Reality Z (Sezon 1)

Podczas kulminacyjnego momentu w telewizyjnym show „Olimpo”, na ulicach miasta Rio de Janeiro wybuchają zamieszki. Narastający chaos wzbudza coraz większe zainteresowanie w mediach, jednak ekipa odpowiedzialna za program nie zamierza się tym przejmować, co ostatecznie doprowadza do tragedii. Nieświadomi bohaterowie show wciąż zamknięci w czterech ścianach Olimpu nie wiedzą nic o panującej wokół apokalipsie zombie. W tym czasie była twórczyni programu wraz z synem starają się uchować przy życiu, jednak szybko przekonują się, że to nie martwi są najgorszym zagrożeniem.

Wyprodukowany dla platformy Netflix pierwszy sezon serialu „Reality Z” to brazylijska adaptacja miniserialu „Dead Set” z roku 2008. Pomimo olbrzymiej ilości podobieństw w obu przypadkach, historia w „Reality Z” sięga nieco dalej, co daje zupełnie nowe możliwości. Czy stworzenie serialu bazującego na już istniejącej od kilku lat produkcji było dobrym pomysłem? Raczej tak.

Niezwykle ucieszyła mnie informacja, że to właśnie „Dead Set” jest bazą nowego serialu Netflixa. Co więcej do pewnego odcinka linia fabuła idzie niemal identycznie co w brytyjskim serialu, tyle że z nieco wyższym budżetem i bardziej egzotycznym klimatem. Wielu osobom na pewno się to nie spodoba, uznając tytuł za „kalkę” oryginału i poniekąd mają tutaj rację. Trzeba jednak zauważyć, że owa „zżynka” trwa do pewnego momentu, ustępując dalej nowatorskim pomysłom twórców „Reality Z”, a te uważam za ciekawe, o dużym potencjale.

Wizualnie serial wygląda bardzo dobrze. Całość łączy w sobie brutalność horroru i niekiedy bardzo przyzwoitych scen gore z piękną scenerią Rio de Janeiro. Niecodzienne miejsce akcji na produkcję o zombie, jednak finalnie okazało się to strzałem w dziesiątkę. Aktorzy spisali się dobrze, mimo iż wielu ma niemal zerowe doświadczenie w grze przed kamerą. Pod tymi względami nie mam żadnego zarzutu do produkcji.

Inaczej sprawa ma się z tłem fabularnym. Moim zdaniem serial został podzielony na dwie części, z której pierwsza jest wspomnianą wcześniej kalką „Dead Set” z niemal identycznymi scenami, z podobnymi ujęciami, a nawet dialogami co oryginał. Druga część to wyobraźnia twórców, która, jak dla mnie, miała bardzo dobre momenty i gdyby nie liczne, po prostu głupie podjęte decyzje, serial mógłby być czymś więcej niż jednostrzałowcem, którym zapewne pozostanie.

Naprawdę nie rozumiem mentalności produktów spod marki Netflix. Po raz kolejny jestem świadkiem serialu, który w swoim pierwszym sezonie zagrywa wszystkie karty, nie dając widzowi oddechu i możliwości wczucia się w klimat. W „Reality Z” wszystko szło dobrze aż do ostatneigo odcinka. Twórcy zamiast dawkować emocje i rozwinąć naprawdę fajny i ciekawy wątek, który mógłby być główną siłą napędową w kolejnym sezonie, postanowili wszystko rozwiązać w mknieniu oka. Po co? W jednej krótkiej chwili cały potencjał legł w gruzach.

Wprawdzie niewielka furtka została pozostawiona na ewentualny kolejny sezon, tak więc pozostaje nam czekać na rozwój sytuacji, który niestety osobiście widzę w czarnych barwach. Po seansie „Reality Z”podobne odczucie miałem w dwóch przypadkach. Pierwszym była informacja o anulowaniu czwartego sezonu „Santa Clarita Diet”, a drugim to brak kontynuacji serialu „In The Flesh”. W skrócie: ogromny smutek zmarnowanego gigantycznego potencjału danego tytułu.

Podsumowując, „Reality Z” doskonale sprawdził się w roli odświeżenia bardzo dobrego „Dead Set”. Niestety zbyt duża irracjonalność podjętych decyzji źle wpływa na jego finalny odbiór. Warto obejrzeć, jednak przed seansem radzę zapoznać się z oryginałem.

Moja ocena: 7/10

Sezon: 1
Ilość odcinków: 
10
Czas trwania odcinka: 
ok. 27 min.

Trailer:

Sprawdź także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *