Wywiad z Piotrem Pieńkowskim

Jest tu ktoś, kto nie lubi stawić czoła hordom zombie? No właśnie… Nie.
Jest na to wiele sposobów, ale mało kto zrobił to w postaci gry planszowej. Pora dowiedzieć się czegoś o “Ataku Zombie”, od samego autora – Piotra Pieńkowskiego.

Łukasz: Witaj Piotrze. Niedawno Twoja gra planszowa “Atak zombie” trafiła na sklepowe półki. Mógłbyś na początek coś o niej powiedzieć?

Piotr: No cóż, jest to moje pierwsze dzieło, które zostało wydane przez Fox Games, choć nie pierwsze w życiu. Gra porusza temat zombie-apokalipsy, czyli czegoś, co polubiłem wraz z serialem „The Walking Dead” i określenie „polubiłem” naprawdę nie oddaje, jakiego hopla odstałem na tym punkcie. Zawładnęły mną gry wideo, filmy, komiksy, książki o tej tematyce i to był – jest! – jakiś obłęd. Był taki czas, kiedy założyłem się z przyjacielem, że lada chwila zombie nadejdą. Że wybuchnie światowa pandemia i się zacznie. Serio. Na szczęście, los nam wszystkim tego oszczędził, a mnie podarował szansę. Bo skoro tak mnie chwyciło z tymi żywymi trupami, jak sobie w pewnym momencie pomyślałem, to może po prostu sam wymyślę jakąś grę o tej tematyce. A że interesuje się także planszówkami, kierunek był oczywisty.

Ł: Jaki jest główny cel „Ataku zombie”?

P: Gracze – może ich być maksymalnie czterech – muszą przetrwać dwa tygodnie. Oznacza to, że muszą dbać o swoje zapasy, uzupełniać je, podróżując do miasta lub chodząc na zwiad, żywić i leczyć, jeśli zachodzi taka potrzeba, swoich ludzi, odpierać ataki pozostałych rywali, no i odpierać ataki zombie. Piętnastego dnia, po wściekłym ataku hordy, przybywa wojsko i ratuje tego, który najlepiej sobie poradził – czyli ma najwięcej ludzi i zapasów. Jego grupa odlatuje w kierunku zachodzącego słońca, a reszta zostaje… hmm… wyeliminowana.

Ł: Wprawdzie nie jestem mocno zorientowany w dziedzinie gier planszowych, ale wydaje mi się, że nie mają takiej popularności, jak np. gry komputerowe. Dlaczego postanowiłeś uderzyć właśnie w ten rynek?

P: Owszem, gry komputerowe, czy raczej ogólnie: wideo, to dziś ogromny przemysł porównywalny z przemysłem filmowym (a niektórzy uważają, że nawet większy), ale rynek planszówek też jest całkiem spory. Tylko w tym roku w Polsce wydano ponoć 300 tytułów! Poza tym wydawców, a przede wszystkim fanów, nieustannie przybywa. Pewnie dlatego, że to ciekawa, aktywna forma wspólnego spędzenia czasu. Przy komputerze, nawet kiedy gramy po sieci, to jednak co innego. Poza tym, dawno temu, jeszcze w początkach „Świata Gier Komputerowych”, którym kierowałem jako redaktor naczelny, też tak było z grami wideo i po prostu chwilami mam wrażenie, że znów wróciłem do tamtych czasów. Sporo więc czuję sentymentu do tej branży, wierząc, że kiedyś osiągnie ona podobną rangę, a może i taką samą wielkość.

Ł: Wielokrotnie przechodziłem obok, a czasem nawet wchodziłem do sklepów, które specjalizowały się w grasz planszowych o tematyce fantasy. Z reguły opierały się one na smokach, elfach i innych, często bajkowych stworzeniach. Ty postanowiłeś w swojej umieścić zombie, dlaczego?

P: Jak powiedziałem wcześniej, zauroczył mnie serial „The Walking Dead”, a dokładniej mówiąc świat, który wykreował jego twórca – Robert Kirkman (także, a właściwie przede wszystkim, autor komiksu). Dla mnie to było coś zupełnie nowego. Nagle giną główni bohaterowie, nikt nie jest tylko dobry ani tylko zły, nikt nikomu nie ufa, a walka o przetrwanie toczy się dosłownie każdego dnia, każdej godziny. Takie podejście dawało wspaniałe możliwości. Zwłaszcza fabularne. Pozwalało na zawarcie dylematów i wyborów, które są niedostępne w innych warunkach. I to właśnie mnie urzekło. Jak pamiętam, zupełnie tak samo było kiedyś z grą komputerową pt. „Gothic”. Tam też twórcy zawarli sporo sceptycyzmu i krytycyzmu wobec otaczającego świata. I nie żebym był pesymistą, ale jednak doświadczenie uczy mnie, że ludzie są z natury o wiele bardziej podli, niż by się nam wydawało, a cywilizacja to niezwykle krucha i nietrwała konstrukcja. I takie myślenie do mnie dziś przemawia.

Ł: Domyślam się, że stworzenie gry planszowej od podstaw, pochłonęło sporo czasu. Czy mógłbyś powiedzieć, ile Tobie zajęło stworzenie “Ataku Zombie”?

P: Akurat samo wymyślenie podstaw nie zajęło mi specjalnie dużo czasu, bo miałem po prostu coś w rodzaju olśnienia. I nie chodzi o to, że jestem taki genialny, tylko o to, że głowę miałem tak napakowaną wieloma pomysłami i ideami ze świata zombie-apokalipsy, iż mechanika po prostu pojawiła się nieomal samoistnie. Inna sprawa, że znalezienie wydawcy, dopracowanie szczegółów oraz stworzenie strony graficznej zajęło już cały rok, ale przecież kiedy się robi coś z pasją, czas nie ma znaczenia.

Ł: Co stanowiło dla Ciebie największy problem podczas tworzenia?

P: Hmm… Nie wiem, czy można w ogóle tak postawić sprawę. Bo problemy były, owszem, ale na tym właśnie polega akt tworzenia, że przeciwności się pojawiają, a naszym zadaniem jest je pokonać. W dodatku często taka sytuacja pozwala coś udoskonalić, sprawić że będzie lepsze, niż było przed wystąpieniem problemu… Ale dobrze, gdybym miał podać coś konkretnego, to chyba najgorszy był ograniczony czas. Bo kiedy już przyszło co do czego, goniliśmy wszyscy w piętkę i było to bardzo stresujące. Ale całokształt prac był naprawdę przyjemny. To tak, jak z grą – wszystko tu jest stresujące, ale i przyjemne. Mam nadzieję.

Ł: Z pewnością i ja się skuszę na swój własny „Atak zombie”. Dziękuję Ci za poświęcony czas i życzę, byś osiągnął wielki sukces wśród miłośników planszówek!

P: Byłoby miło, choć dla mnie liczy się już fakt, że ktoś gdzieś tam będzie miał frajdę, że poczuje ten mroczny klimat, że powie: „przeżyłem apokalipsę, to było takie realne”. A po n-tej rozgrywce, że wciąż mu się będzie chciało grać dalej i wymyślać kolejne taktyki. To jest cel najważniejszy.

 

Chcesz być na bieżąco z grą?

Lajkuj: https://www.facebook.com/AtakZombie
Kupuj: http://www.empik.com/atak-zombie-gra-planszowa-grupa-wydawnicza-foksal,p1101946510,zabawki-p

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *