Konkurs z niespodzianką #2

Pierwsza edycja konkursu, w której nagrodą jest książka niespodzianka wypadł niezwykle dobrze. Postanowiłem zrobić kolejną próbę i uszczęśliwić następną osobę książką, która mam nadzieje przypadnie do gustu! W końcu wygrany nie wie co dostanie 😉
Zapraszam do konkursu z niespodzianką #2!

Dla przypomnienia zasad: Poniżej znajduje się zadanie konkursowe. Osoba, która wygra, otrzyma ode mnie zestawienie wszystkich książek, które mam przeznaczone do rozdania. Taka osoba z listy wykreśla te tytuły, które już ma i odsyła listę do mnie. Ja spośród książek, które zostały, wybieram jedną i wysyłam nie informując zwycięzcy o tytule 🙂

A oto i wszystkie książki przeznaczone do konkursu:Konkurs.Niespodzianka.2

Skoro wszystko jest już jasne, rozpocznijmy zabawę!

 

Zadanie konkursowe:

Świat dotknęła zaraza zombie. Nikt nie wie co się stało i dlaczego, jednak żywe trupy istnieją i chodzą ulicami miast zabijając każdego, kto stanie na ich drodze. W tym miejscu znajdujesz się Ty i jeden z zombie właśnie stoi naprzeciwko Ciebie.

Opisz w najbardziej kreatywny sposób metodę, którą unicestwisz żywego trupa!

 

Regulamin:

1. Koszt przesyłki na terenie kraju pokrywam ja. W przypadku przesyłki zagranicznej, koszt przesyłki pokrywa zwycięzca.
2. Konkurs trwa od dzisiaj (05.09.2017) do przyszłego wtorku (12.09.2017).
3. Autor najciekawszego i najbardziej kreatywnego opisu zostanie wybrany jako zwycięzca.
4. Zwycięzca zostaje ogłoszony nie później, niż tydzień od zakończenia konkursu.
5. Zastrzegam sobie prawo, do wydłużenia lub skrócenia czasu trwania konkursu.
6. Osoba biorąca udział w konkursie, może zamieścić tylko jeden komentarz, podpisując się imieniem i nazwiskiem, lub nickiem, podając prawidłowy adres e-mail, dzięki którym będę mógł zidentyfikować zwycięzce.
7. Treść zamieszczonych komentarzy ma zawierać jedynie opis, wszelkie inne mogą zostać usunięte.

Nie jest to wymóg, jednak prosiłbym o odpowiedzi, które nie przypominają epopei narodowej (tzn. bez przesady z ilością znaków).

 

Powodzenia!

7 komentarzy on "Konkurs z niespodzianką #2"

  • Z racji tego że wiecznie jestem w aucie nauki jazdy, to napotkane zombie w pierwszej fazie delikatnie przyhaczył lustereczkiem, tak tylko by skubany stracił równowagę, potem szybka akcja, kamizelka, trójkąt ostrzegawczy, lewarek i klucz do kół. Lewarujemy punciaka do góry, zombiaka szybko zanim wstanie jeszcze z dwa razy kopem pod kolana w ząbki trójkątem by powypadały. I teraz wisienka na torcie. Podsuwamy truposzka pod podniesione koło szybka akcja z sprzęgło, gaz spada z lewarka i jebutna ggłówkę dla delikwenta, mały zryw i mózg na tylnej szybie. Jazda zaliczona dawać następnego !!!

  • – Mnie, mnie chcesz zjeść sztywniaku?! – wykrzykuję nie tyle, by dotrzeć z przekazem do zombiaka, ale by dodać sobie animuszu i odwagi…

    To powolne coś, odziane w brązowy garnitur z przypinką do piersi w postaci plastikowej zawieszki z napisem „KCPZPR 63”, człapie niezdarnie w moją stronę…

    – No nie, nie dość że zombiak, to jeszcze partyjniak – drę się na cale gardło, wiedząc już że osiągnęłam niezbędny poziom adrenaliny, by przejść do czynu.

    Robię 3 kroki w tył „ala karny Lewandowskiego”, rozpędzam się do co najmniej 20 km/h, po czym biorę zamach i kopię delikwenta na wysokości jego kolan, moją stopą odzianą w aksamitne lakierki z mega dużym obcasem.

    Ten upada, bo podgniłe nogi nie wytrzymują uderzenia. Wówczas doskakuję do niego, lewym obcasem przygwożdżam jego jedną rękę go do utwardzonej ziemi, po chwili czynię to samo z jego prawą kończyną.

    – Teraz jesteś już mój, chłoptasiu – szepcze do jego zimnych oczów…

    Podchodzę do pobliskich ruin domu, wybieram w miarę porządną deskę, następnie co ciekawsze i co większe kamienie, po czym rozpoczynam swoją partię krykieta! Moja gra, to i moje zasady – czyli celność i siła nade wszystko!

    Raz, dwa, trzy…, i oto za 5 razem trafiony – zatopiony! Głowa komunistycznego zombiaka znika w odłamkach mózgu, kości i innych tkanek…:)

    – Było nie zaczynać sztywniaku – mówię bardziej do siebie, po czym kieruję się do prozy życia…, czyli dalszej wędrówki z nadzieją, że w końcu trafią na tego Ricka, bądź Deryla…;)

  • Ok stoimy na przeciwko siebie, on łypie na mnie okiem z bielmem…tylko jednym, bo drugie,musiało mu wypaść gdzieś po drodze. A więc jest ślepy – to dobrze.
    Niestety ma wyczulony węch i doskonale orientuje się gdzie jest mózg (a przy tym i właściciel mózgu) – to źle.
    Wedle teorii jeśli mózg nie jest aktywny, wtedy zombie go nie rejestruje, ja niestety urodziłem się inteligenty i z biegiem lat dodatkowo stałem się oczytany, więc nie da rady wyłączyć mózgu by stać się niewidzialnym dla zombiaka – pusta tipsiara może miałaby szanse, ale lysiejacy geek jak ja niestety głównie posługuje się mózgiem więc zombie widzi mnie niczym księżyc w pełni na czystym niebie.
    Nic to będzie trzeba go czymś unicestwić, że akurat jesteśmy na starówce warszawskiej to wyrywam kamień z bruku i rzucam w potepienca.
    Trafiłem!!!! Kamień gładko wszedł w gnijacy brzuch i utkwil między jelitami, zombiak się zatrzymał przekrecil głowę i wyjął kawał historycznego chodnika z flakow, obwachal i rzucił w moją stronę, nieco niemrawo, więc dostałem w mały palec u stopy, ten kto kiedykolwiek małym placem przywalił w szafkę wie jaki to kurewski ból.
    Toteż zakląłem: „kurwa jego jebana w dupe pierdolona do chuja mać!!!”
    Zombie na tę wiązankę zaczął jskby tańczyć – noga w przod, noga w tył, noga w lewo potem prawo.
    „Co do chuja?” Wyrwalo mi się z zaskoczenia a wtedy noga zombie poszła w prawo….
    Tak jakby poza wolą zombie.
    Zaraz, zaraz jsk wspomniałem jestem raczej od myślenia niż łopaty tak życiowo, więc włączyła mi się mimowolna analiza…pyk…pyk…pyk jak piłeczka w „Pomyslowym Dobromirze” myśl mi powoli się klarowala.
    Muszę coś sprawdzić…
    Przez to myślenie zombie zdążył do mnie podejść na mniej niż 20 metrów.
    Z przestrachu zakrzyknalem „jebac, jebac, jebac!”
    Zombie zrobił trzy kroki w tył.
    To było to
    Mam sterowanie zombie!:
    Kurwa = krok do przodu
    Jebac = krok do tyłu
    Pierdolona = krok w lewo
    Chuj = krok w prawo.

    To teraz tylko chujami na wstecznym doprowadzić zombiaka na most a potem kurwami skierować go na jego krawędź.
    Tak też zrobiłem
    Po 40 minutach i niezliczonej ilości wykrzyknietych „jebac”
    Zombie był na barierce mostu za trasa WZ, teraz tylko głośne „KURWA!!!” i zombiak leci w czeluści Wisły. Dla lepszego efektu gdy spadał krzyczałem „chuj, chuj, chuj….” i zombie nawet zabawnie się kręcił spadając.
    Tak pogromca zombie się stałem, w kolejnych dniach, tygodniach i miesiącach dzięki staraniom, ciężkiej pracy i potężnych glosnikach mogłem robić występy na narodowym.
    Występy tańca synchronicznego zombie…Może bym i nawet sprzedawał bilety ale byłem jednym znanym mi człowiekiem jeszzcze zyjacym na tym ziemskim padole

  • Mike był chory, nie chodzi mi tu oczywiście chorobę typu grypa, czy zarażenie wirusem zmieniającym ludzi w zombie. Mike był chory psychicznie. Jasnym było, że świat zwariował, wielu ludzi oszalało z rozpaczy za utraconymi bliskimi, wielu ludzi było zdolnych do najokropniejszych czynów. Ale to właśnie Mike’a miałem za chorego, bo jemu ten układ rzeczy po prostu się podobał. Czerpał niewysłowioną satysfakcje z zabijania zombie, gdy rozwalał im czaszki, było widać uśmiech na jego chudej twarzy, a oczy świeciły się mu niezdrowym blaskiem.

    Teraz z kolei postanowił urządzić (w jego mniemaniu oczywiście), najbardziej epicką eksterminacje zombie w historii. Gdy pod naszą bramą zebrało się około dwudziestu sztywnych, był już gotów. Poprzedniego dnia pojechał do siedziby straży pożarnej i przywiózł z stamtąd kilkanaście gaśnic. Potem ułożył je na wózkach i teraz używając młotka bawił się w dowódcę artylerii. Odpalał pociski starając się celować w sztywnych. Gaśnice latały wszędzie, a rezultat był taki, że nasz podjazd był mokry od piany zmieszanej z flakami.

    Tak, Mike zdecydowanie był chory, ale w dzisiejszych czasach mimo wszystko wolałem go mieć po swojej stronie.

  • Jako uczeń na profilu „Organizacja reklamy” powoli musze się wdrażać w promocję.
    1. Na samym początku, zainteresowanie klienta.
    -Witam Pana bardzo serdecznie, czy mógłbym zająć Panu 5 minut?-
    *charczenie i jęki*
    -W takim razie zajmę tylko 4.- *w tym momencie odwracam się teatralnie i nie wiadomo skąd(niczym spod lady w Telezakupach) wyjmuje klasyczną czerwoną siekierę na drewnianym trzonku.*- To oto narzędzie prosze Pana to najnowszej klasy przyrząd do obrony. Prosze spojrzeć-
    2. Prezentacja produktu/oferty
    *cios na odlew w ręce, obie odpadają*- Widzę, że z wrażenia o(d)padły panu ręce. Ale to jeszcze nie wszystko co przygotowałem.-
    *krzyki i nieartykułowane dźwięki*
    -Otóż to! Promocja, ważna do wyczerpania zapasów.- *kopnięcie nogą w kolano, chwyt za kark, przerzut nad sobą i przygwożdżenie do ziemi*
    *jęki i nieudolne próby wstania*
    3. Zakończenie prezentacji i drobny upominek „żeby klient Cię zapamiętał”
    -A to prezent w ramach podziękowań za wysłuchanie oferty.-*cios siekierą i przepołowienie głowy „zainteresowanego”, ostatnie zdanie juz do nieruchomego truchła*- Jeszcze raz dziękuję i polecam się na przyszłość.-
    *KONIEC PROMOCJI*

  • Przypadkowo kopnąłem leżącą na ziemi puszkę. Zauważył mnie. Pojękując ochryple, zaczął brodzić w wysokiej po pas trawie, wyrastającej dużymi kępkami z popękanego betonu. Powoli zachodzące słońce odbijało się od jego hełmu na głowie i raziło mnie w oczy. Zombie żołnierz? Od pandemii minęło około trzech lat, czyli mam do czynienia z weteranem postapokaliptycznego świata. Sprawa jest prosta i skomplikowana za razem. Gdyż mam rewolwer za pasem pod koszulką, i kij bejsbolowy w prawej ręce. Złapałem się za piekący zabandażowany nadgarstek. Po policzku spłynęła mi łza. Strzelić i zakończyć żywot istoty, przywołując hordę czającą się pośród zabudowań? Czy może szybka akcja z kijem bejsbolowym. Wtedy mam szansę na znalezienie jakiejś pomocy. Ale nie oszukujmy się, moje szansę są zerowe. Rodzina nie żyje, nie mam jedzenia. W magazynku mam zaledwie trzy naboje. Zwymiotowałem, żółta ciecz paląca gardło spadła na rozgrzany beton. Zombie był zaledwie parę kroków ode mnie. Zawahałem się, ,,żyjący trup” rzucił się na mnie. Odsunąłem się płynnym ruchem, jednak pazury osobnika zdarły opatrunek z nadgarstka. Spojrzałem na ranę po ugryzieniu, zrobiła się fioletowa i zaczynała sączyć się z niej czerwono-brązowa maź. Pieprzyć to! Wyciągnąłem rewolwer i ściągnąłem spust. Bam! Bam! W okolice serca i głowę. Wokół mnie rozległ się szmer i pomruki wychodzących z zabudowań zombie. Jednak teraz już mnie to nie obchodzi. Podjąłem decyzję, ja i tak zaraz stanę się jednym z nich. Przyłożyłem jeszcze ciepłą lufę do skroni. Pora poczuć jedyną sprawiedliwość tego świata, śmierć. Bam! …

  • Służba Patrolowa Enklawy
    Raport nr 22/04/03

    W dniu 22 kwietnia, 3 roku Po Zagładzie patrol pod moim dowództwem znajdował się na południowy wschód od Enklawy, zgodnie z wyznaczonym zadaniem. Około godziny 13:00 nastąpiło spotkanie z siłami nieprzyjaciela w liczbie około 20 jednostek, zgrupowanych wokół pojedynczego drzewa. Bliższa obserwacja wykazała iż na gałęzi powyżej znajdował się człowiek, według wszelkiego prawdopodobieństwa poszukiwany przez nas kurier z Twierdzy. Nieznajomy był nagi, swoje ubrania powiązał ze sobą, tworząc rodzaj liny z pętlą, którą zarzucał na zombiaki. Wykorzystując coraz wyższe gałęzie w charakterze dźwigni, windował złowionego npla na szczyt drzewa, by następnie zrzucić go głową w dół, doprowadzając do jej roztrzaskania o ziemię i unicestwienia wroga. Wskutek przewagi liczebnej npla wydałem rozkaz wkroczenia do akcji, likwidując zagrożenie. Ocalony przez nas mężczyzna, na skutek osłabienia z głodu ( spędził na drzewie kilka dni) oraz przeżytego stresu zemdlał krótko po zejściu z drzewa i został dostarczony do szpitala Enklawy.
    Sporządził: sierżant T. Małecki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

16 − 1 =