Konkurs walentynkowy

Walentynki to dzień, w którym zakochani stają się jeszcze bardziej zakochani, wszystko pokryte jest sercami, kwiaty i innymi słodkościami, a nad każdym lata dzieciak w samej pieluszce i łukiem. Dzięki iminfected.pl ten dzień może być jeszcze lepszy! Wygrajcie pakiet walentynkowy i cieszcie się miłością jeszcze bardziej!

Choć motyw zombie nie jest kojarzony z amorami, to jednak żywe trupy potrafią być naprawdę romantyczne! Dowodzi o tym między innymi książka „Płonący Świat” autorstwa Isaaca Mariona, a teraz będziecie mieć okazję wygrania jej wraz z pakietem filmów od dystrybutora MayFly!

 

Do wygrania dwa pakiety walentynkowe, w których skład wchodzą:

– Książka „Płonący Świat.
– Film „Zombie Express.
– Film „Lament”.

Zasady:

Napisz jak zaplanowałbyś/zaplanowałabyś randkę w świecie opanowanym przez zombie!

I tyle 😉

 

Regulamin:
1. Koszt przesyłki na terenie kraju pokrywam ja. W przypadku przesyłki zagranicznej, koszt przesyłki pokrywa zwycięzca.
2. Konkurs trwa od dzisiaj (12.02.2018) do niedzieli (18.02.2018).
3. Autor najciekawszej i najbardziej kreatywnej odpowiedzi zostanie wybrany jako zwycięzca.
4. Zwycięzca zostaje ogłoszony nie później, niż tydzień od zakończenia konkursu.
5. Zastrzegam sobie prawo, do wydłużenia lub skrócenia czasu trwania konkursu.
6. Osoba biorąca udział w konkursie, może zamieścić tylko jeden komentarz konkursowy, podpisując się imieniem i nazwiskiem, lub nickiem, podając prawidłowy adres e-mail, dzięki którym będę mógł zidentyfikować zwycięzce.
7. Treść zamieszczonych komentarzy ma zawierać jedynie odpowiedź na pytanie, wszelkie inne mogą zostać usunięte.

 

Powodzenia!

 

 

7 komentarzy on "Konkurs walentynkowy"

  • Zaplanowałabym randkę gdzieś na jakimś wzgórzu, wzniesieniu, gdzie jest ładny widok, ale w miare bezpiecznie, niedaleko osady, lecz klimatycznie i nostalgicznie. Rozłożony kocyk, owoce i warzywa wyhodowane zapewne w własnym ogródku, a obok koszyka z jedzeniem broń w zasięgu ręki, i wino domowej roboty, i czuć się tak bezpiecznie że chce się zostać,w blasku księżyca i gwiazd, a pozniej (18+)…. i obudziłyby nas zapewne albo promienie słońca albo charczenie zbliżających się zombie i drastyczny powrót do rzeczywistości.
    PS. Nie wiedziałam że ze mnie taki romantyk 🙂 Pozdrawiam

  • Kiedy goni zombie cię
    pomyśl w jak chorym żyjesz świecie.
    Gdy miłość motylki w ruch wprawia
    randka to nie lada wyprawa.
    Jak tu dobrze zaplanować
    gdzie się bezkarnie całować?
    W ponurym umarlaków świecie
    trzeba się dobrze kitrać, sami wiecie
    Najlepsza wyprawa nad morze
    zombiemu się tu nie podłożę.
    Na nic zmarłych żywczyków podchody
    wobec słonej wody.
    Zombie tu, zombie tam-
    zabieram Walentego na słodkie sam na sam.
    Na rybackim kutrze
    posiedzieć można na futrze,
    wielki ryby odór
    to dla nieumarłych pomór.
    Tak więc raz dwa szykuj się-
    do Władka dziś zabieram Cię

  • Zaplanowałabym wszystko w moim podziemnym bunkrze, który sama wykopałam i przygotowałam, tak na wypadek jakiejś apokalipsy (przezorny zawsze ubezpieczony).
    Dla klimatu porozpalałamym świeczki (ale z umiarem, bo to w końcu podziemny bunkier).
    Podałabym dobrą kolację wykonaną z uzbieranych zapasów (jestem mistrzem kuchni resztkowej), a na dobre zakończenie dnia połączylibyśmy przyjemne z pożytecznym, bo przecież przetrzebiona ludzkość musi jakoś przertwać. 😉

    Taki mam plan na zombie Walentynki. 🙂

  • Randkę zaplanowałabym w bezpiecznym (mniej lub bardziej pozornie) schronie, który oświetliłabym świeczkami. Na środku przygotowałbym posłanie i romantyczną kolację. Oczywiście, mielibyśmy przygotowaną broń na wszelki wypadek, lecz staralibyśmy się, by ta noc była dla nas całkowitym oderwaniem się od rzeczywistości, chwilowym zapomnieniem o panującej apokalipsie. Wspomialibyśmy razem świat bez zombie, „gdybalibyśmy” jak by wyglądało nasze życie, gdyby umarlaki nie opanowałyby świata. Spędzilibyśmy razem upojną noc i zasnęlibyśmy w swoich ramionach, by o poranku przygotować ekwipunek i broń i wyruszyć w dalszą drogę, starając się przetrwać.

  • 14 luty, roku 20XX
    Trwający ułamek sekundy wystrzał przeszył powietrze rozrywając bębenki w uszach. Wiązka śrutu opuściła lufę i z niszczącym impetem rozsadziła głowę najbliższego Zainfekowanego, po czym pomknęła dalej grząznąc w rozpadającym się ciele kolejnego. Płynny ruch ręki usunął pustą łuskę, a jej miejsce zajęła kolejna, tak jak poprzednia wypełniona śmiercionośnymi kuleczkami. Łuski spadały na ziemię a asfalt coraz bardziej znaczony był krwią z rozrywanych ciał, czarną, zastygłą w nieżyjącym już od dawna organizmie który nie mogąc się z tym pogodzić ze wszystkich sił starał się nasycić nigdy nieprzemijający głód świeżej, żywej posoki. Od kogoś takiego jak Albert. „Dosyć”- pomyślał. Opuścił wysłużoną broń i ostrożnie, próbując nie dotknąć żadnej części jego ofiar podszedł do bramy. Metalowej, zardzewiałej. „Zupełnie jak dzisiejszy świat. Jak zarażeni. Mimo że wciąż jest to metal, którym był dawniej, to jednak choroba, rdza wdarła się w niego, zmieniła jego skład, osobowość, niszcząc go i szpecąc” Przeszedł przez nią, nie była zamknięta. Tupot jego butów odbijał się delikatnym echem pośród marmuru i tylko delikatny wiatr, utrzymujący śnieg w majestatycznym tańcu dorównywał mu patosem. Szedł pewnie, nie oglądając się zupełnie na boki. Był tu już wcześniej. Oczy Alberta szybko odnalazły między wyrzeźbionymi z marmuru krucyfiksów ten jeden, inny niż wszystkie. Niepozorny, drewniany, wbity w ziemię i wzmocniony kamieniami. Na nim tabliczka z napisem Oliwia. ” Cześć skarbie, tęskniłaś?” Kopczyk odpowiedział milczeniem, na co Albert uklęknął na śniegu i zdjął plecak. ” Mam dla Ciebie coś” Nie przerywając mówić, zaczął grzebać w kieszeniach torby, aż jego zgrabiałe z zimna palce natrafiły na charakterystyczny kształt. „Dzisiaj mija dokładnie rok, od kiedy powiedziałaś mi…Tak. Pamietasz? Nie widziałem Cię nigdy wcześniej bardziej szczęśliwej…ani też później” Oczy Alberta powoli stawały się szkliste. „Dokładnie dzisiaj, Twój ojciec prowadziłby Cię przed ołtarz.” Z małego, kwadratowego pudełeczka wyjął ostrożnie dwa lśniące krążki. ” To dla Ciebie.” A po chwili dodał „Ja, Albert, biorę Ciebie, Oliwio za żonę” Założył obrączkę na wbity w krzyż gwóźdź, a drugą na własny palce. Z oczu płynęły mu łzy. ” I ślubuję Ci wierność i uczciwość małżeńską, póki śmierć nas nie rozłączy” Jego ręka powędrowała w stronę strzelby.
    ***
    Przekrwione oczy zarażonego obracały się w każdym możliwym kierunku, szukając ofiary. Wyczulone nozdrza filtrowały powietrze by spośród tysięcy zapachów wybrać ten, który najbardziej by go nasycił. Nagle bezpośrednio przed potworem przemknął pies. Mimo ze wychudzony, stanowił smakowity kąsek, jednak tak szybko jak się pojawił, zniknął. Zniesmaczony utratą posiłku zarażony charknął, jednak chwilę później do jego przegniłych uszu dotarł odgłos wystrzału. Nie szkodzi że pies uciekł. Wygląda na to, że dzisiaj nasyci się zupełnie innym mięsem.

  • Skoro jest już po Walentynkach i moja dziewczyna będzie zła, że nic nie wykombinowałem (w końcu zombiaki same się nie zabiją?) muszę wykombinować jakiś drobny, ale kosztowny prezent, aby nie była zła. Idę do skrzynki gdzie trzymam rzeczy na taką okazję. Najnowszy Iphone, znaleziony w kącie sklepu elektronicznego, za którym większość osób się uganiała? Nie, bo i tak nie ma zasięgu. To może zestaw kart bejsbolistów, które znalazłem w opuszczonym domku schowane za szafką (jakby ktoś myślał, że wróci). Nie interesowała się sportem, więc nie spodoba jej się to. Patrząc na zegarek denerwując się, mój wzrok padł na kuszę, którą znalazłem wczoraj na strzelnicy (miał ją założoną zombiak który leżał w magazynie, biedak myślał, że uda mu się uciec) i nie zdążyłem pokazać jej. W sumie to miałem ją sobie zostawić, ale czego się nie robi z miłości? Nie myślałem za wiele i zacząłem przygotowywać randkę z okazji Walentynek. Gdzie by tu najlepiej pójść? Na dach bloku, mamy wtedy pewność, że zombiaki nagle nie pojawią się i będzie trzeba uciekać i będziemy w samotności podziwiać świat. Wieczorem powiedziałem, że mam niespodziankę dla niej i musi zawiązać oczy aby nie podglądać. Nie pomyślałem, tylko o tym, że wchodzi po drabinie i dobrze jakby coś widziała. Na szczęście nic sobie nie zrobiła (dlatego, że czuwałem) i jak już zobaczyła co przygotowałem to aż się popłakała. Przyniosłem tam stół i parę krzeseł (co było bardzo trudne, bo musiałem po drabinie wchodzić, a stół musiałem rozkręcić, bo się nie mieścił), ciasto (znalezione za ladą w sklepie), wino (ten sklep był dobrze zagospodarowany) i lody (aż szok, że zamrażarka jeszcze chodziła co nie?). Jako główne danie zrobiłem sałatkę (kto by pomyślał, że ogródek będzie tak trafionym pomysłem) z kawałkami mięsa (a mówią, że gołębie nie są pożyteczne ptaki) opalonymi nad ogniskiem. Siedzimy sobie i rozmawiamy podziwiając widok pod nami (w tle zachodzącego Słońca zombiaki wyglądają magicznie). Uczę też używania kuszy i strzelania w puszki i kawałki drewna, które wcześniej przygotowałem. Pod koniec uczty zmęczeni (dużą dawką wrażeń, ale i alkoholem) kładziemy się na materacach i idziemy spać pod gołym niebem.

  • Witaj, kochanie. Pewnie myślałaś, że jak zwykle zapomniałem jaki dziś dzień? Wiem, nigdy nie obchodziliśmy Walentynek, mieliśmy własne rocznice, ale cóż… w obecnej sytuacji należy wykorzystać każdą sytuację do świętowania. Poznajesz to miejsce? To ta restauracja, w której ci się oświadczyłem. Wygląda nieco inaczej niż wtedy… no, dobrze, powiedzmy sobie szczerze, to ruina. Ale widok z tarasu na jezioro wciąż ten sam. Wygospodarowałem dla nas ten jeden nieuszkodzony stolik i dwa krzesła, co prawda nie od kompletu, ale to nic. Spokojnie, nikt nam nie przeszkodzi. Byłem tu wczoraj i wytłukłem wszystkie zombiaki naokoło, a wejścia zabezpieczyłem. Zapalimy teraz świeczkę – tak, wiem, że jest jasno, ale dziś mam ochotę cię rozpieszczać. Voila! Oto menu na dziś: nasza ostatnia ostatnia puszka mielonki turystycznej, suchary, dwie butelki wina i coś, co znalazłem wczoraj w tutejszej kuchni – najprawdziwsze oliwki. Tak, wiem, że to całe nasze jedzenie, ale jak mówiłem, dziś jest szczególny dzień. Dziś wreszcie rozpoczniemy nowe życie. Kiedy już wypiję wino, odepnę pasy z twojego krzesła i pozwolę ci się ugryźć. Niestety nie mam odwagi zrobić tego na trzeźwo. Przemyślałem to sobie. Właściwie nie myślałem o niczym innym od kiedy się przemieniłaś. Nie chcę żyć bez ciebie, a nie potrafię cię uwolnić. Jedynym wyjściem będzie do ciebie dołączyć. Dzięki temu będziemy już razem na zawsze. Kto wie, może nieumarli też mają jakieś swoje szczęście? Gdzieś po cichu bardzo na to liczę. Gotowa? Zaczynamy. Mówiłem ci, dziś jest szczególny dzień…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *