Dzień Żywych Trupów (2008)

Pierwszy remake, klasycznego horroru z 1985 roku. Tym razem, spotykamy się nie z trwającą apokalipsą zombie, lecz z całkowicie nowym początkiem. Nudne miasteczko w stanie Kolorado, zostało poddane działaniem dziwnego wirusa, który przemienia ludzie w krwiożercze zombie.

Prawie 25 lat różni oba filmy. To wystarczyło, by Steve Miner całkowicie zapomniał o tym, co było w oryginale. Wiele zmian, inne wątki, różni bohaterowie. Właśnie tak prezentuje się nowy „Dzień Żywych Trupów”, lecz co z tego wyszło? Coś średniego.

Od pierwszych sekund filmu, wiemy, że został nam przedstawiony zupełnie nowy świat. Nie ma ogólnoświatowej zarazy. Ludzie nie chowają się w bunkrach. Całe życie toczy się jak najbardziej normalnie. W końcu przychodzi dzień, w którym to wszystko się zmienia. Nikt nie wstaje z grobu, nikt nie umiera, po prostu każdy zapada w coś na podobieństwo letargu. Wybija godzina 0 i bum, wszyscy są zombie.

Dość ciekawe rozwiązanie, lecz brakuje tego czegoś. Przede wszystkim,  trupy potrafią biegać, skakać i wyczyniać to, czego człowiek nigdy nie powtórzy. Miner, postanowił też pominąć konflikt pomiędzy ludźmi, by skupić się głównie na zombiakach. To trochę burzy klimat, który był nieodłączny w filmie Romero. Przypomnijmy, że tam spór człowieka z człowiekiem, był rzeczą pierwszoplanową.

Kolejna sprawa to sceneria. Początkowo wszystko dzieje się w miasteczku. Dopiero po pewnym czasie, bohaterowie udają się do bunkra, w którym dowiadują się o powstaniu wirusa. Cała geneza wydaje się dość ciekawa i przemyślana, więc tutaj nie mam nic do zarzucenia.

Jako remake, film powinien mieć podobnych bohaterów, lecz jedyne co ich łączy, to imiona (na dodatek nie wszystkich). Sama gra aktorska nie jest zła, lecz np. Kapitan Rhodes z 1985 roku, był kluczową postacią, można nawet powiedzieć, że był czarnym charakterem. Tutaj natomiast spotykamy się z nim przez krótką chwilę, ponieważ szybko zostaje zabity przez zombie.

Tak więc co będzie złą, a co dobrą stroną? Do dobrych zaliczę genezę wirusa, oraz scenerię. Oba czynniki wypadły dobrze. Kwestia przedstawienia zombie, odwzorowanie bohaterów i fabuła, znajdą się pod znakiem minusa. Jasne, bezmyślne wolne zombiaki są nudne, ale by potrafiły biegać po suficie? To nie dla mnie. Dodatkowo jak sam tytuł mówi, jest to dzień, a cała akcja dzieje się w nocy (ale to już dla tych, którzy lubią się przyczepiać).

Podsumowując, film wypada bardzo średnio, już nawet nie jako remake (bo to wypada słabo), lecz jako film o zombie. Niczym nie zaskakuje, ani nie zachwyca, jednak nie można powiedzieć, że jest beznadziejny.

Moja Ocena: 5/10

Trailer:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *