Wywiad z Łukaszem Radeckim i Robertem Cichowlasem

Wiele historii powstało osadzonych w świecie zombie apokalipsy. Nawet parę razy zawitały one do Polski. Czy jednak mieliście okazję poznać historię osadzoną w naszych rodzimych, słowiańskich korzeniach?
By nieco przybliżyć wam jedno z takich przypadków, postanowiłem porozmawiać z Łukaszem Radeckim i Robertem Cichowlasem o ich najnowszej książce “Zombie.pl”

Zombie.pl - banner
Ł: Witam Robercie i Łukaszu. Ostatnio na sklepowych półkach pojawiła się wasza najnowsza książka „Zombie.pl”. Czy na wstępie moglibyście nieco przybliżyć przyszłym czytelnikom, o czym ona jest?

Robert: To powieść o żywych trupach! ? Akcja dzieje się w Polsce. To horror, ale z elementami zarówno historycznymi, jak i obyczajowymi. Duży nacisk położyliśmy na postaci i miejsca, do których trafiają bohaterowie.

Ł: Nie jest to wasza pierwsza książka, ale pierwsza, która opowiada o żywych trupach. Dlaczego zdecydowaliście się poruszyć taki temat?

Łukasz: Zawsze uwielbiałem tematykę zombie, od czasów gdy po raz pierwszy obejrzałem „Noc żywych trupów” George’a Romero. Przez lata łykałem jak młody pelikan wszystko, co wiązało się z tym tematem: filmy, książki, komiksy, gry. Do dziś zresztą ta słabość mi została i uważam, że każdy film z zombie jest lepszy, niż ten bez (śmiech). Z czasem przetworzyłem to na konspekt powieści, który odleżał lata zanim zadzwonił do mnie Robert i powiedział – „słuchaj, jest propozycja, żebyśmy napisali książkę o zombie. Wchodzisz w to?” Godzinę później wysłałem mu ten konspekt, który po kilku przeróbkach okazał się na tyle dobry i interesujący, że wiadomo było, iż stworzymy cykl. A przynajmniej jego pierwszą odsłonę. Krótko mówiąc, o ile dla Roberta było to swoiste wyzwanie, dla mnie „Zombie.pl” jest spełnieniem dawnych marzeń, naturalną koleją rzeczy.

Ł: Czy w obecnych czasach, kiedy mamy lekki przesyt zombie w popkulturze, nie baliście się, że książka zostaniecie z góry źle potraktowana?

Ł: My jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że większość czytelników z góry traktuje źle naszą twórczość, a po wnikliwej analizie dołącza do nich następny tabun odbiorców (śmiech). Więc presji nie było. Chcieliśmy zrobić swoje, po swojemu, nie oglądając się na innych. Mimo wszystko jednak pilnowałem cały czas klasycznego wizerunku zombie, tego, który mnie najbardziej intryguje, siłą rzeczy znalazło się tu też sporo nawiązań i puszczania oka do czytelnika. Jak choćby w scenie w kościele, gdzie w trakcie głupkowatej rozmowy bohaterowie zastanawiają się, co mogło być przyczyną plagi zombie i wymieniają niemal wszystkie znane z filmów i książek możliwości, plus parę dodanych od nas równie nonsensownych teorii. „Zombie.pl” od początku miała być poważniejszą, lepszą gatunkowo powieścią niż inne nasze utwory, ale nie mogliśmy zrezygnować z dobrej zabawy. Tak jak nie wypieramy się tego co napisaliśmy wcześniej, tak i tutaj zrealizowaliśmy niemal dokładnie to co zamierzaliśmy. O ile „Pradawne zło” było swego rodzaju hołdem dla tandetnych horrorów klasy B, a „Miasteczko” wkroczyło w rejony horroru ekstremalnego, tak „Zombie.pl” to klasyczna historia o żywych trupach. Jest tu parę oryginalnych rozwiązań, więcej pojawi się w kolejnych tomach, ale to po prostu my – stale hołdujący temu, na czym się wychowaliśmy jako odbiorcy.

Ł: „Zombie.pl” to wasza trzecia, wspólnie napisana książka. Czemu postanowiliście ponownie połączyć siły, tworząc swoją własną apokalipsę zombie, a nie zrobić tego oddzielnie?

R: Jak już Łukasz wspominał, otrzymałem od Tomka Zyska propozycję napisania polskiej powieści o zombie. Jako że już od dłuższego czasu współpracowałem z Łukaszem, pomyślałem, że razem zrobimy coś naprawdę fajnego. Kiedy zaproponowałem mu napisanie tej książki, okazało się, że Łukasz od pewnego czasu chciał zrobić powieść o tej tematyce i miał nawet pewien materiał w postaci konspektu. Zabraliśmy się ostro do roboty. Mnie tematyka zombie w literaturze nie była wcale znana. A więc zderzyło się ze sobą – świeże spojrzenie na temat z doświadczeniem człowieka, który znał konstrukcję tego typu książek. Osobiście ani przez moment nie pomyślałem, by zrobić tę powieść solo. Po książkach PRADAWNE ZŁO i MIASTECZKO śmiało mogę rzec, że z Radeckim pisze mi się świetnie, mamy podobne zapatrywania odnośnie tego, jak dobry horror powinien wyglądać. Mamy też podobne wymagania. To działa. Chciałbym dalej pisać książki z Łukaszem. Niech no tylko czas się znajdzie!

Ł: Czy zdarzało wam się spierać podczas tworzenia historii Karola Szymkowiaka i jego przygód?

R: Nie było większych sporów. Nie pamiętam, aby i mniejsze jakieś były. Jeden drugiego potrafi słuchać, na szczęście.

Ł: Dokładnie. Naprawdę udaje nam się dogadywać bez najmniejszych kłótni, póki co. Jeśli są jakieś wątpliwości, wyjaśniamy je na bieżąco, bez dąsów i zapierania się przy swoim. Metoda zadziałała już trzeci raz, więc powtórzymy ją, miejmy nadzieję wielokrotnie, w przyszłości.

Ł: Skąd pomysł na poruszenie tematyki wyznaniowej Słowian i umieszczenie jej w książce?

Ł: Mam słabość do historii, szczególnie tej traktowanej bardzo pobieżnie, czyli dotyczącej naszych początków, ery przedchrześcijańskiej. Mamy przebogatą, niezwykle interesującą i wciąż słabo zbadaną mitologię, której nie powinniśmy się wstydzić. O ile jednak w „Miasteczku” dość pobieżnie potraktowaliśmy słowiańską demonologię, tak tutaj zależało nam na ukazaniu obrzędów, zwyczajów i filozofii Rodzimowierców. Stworzyło to również idealną okazję do konfrontacji, co widać w rozmowie głęboko wierzącej Sylwii z pogańskim Jarogniewem. Celowo nie opowiedzieliśmy się po żadnej ze stron. Religia jest indywidualnym aspektem każdego człowieka. W skrajnych sytuacjach, jak opisywane w książce, wielu ludzi wykorzystuje ją, by robić innym wodę z mózgu.  Poza tym stwierdziliśmy, że jeżeli piszemy o polskich zombi, z polskimi realiami, to warto tu wprowadzić i polski, słowiański folklor. Tego nikt wcześniej przed nami nie uczynił. Zwróć też uwagę, że frakcja katolików, choć pełna słabych ogniw, jest również prowadzona przez charyzmatycznego księdza, kapłana, jakiemu można ufać, na którym można się oprzeć i powierzyć mu swój los.

Ł: Książkę zakończyliście dość otwarcie, a sama historia pozostawiła po sobie wiele znaków zapytania. Czy zamierzacie kontynuować losy bohaterów, wyjaśniając wszelkie niedopowiedzenia? Jeżeli tak, to kiedy możemy spodziewać się kolejnego tomu?

R: Zamierzamy napisać kolejne tomy. Póki co jednak niewiele więcej możemy powiedzieć. Bardzo byśmy chcieli, aby kolejna książka z cyklu ZOMBIE.PL ukazała się pod koniec tego, ewentualnie w pierwszej połowie przyszłego roku.

Ł: Jak wspominaliśmy, konspekt powieści okazał się bardzo rozbudowany, w zasadzie nie jesteśmy jeszcze w 1/4 planowanych zdarzeń. Mamy już gotowych kilka następnych rozdziałów, ale póki co czekamy na odzew wydawnictwa i zielone światło od nich. Sami zaś nabieramy dystansu do historii i dłubiemy przy innych rzeczach.

Ł: Czy tworząc poszczególnych bohaterów, sugerowaliście się kimś, kogo znacie, lub braliście na wzór samych siebie, czy są to całkowicie fikcyjne postacie?

Ł: Powiem ci szczerze coś, czego jeszcze nie zdradziłem w żadnym z wywiadów jakich udzielaliśmy podczas promocji „Zombie.pl”. Nie sugerowaliśmy się nikim, tym bardziej nie braliśmy na wzór siebie, pozwoliliśmy postaciom rozwijać się samoistnie, przykładając dużą wagę do kreacji każdej z nich, nawet tych epizodycznych. Ale, i tu jest ten sekret, nie są to postacie całkowicie fikcyjne (śmiech). Wspomniałem o konspekcie napisanym przed laty. Wymyśliłem wówczas historię zatytułowaną „Pieśni śmierci”, która nawiązywała w różny sposób do twórczości zespołu Death prowadzonego przez Chucka Schuldinera. Historia ewoluowała, tytuł oddałem do napisanego kiedyś opowiadania, również o zombie zresztą, ale został pomysł na bohaterów, którzy nazywają się i wyglądają jak wszyscy muzycy, którzy przewinęli się przez ten legendarny w niektórych kręgach zespół. Tak więc Karol Szymkowiak początkowo nazywał się Szuldiner, Teddy to oczywiście Terry Butler, Krzysztof to Chris Reifert, itp. Podobieństwa kończą się tylko na przetworzonych imionach i w niektórych momentach na pewnych cechach charakterystycznych wyglądu i są absolutnie fikcyjne i stworzone przez nas. Jednak inspiracją, moją osobistą, był Death.

Ł: A jak wyglądałaby wasza reakcja urzeczywistnienia się zombie apokalipsy?

Ł: Nakryłbym się kocem i czekał, aż to wszystko przeminie (śmiech). Na pewno próbowałbym walczyć o przetrwanie, głównie swojej rodziny, ale nie sądzę, bym był w stanie zmienić się w takiego herosa, jak opisywani przez nas bohaterowie.

R: Patrząc czasami na otaczający mnie świat mam wrażenie, że ta apokalipsa już się zaczęła.

Ł: Czy chcielibyście coś dodać na koniec?

R: Zgubiłem gdzieś czapkę, może ktoś ją widział?

 

Chcesz być na bieżąco z książką?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *