Dead Island. Riptide

Ucieczka z Banoi wydawała się czymś niemożliwym. Kiedy w końcu się udało, wszyscy byli szczęśliwi, że koszmar dobiegł końca. Ale czy na pewno? Nieoczekiwany problem helikoptera zmusił bohaterów do lądowania na wojskowym statku. To była tylko kwestia czasu, aby wirus znowu uderzył, a bohaterowie ponownie znaleźli się na wyspie. Tym razem jednak nie chodzi o Banoi, a o położoną niedaleko wyspę Palanai, na której pojawili się już martwi.

Kontynuacja gry „Dead Island”, której produkcją ponownie zajęło się polskie studio Techland. Ponownie pojawiamy się na tropikalnej wyspie, by stawić czoła hordom żywych trupów. Czy stworzenie kontynuacji, w tym samym tropikalnym klimacie, było dobrym pomysłem? Oj tak!

W kwestii fabularnej, „Riptide”, jest troszkę bardziej rozbudowane. Główny nacisk padł na samą genezę wirusa i bohaterów, którzy z niewiadomych przyczyn są na niego odporni. Mimo wszystko dalej chodzi o wydostanie się z wyspy, ale jest sporo ciekawostek i odniesień do pierwszej części, które na pewno spodobają się graczom.

Graficznie, gra przedstawia się nieco lepiej, od poprzednika. Fajnym urozmaiceniem jest zmienna pogoda, dzięki której będziemy mieć okazję walczyć w pełnym słońcu lub rzęsistym deszczu. Widoki dalej robią olbrzymie wrażenie, a jako iż jest to inna wyspa, po raz kolejny możemy zachwycać się nowym i niezbadanym terenem.

Największej ewolucji twórcy dokonali z samą rozgrywką. Po pierwsze, poza czwórką bohaterów z poprzedniej części, mamy nową postać – Johna Morgana – i tak jak wszyscy, ma swoje własne, unikalne cechy. Kolejna kwestia, to przedmioty. Cały arsenał powiększył się o bronie każdej maści. Samych modyfikacji też przybyło, co sprawi nam dodatkową frajdę w ubijaniu trupów.

W przypadku misji, po raz kolejny mamy do wyboru zajmowanie się głównym wątkiem, oraz misjami pobocznymi. By nie kopiować schematów z poprzedniej części, wprowadzony został nowy tryb zadań, który polega na obronie danego miejsca przed najazdem trupów. Poza samą walką, możemy zająć się uzbrajaniem lokacji w siatki pod napięciem, czy karabiny stacjonarne.

Pomimo tylu ciekawych i fajnych urozmaiceń, grało mi się trochę gorzej, niż w „Dead Island”. Odniosłem wrażenie, że wszystkie te innowacje wpłynęły na klimat gry. Było tak dużo nowych przedmiotów, że co krok można było znaleźć karabin, czy jakiś nóż, a przecież w świecie apokalipsy zombie, jest trudniej o cokolwiek?

Dodatkowo, samych zadań pobocznych jest mniej (albo po prostu nie było mi dane ich odkryć), a często ograniczały się do uratowania kogoś z rąk zombie. Ponadto, tak jak w poprzedniej części można było narzekać na częste respownowanie się wrogów, tak tutaj jest to bardzo mocno zauważane. Często właśnie to było powodem mojej ogromnej frustracji, a w misjach, w której trzeba było obronić dane miejsce, moja irytacja osiągała  maksymalny poziom.

Podsumowując. Gra jest bardzo dobrą kontynuacją z ciekawą fabułą. Sama rozgrywka została mocno urozmaicona, co niestety wpływa na klimat gry. Mimo wszystko osoby, którym przypadła do gustu wyspa Banoi z poprzedniej części, nie powinni być rozczarowani 😉

Moja Ocena: 8/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nineteen − 3 =