„W Polsce nie robi się takiego kina”. Wywiad z Amadeuszem Kocanem

Polski rynek filmowy słynie z komedii romantycznych i dramatów, jednak bardzo stroni od filmów sci-fi czy fantasy.

By dowieść, że są twórcy poruszający ten rzadki gatunek w naszym kraju, postanowiłem porozmawiać z Amadeuszem Kocanem na temat jego filmu „Ostatni Samotnik”.

Łukasz Rzadkowski: Witaj Amadeuszu! Ostatnio powstał długo oczekiwany przez wielu film Ostatni Samotnik, którego jesteś twórcą. Czy na początku mógłbyś przybliżyć, o czym opowiada produkcja?

Amadeusz Kocan: Film opowiada o losach młodego chłopaka, który wyrusza do zony. Nie zna on tego świata, jest wycofany, niepewny i brakuje mu podstawowej wiedzy, by przetrwać w takim miejscu, ale nie ma wyboru. Przez cały film śledzimy jego losy, a bohater prowadzi nas przez strefę zamkniętą.

ŁRz: Sam pomysł na film pojawił się kilka lat temu i miał być produkcją krótkometrażową. Co sprawiło, że zmieniłeś początkowy zamysł dotyczący produkcji?

AK: Podczas samej akcji odezwało się mnóstwo osób, które, podobnie jak my pałały pasją do tej tematyki. Ludzi było tak wielu, że postanowiliśmy zrobić coś więcej. Wiedzieliśmy, że wiąże się to z o wiele większymi kosztami, z koniecznością zaangażowania większej obsady, ale czego się nie robi dla pasji.

ŁRz: Twój film osadzony jest w uniwersum stalkera. Dlaczego właśnie to uniwersum postanowiłeś wykorzystać w swojej produkcji?

AK: Trzeba zacząć od tego, że film nie jest osadzony w uniwersum stalkera. Jest on inspirowany książką „Piknik na skraju drogi”, jak i grami z serii stalker. Jest w nim wiele smaczków dla fanów tego świata, jednak nie wpływają one na historię filmu, dzięki czemu w późniejszym czasie będziemy mogli stworzyć własne uniwersum. Tutaj odnajdziemy wiele znajomych elementów specjalnie wplecionych dla tych, którzy tak jak i my, zakochali się w stalkerze. Odpowiadając na pytanie, film jest inspirowany uniwersum, przez młodzieńczą miłość do tego świata, połączoną z ulubioną przez nas tematyką science fiction. Trzeba również dodać, że takie produkcje są bardzo drogie i co za tym idzie, w Polsce nie robi się takiego kina. Więc czemu nie przecierać szlaków, dla rozwoju kina gatunkowego?

ŁRz: Film swoją premierę miał przeszło miesiąc temu. Jaki był i jest odbiór widzów oraz jakie plany macie wobec produkcji? Prosiłbym Ciebie także o rozwinięcie myśli dotyczącej stworzenia „własnego uniwersum”.

AK: Z tego, co widzę, odbiór jest pozytywny. Jednak zauważyłem, że widzowie nie do końca potrafią prawidłowo podejść do tej produkcji. Z jednej strony widzą film naprawdę dobrze zrealizowany, z efektami na poziomie, z fajną pirotechniką i kaskaderką. Przepiękną muzyką skomponowaną do każdej minuty filmu. Kogo nie zapytam, po obejrzeniu mówi, że widział przepiękne zdjęcia i chciałby zobaczyć ich więcej i aby historia była jeszcze bogatsza. Inna sprawa to okrojony scenariusz i prosta historia ukazana w filmie. Prawdą jest, że obsada nie jest profesjonalna, więc i gra aktorska czasem trochę kuleje, a tym samym byliśmy ograniczeni w ukazywaniu niektórych emocji bohaterów i ostro skracaliśmy niektóre sceny lub nadawaliśmy im ogromne tempo. Niekiedy zdarzało się, że na planie sami aktorzy pomagali przy układaniu i tworzeniu scenografii lub w innych zadaniach, co na pewno też ich wybijało z roli. Moim zdaniem gra aktorska jest w wielu momentach naprawdę dobra, Gari (Karol Kopiec) ma kilka naprawdę super ogranych scen. Abelard z Wojtkiem mają świetną scenę przy moście, czuć energię. Budżet filmu zamknął się w 180 tysiącach złotych wyłożonych z naszej prywatnej kieszeni. Trzeba też podkreślić, że niemal wszyscy którzy pracowali nad filmem, czy też w nim grali, nie pobrali żadnego wynagrodzenia i budżet nie uwzględnia wielu godzin tej pracy. Są to zwykłe koszty logistyczne, rekwizytowe itd. To nawet nie jest mikrobudżet, bo za mikrobudżety możemy nagrać co najwyżej komedyjkę. Co za tym idzie, z filmu zostało usunięte około 30 minut, bo już nie mieliśmy pieniędzy, aby je zrealizować. Ale to nic straconego, na pewno niektóre z pomysłów wykorzystamy w naszych innych produkcjach. Osobiście uważam, że film jest warty obejrzenia, ma wiele solidnych i fajnych momentów, ludzie chwalą go za zdjęcia, muzykę, za sceny akcji, jest na czym zawiesić oko. Co do naszego uniwersum, obecnie nad nim pracujemy: opisujemy i tworzymy historie do realizacji kolejnej części „Ostatniego Samotnika”. Równolegle pracujemy nad nowym scenariuszem. Trochę się pozmienia, bo już nie uświadczymy smaczków z poprzedniej części, ale myślę, że pojawi się coś o wiele ciekawszego, bo od nowa będziemy mogli zgłębiać kolejne tajemnice tego miejsca. Oczywiście mam na myśli Czarnobyl.

ŁRz: Mówisz o bolączkach, z którymi Ty oraz ekipa musieliście się zmagać podczas kręcenia filmu, a co z planu zapamiętałeś najbardziej pozytywnie?

AK: Oj, wiele rzeczy. Mam nadzieję, że reszta ekipy również. Zdarzało nam się nocować w opuszczonych budynkach, uciekaliśmy przed dzikami, uczestniczyliśmy w niesamowitych LARP’ach. Sam wyjazd do Czarnobyla był niesamowitą przygodą, ale najbardziej w pamięć zapadł mi dzień, w którym nagrywaliśmy tak zwaną „scenę 0”. Wtedy na planie było kilkadziesiąt osób, aktorzy otrzymali zadanie, aby się ucharakteryzować (a dokładniej: troszkę wybrudzić). Gdy przyszło do kontroli stopnia ich wybrudzenia, (że tak to nazwę) powychodzili cali czarni, przypominając górników, a nie najemników. Dość zabawna sytuacja. Cały ten dzień obfitował w takie smaczki. Same zdjęcia były bardzo udane, a scenę nagrywaliśmy równe 24h. Prawdopodobnie w grudniu lub styczniu pojawi się DVD, gdzie będzie pełen dokument z realizacji „Ostatniego Samotnika”. Będzie można tam (i tylko tam) zobaczyć jak wyglądała praca przy filmie od zaplecza.

ŁRz: Troszkę uprzedziłeś moje kolejne pytanie, mianowicie jak wyglądają dalsze losy „Ostatniego Samotnika”? Wspomniałeś już o DVD, ale czy będzie ono dostępne na szerszą skalę? No i czy przewidujesz kolejne kinowe seanse lub udział filmu na festiwalach? Tutaj też chciałbym pogratulować, ponieważ udało Wam się wygrać jeden z nich. Nie mylę się, prawda?

AK: 9 grudnia pojawi się kolejna emisja kinowa seansu w Gdańsku, następnie możliwe, że film będzie można zobaczyć na ekranach któregoś Krakowskiego kina. Dopiero wtedy Cinema City określi się, czy wciągnie film do swojego repertuaru. Jest to uzależnione od wielu czynników, a przede wszystkim od oglądalności filmów podobnych do naszego. W skrócie: wszystko zależy od tego, czy uda się im na tym dobrze zarobić, czy jednak zostanie to w sferze niewielkich zysków. Możliwe, że film będzie również emitowany w kinach za granicą. Obecnie prowadzimy rozmowy z dużym dystrybutorem, nie mogę jeszcze zdradzić kto to. Film oczywiście pojawi się na DVD oraz na VOD, prawdopodobnie na platformie Amazon Prime. Tak, udało się wygrać już jeden festiwal, bardzo nas to cieszy. Tym bardziej, że był to też pierwszy festiwal, w którym „Ostatni Samotnik” brał udział, a kolejnych osiem jest przed nami. Mamy nadzieję, że uda się w każdym z nich coś wywalczyć.

ŁRz: „Ostatni Samotnik” to Twój debiut reżyserski. Jakie masz dalsze plany na tym stanowisku? Czy poza tworzeniem własnego uniwersum planujesz jakiś inny, odmienny tytuł?

AK: Jak najbardziej należy się rozwijać i próbować różnych rzeczy. Już w styczniu 2020 roku, czyli niebawem, wraz z Napromieniowanymi.pl jedziemy na coroczną akcję pomocową czarnobylskim samosiołom. Powstało już parę filmów realizowanych przez naszą wytwórnię XBestCinema właśnie z tych akcji. Jeden z materiałów to pełnometrażowy dokument. W tym roku również wcielę się w rolę reżysera i operatora na tej akcji.Będziemy starali się pokazać tragedię i historie mieszkających tam ludzi, aby zwrócić uwagę świata na tych, którzy zostali zostawieni samym sobie i okłamani. Dokument z tamtego roku pt.„Ostatni Ludzie Czarnobyla 2”można za darmo obejrzeć na YouTubie.

ŁRz: Jak myślisz, czy w polskiej kinematografii zmieni się coś i twórcy chętniej będą sięgać po gatunki inne niż komedie romantyczne, które królują w naszym kraju?

AK: Moim zdaniem nieprędko. Wiąże się to z ogromnym ryzykiem finansowym. A nasi twórcy nie bardzo chcą to ryzyko podejmować. Zresztą zagraniczne wytwórnie również, który już mamy sequel czy prequel znanych filmów? Naprawdę rzadko się widuje nowe spojrzenie na film. I jeżeli my, jako widzowie, dalej będziemy oglądać papkę, nic się nie zmieni w tym temacie. Tak naprawdę to zależy od nas, od tego, na co kupimy bilet do kina, czy będziemy nabijać oglądalność słabym serialom i filmom, czy jednak z większą starannością będziemy dobierać to, co chcemy oglądać i wspierać dobrymi ocenami oraz portfelami takie kino, jakie chcemy, aby się rozwijało i jakie chcemy oglądać.

ŁRz: Jako osoba mająca udany debiut na koncie, jakie rady dałbyś osobom, które jak Ty chciałyby postawić swój pierwszy krok w zawodzie reżysera?

AK: Trzeba pamiętać o jednym: należy słuchać wszystkich wokół, ale nie dać się stłamsić i zmienić swojej wizji wbrew sobie. Bardzo często na planie znajdzie się ktoś bardziej doświadczony i trzeba z tego korzystać, ale nie wolno porzucić swojej wizji. Rolą reżysera jest trzymanie tego wszystkiego w ryzach, zarazić innych swoją wizją, nie wolno oszczędzać czasu dla aktorów, dokładnie przedstawić swój punkt widzenia, a zarazem dać im na tyle swobody, aby mogli improwizować. Zawsze trzeba być przygotowanym, ale też otwartym na to, co dzieje się wokół i przede wszystkim praca, praca i jeszcze raz praca, a wszystko będzie dobrze.

ŁRz: Dziękuje Ci za poświęcony czas i trzymam kciuki za dalszy rozwój nie tylko tworzonego przez Ciebie uniwersum, ale także za całą Twoją przyszłą karierę!

AK: Również dzięki! 🙂

 

Chcesz być na bieżąco z filmem?

Lajkuj: https://www.facebook.com/ostatnisamotnik/

 

Sprawdź także:

Ziemia Złych Uroków (Jacek Kloss)

Do Zobaczenia w Piekle (Sławomir Nieściur)

Powrót (Michał Gołkowski)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *