swoim zachowaniu. Raz jest potulny jak baranek by później pokazać pazur.

Niestety za spory minus uważam przedstawienie losów Beth i całego wątku szpitala, w którym przebywała. Fajnie, że sezon zaowocował w postać Noah’a, jednak nic poza tym nie przypadło mi do gustu. Wszystko się przeciągało i nie dawało zbyt dużych emocji. Oczywiście półfinał dał nieco popalić, ale moim zdaniem było to nieco naciągane. Dodatkowo początki Alexandrii, którą mamy okazję poznać, też nie ociekały niczym fascynującym. Następne miejsce, w którym po raz kolejny bohaterowie spróbują przetrwać. Mało ciekawe spory między bohaterami i akcja, która nie porywa niestety dają o sobie znać przez sporą część trwania drugiej części sezonu.

Podsumowując, pomimo mojego uwielbienia serialem „The Walking Dead”, ten sezon uważam za najmniej ciekawy i taki, w którym niewiele się dzieje. Miejscowe mocne zwroty akcji nie pozwoliły za bardzo go uratować, jednak jest on dobrym wprowadzeniem do kolejnych części, w których akcja się nieco ożywia.

Moja ocena: 6/10

Trailer:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *