Powrót Żywych Trupów 3 (1993)

W wieku dojrzewania i nastoletniego buntu, Curt wraz ze swoją dziewczyną Julie, włamują się do laboratorium, by zobaczyć co dokładnie się tam dzieje i co robi pracujący tam ojciec Curta – pułkownik John Reynolds, który jak się okazuje, zajmuje się eksperymentem, polegającym na stworzeniu oddziału żołnierzy, wykorzystując do tego ciała zmarłych, oraz gaz Trioxin, który powoduje ich ożywienie. W wyniku późniejszej kłótni z ojcem i działaniu pod wpływem emocji, Curtis i Julie ulegają wypadkowi na motorze, w którym dziewczyna umiera. Nie mogąc pogodzić się z takim obrotem spraw, chłopak postanawia wskrzesić ją za pomocą gazu z laboratorium.

Film w reżyserii Briana Yuzna, to trzecia część znanej serii „Powrót Żywych Trupów”, która w przeciwieństwie do poprzednich dwóch, przede wszystkim skupia się na horrorze, odsuwając na bok elementy komediowe. Czy drobna zmiana gatunkowa posłużyła kolejnej części? Ciężko powiedzieć.

A więc wszystko kręci się wokół miłości  Curtisa i Julii, którzy przyrzekają sobie, że już zawsze będą ze sobą. Uczucie jest tak silne, że chłopak nie waha się sprostać największemu przeciwieństwu ich związku – śmierci dziewczyny. Kiedy ona umiera, Curtis za pomocą Trioxinu przywraca ją do ponownego życia i początkowo wszystko wydaje się iść dobrze, póki Julia nie zaczyna czuć głodu, który nasycić może jedynie ludzki mózg.

Pierwsze dwie części bardzo mi się podobały, a występujący w nich humor i absurd do dzisiaj mnie bawi. Trzecia odsłona serii już tego elementu nie posiadała, co początkowo odebrałem z lekką obawą, ale mimo wszystko nie poddałem się i odpaliłem film. W trakcie seansu wszystko było dobrze zrobione, ciekawe i całkiem przyjemne w odbiorze, a nawet czuć było ten sam klimat, ale jednak czegoś mi brakowało. Tym czymś jest właśnie wcześniej wspomniany absurd, który wyróżniał produkcję na tle innych, a tutaj było tak…inaczej. Sam motyw wskrzeszonej dziewczyny mógł być świetną podstawą do żartów, nie wspominając już o całej historii, ale jednak było tego za mało. Wielka szkoda.

Podobała mi się sceneria, jak również pozostawiony klimat dziwnych i zdeformowanych zombie z beczek Trioxinu i tych po prostu przemienionych, których charakteryzacja była tak samo popaprana (w dobrym tego słowa znaczeniu) jak w poprzednich częściach, tylko czemu nie było słynnego „Braaaaaaaaaaains”? W sumie tutejsze zombie (poza główną bohaterką) nic nie mówiły i były nieco bardziej agresywne, ale nadal wyglądały dobrze, a zwłaszcza Julia po małej metamorfozie, ale to już zobaczycie sami po odpaleniu filmu 😉

Niestety było też parę rzeczy, do których się przyczepię. Pomijam wspomniany wcześniej zbyt niski procent absurdalności, to mocno odczułem wielokrotny brak żadnego logicznego sensu. Wiem, że to film o zombie i logika nie jest mocną stroną takich produkcji (głównie ze względu na same zombie), ale niektóre sytuacje i zachowania bohaterów były po prostu średnie. Oczywiście również przytoczyć mogę tutaj nieco drętwą grę aktorską, ale np. fakt, że niezbyt rozgarnięty nastolatek bez problemu wtargnął na obiekt wojskowy i wykorzystał gaz do ożywienia swojej dziewczyny jest nieco dziwny. Jest też parę innych sytuacji, ale nie będę już wymieniał wszystkich, bo jednak trochę by tego było.

Podsumowując, film choć nieco inny od swoich poprzedników, nadal daje radę. Można spokojnie obejrzeć i nie być zażenowanym, zwłaszcza, jeżeli poprzednie części się podobały.

Moja Ocena: 6/10

Trailer:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *