Noc Żywych Żydów (2008)

Dodany do pieczywa wirus zamienił wszystkich żydów, którzy go skonsumowali w łaknących ludzkiego mięsa zombie. Odpowiedzialny za to zły nazistowski naukowiec chciał w ten sposób unicestwić czcicieli Jahwe, jednak coś poszło nie tak. Mieszkająca w żydowskim mieście Moishville rodzina próbuje przetrwać atak nienaturalnie „żywych” sąsiadów. Nie znając żadnego sposobu na ich unicestwienie, w porę przybywa John Liebowitz by uratować osoby, dla których wciąż jest nadzieja na przeżycie.

„Noc żywych żydów” to komediowa, krótkometrażowa produkcja w reżyserii Olivera Noblego, który w dość dziwny i niekonwencjonalny sposób ukłonił się klasycznym filmom o zombie. Wszystko wygląda niemal jak w „Nocy żywych trupów”, jednak to „niemal” robi dużą różnicę. Czy stworzenie produkcji o takim zabarwieniu było dobrym pomysłem? Jak najbardziej!

Znacie klasyki filmów o zombie i ich fabuły? Większość prezentuje się identycznie, a cała historia opiera się na próbie obrony ocalałych przed żywymi trupami. W przypadku „Nocy żywych żydów”, sprawa wygląda identycznie, jednak mocna komediowa stylizacja całego obrazu powoduje, że film odebrałem zupełnie inaczej.  Przede wszystkim się uśmiałem, a wszystkie zastosowane wariację, były mocno inspirowane klasykami gatunku nie tylko o zombie.

Na pierwszy rzut oka film wygląda jak marna, niskobudżetowa produkcja, ale taki właśnie miał być klimat! Minimalistyczna sceneria, słabe efekty, kiepska charakteryzacja, nieco drewniane aktorstwo, ale za to naprawdę sporo śmiechu. Przede wszystkim, film trwa zaledwie 20 minut, więc nie było czasu na rozwijanie wątków. Prosty przekaz i proste rozwiązania, ale za to jakie pomysłowe! Nigdy bym nie przypuszczał, że ktokolwiek wpadnie na taki pomysł, jednak niektórzy lubią tym zaskakiwać!

Pierwsze skrzypce gra tutaj John Liebowitz, w którego wcielił się Nate Earl. To właśnie on zna rozwiązanie pozbycia się nachodzących zewsząd żydowskich zombie i stanowi jedyną deskę ratunku dla ocalałej rodziny. Z racji swojego pół-żydowskiego pochodzenia, zna tajniki żydowskiej kultury, które pomogą wszystkim w pozbyciu się intruzów. Oczywiście nie zdradzę Wam co jest tajną bronią, bo nie chcę psuć zabawy 😉

Lubię takie luźne i niewymagające produkcje. Gdyby ktoś na serio spróbował stworzyć parodię utrzymując ten właśnie klimat, prawdopodobnie nic dobrego by z tego nie było. Nie mająca absolutnie żadnych osiągnięć w kinematografii obsada (zarówno twórców, jak i aktorów) i prawdopodobnie niewielki budżet sprawiły, że wyszło coś co nie odpycha, jak to w zwyczaju mają niektóre filmy znajdujące się w tym zakresie. Krótko, zwięźle i na temat!

Pomimo wielu niedoskonałości, które można wytknąć praktycznie w każdej części filmu, bardzo spodobała mi się gra kamery. Od razu przypominają mi się horrory z lat 60-80, w których takie ujęcia są na porządku dziennym. To samo tyczy się utrzymania czarno-białej wizji, a przecież film jest z roku 2008.

Nie miałbym serca przytaczać każdego szczegółu, do którego można mieć zastrzeżenia. Jest ich tak dużo, że musiałbym poświęcić na nie całą tę recenzję, a przecież nie o to chodzi. Na pewno znajdą się osoby, które uznają produkcję, za obraźliwą. Wierze jednak, że wystarczy nieco dystansu, a film stanie się krótką, aczkolwiek ciekawą rozrywką, która powinno rozbawić wielu widzów!

Podsumowując, „Noc żywych żydów” uznaję za film naprawdę warty uwagi, głównie za sprawą niedługiego czasu trwania, a także niecodziennych rozwiązań, które mam nadzieję rozbawią was tak samo, jak mnie.

Moja Ocena: 7/10

Trailer:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *