TWD. Zejście (Jay Bonansinga)

Rządy Gubernatora dały się odczuć, przez każdego mieszkańca Woodbury. Despotyczny władca, który chciał dobra dla wszystkich, tak naprawdę zaspokajał jedynie swoje, chore zachcianki. Kiedy w końcu właśnie to go zgubiło, a Woodbury upadło, jego mieszkańcy postanowili stworzyć wszystko od nowa. Chcąc poczuć choć odrobinę normalności, Lilly nie z własnej woli, zostaje nowym przywódcą miasteczka i próbuje zaprowadzić nowy porządek. Nowe zasady, bez tyrani Gubernatora. Czy ufność, wobec nowoprzybyłych, nie doprowadzi do ponownego upadku? Co skrywają podziemne tunele niedaleko murów Woodbury? Co jest prawdziwym zagrożeniem, martwi, czy żywi? Jedno jest pewne, kolejna przygoda w świecie TWD, właśnie się rozpoczęła!

Rozpoczynająca nowy cykl, książka autorstwa Jay’a Bonansinga, to zupełnie nowy rozdział w uniwersum The Walking Dead. Nowa historia, która nie jest znana miłośnikom komiksu i serialu, pokazuje losy mieszkańców Woodbury, po upadku Gubernatora. Czy wprowadzenie kolejnego wątku, w tak olbrzymim świecie, było dobrym pomysłem? Raczej tak.

Każdy chyba wie jak skończył Gubernator, po próbie odbicia więzienia. Jego śmierć była ulgą dla wielu. Jedną z takich osób jest Lilly, która marzyła o śmierci Philipa Blake’a. Kiedy w końcu jego władza dobiegła końca, mieszkańcy Woodbury mogli odetchnąć i spróbować nowego, lepszego życia. Gdyby jednak wszystko miało pójść tak, jak każdy tego chce, byłoby zbyt nudno. Pozornie normalna egzystencja, w końcu się zmieni, a to wszystko z chęci pomocy drugiej osobie.

Jako fan całej serii TWD, bardzo ucieszyłem się na fakt wyjścia kolejnej książki w tym świecie. Bywa niestety tak, że ludzie tworząc kolejny rozdział, w znanym przez wszystkich uniwersum, w końcu się potkną i wyjdzie coś złego. W przypadku „Zejścia”, na szczęście tak nie było. Ciekawe rozwinięcie losów Woodbury i bohaterów, znanych z poprzednich książek TWD, ale nic ponad to.

Wszystko co miało miejsce w książce, jest odgrzewanym kotletem, z którym spotykamy się po raz X. Nic mnie nie zaskoczyło, a kolejne elementy historii, były łatwe do przewidzenia. Mimo przyjemnej i niewymagającej fabuły, nie odczułem większej emocji, kiedy jakiś bohater umierał, lub znowu coś poszło nie tak. Po tak świetnie wykreowanej postaci, jak Gubernator, ciężko było dać kogoś innego. Autor próbował i nie wyszło mu źle, ale miałem wrażenie, że wszystkie jest lekko na siłę.

Ciężko stwierdzić, czy dobrym pomysłem było pociągnięcie historii z nieco innej perspektywy. Z jednej strony fajnie wiedzieć, co się wydarzyło z mieszkańcami Woodbury. Z drugiej zaś strony czasami niewiedza jest lepsza i bardziej pobudzająca wyobraźnie, dlatego odpowiedź na pytanie, pozostawiam wam.

Podsumowując. Książka lekka i przyjemna. Nie powinna mocno rozczarować fana świata TWD, ale zdecydowanie czegoś zabrakło. Prawdopodobnie będą kolejne części i należy mieć nadzieje, że „Zejście” było niezłym wstępem, do czegoś świetnego 😉

Moja Ocena: 6/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 + seven =