„Przecież żyłem życiem każdego z moich bohaterów.” Wywiad z Romanem Kulikowem.

S.T.A.L.K.E.R to uniwersum, które wciąż cieszy się dużym zainteresowaniem, nie tylko graczy w Polsce, ale także czytelników.

O nowej książce i fenomenie serii, postanowiłem porozmawiać z Romanem Kulikowem, autorem książki Dwa Mutanty.

Łukasz Rzadkowski: Witaj Romanie! Niedawno na polskim rynku ukazała się trzecia Twoja książka z uniwersum stalkera: Dwa Mutanty. Czy na początku mógłbyś nieco przybliżyć nam, o czym ona opowiada?

Roman Kulikow: Hej! Wydaje mi się, że dość dobrze ujmuje to już blurb do książki:

Godzina próby minęła, zaś stalker Kret i jego druhowie w końcu mają chwilę wytchnienia. Chomik nabiera sił po postrzale, Sztych próbuje przywyknąć do codzienności.
Jednak sielankę życia nad jeziorem przerywa kolejna niespodzianka, przyszykowana przez los. Otóż Palony – młody stalker-samotnik, którego z dobroci serca odratował i wyleczył Kret – radośnie sprzedaje informację o nieprzebranym skarbie artefaktów, kryjących się w pływającej chatce jego niegdysiejszego dobroczyńcy. Grupa bandytów wespół z bandą Wolnościowców decyduje się wykonać skok życia.
Z drugiej strony ku jezioru zmierzają aż trzy wzmocnione patrole Powinności pod komendą Borga, pchanego naprzód żądzą zemsty za śmierć ekipy Czołga.
Jezioro nie jest też obojętne wojenstakerowi Szaremu, który po blamażu z nieudanym odnalezieniem Sztycha w Zonie dostaje jeszcze jedną, tym razem naprawdę ostatnią szansę.
Czarne chmury gromadzą się nad Zoną, niosąc ze sobą zapowiedź ważkich zdarzeń.
Na domiar wszystkiego, sam Sztych spotyka jeszcze jednego mutanta, którego zdolności zdają się nie mieć granic…

Jednak, żeby nie wyszło na to, że się wymiguję, to dodam jeszcze krótko: to bezpośrednia kontynuacja Sztycha, w której czytelnik dowiaduje się, że nasi bohaterowie jednak nie uwolnili się ani od bandytów, ani stalkerów z Powinności. W dodatku ingerencja kolejnej siły może konkretnie uderzyć w już poczynione plany wszystkich innych, jakkolwiek każdy z wcześniejszych pretendentów do skarbu Kreta był przekonany, że tym razem to już na pewno działa z błogosławieństwem samej Zony. Dwa mutanty podejmują też wątki z Więzów Zony, tak więc dwie – w sumie niezależne od siebie – książki, Więzy Zony i Sztych, zostają splątane w jeden węzeł wydarzeń w Dwóch mutantach.

ŁRz: Stalker to niesamowicie interesujące uniwersum. Czy ciężko było stworzyć historię osadzoną w Zonie?

RK: Nie jest wcale łatwo wymyślić dobrą, zapadającą w pamięć i nietypową fabułę z tego prostego powodu, że najpierw trzeba całość wydarzeń przejść od początku do końca we własnej głowie – a już szczególnie dlatego, że w STALKERze wyszło tyle najprzeróżniejszych książek. Poza tym mam zwyczaj stawiania sobie poprzeczki dość wysoko, więc nie wystarczy mi, że sobie wymyślę *po prostu jakąś* książkę. To musi być wyraziste, wciągające, tak, żeby po lekturze czytelnik miał wrażenie na zasadzie: wow, ale to było, pierwszy raz coś takiego czytam! Mam nadzieję, że polscy czytelnicy zgodzą się z rosyjskimi, którzy mówią nawet teraz, po latach, że Więzy Zony i pozostałe części mojego cyklu są unikatem nawet w serii STALKER. Nie będę krył się z tym, że siadając do prac nad Więzami Zony czułem, że muszę napisać nie po prostu książkę akcji, ale coś szczególnego, prawdziwego… żywego, czegoś, co nie pojawiło się przede mną. No a jak powiedziało się „A”, to trzeba było powiedzieć „B” i trzymać poziom. Może i odróżniają się w narracji, atmosferze, odbiorze – ale kiedy przeczytacie je wszystkie i spojrzycie z perspektywy, zrozumienie, jak harmonijnie uzupełniają się nawzajem i tworzą jednolity, spójny świat.

ŁRz: Myślałeś o tym i czy byś chciał, choć na moment, jeden dzień, zamienić się ze swoimi bohaterami miejscem, by poczuć, jak to jest być stalkerem na własnej skórze?

RK: JUŻ TO ROBIŁEM. Przecież żyłem życiem każdego z moich bohaterów – tych dobrych i złych, głupich i mądrych. Przecież kiedy człowiek pisze, zamienia się w daną postać, odbiera jej emocje i wrażenia, zanurza się z głową w świat przedstawiony, więc wszystko, co się dzieje, dzieje się w sumie z nim. Kochasz, nienawidzisz, cieszysz się i płaczesz, zmieniasz się… A czasami też umierasz i wracasz zza grobu.

ŁRz: Co najbardziej pociąga Cię w Zonie? Mowa oczywiście o tej książkowej, a nie prawdziwej.

RK: Uwielbiam głębię i swobodę Zony. Przecież w książkach jest ona o wiele bardziej szczegółowa niż w grze – możemy na jej kartach znaleźć setki skrytek ze skarbami, o których w grze nikt nie pomyślał, przejść tuziny nieznanych ścieżek, przeżyć przygody i osiągnąć cele… Nasze, własne cele, a nie tylko te, które ktoś przed nami postawił. 

ŁRz: W Polsce Twoja twórczość dopiero raczkuje, lecz obie wydane dotąd książki bardzo dobrze się przyjęły, a trzecia także zbiera pozytywne opinie. Jaki jest odzew polskich czytelników w Twoim kierunku? Dostajesz od nich jakieś wiadomości?

RK: Rzeczywiście, po pierwszej książce jakoś mi na Facebooku przybyło znajomych z Polski, z którymi piszę z ogromną przyjemnością. Bariera językowa na dobrą sprawę nie istnieje, bo rozmawiamy, przeskakując z angielskiego na polski i znów na rosyjski. Bardzo ciekawi mnie to, jak mieszkają moi czytelnicy, czym się zajmują, co się u nich dobrego dzieje… No i czy może chociaż troszkę im się podobają moje książki 😉

ŁRz: Czego możemy oczekiwać po kolejnych, zapowiedzianych na polskim rynku książkach z serii stalkera Twojego autorstwa? A może są plany także na przetłumaczenie i wydanie innych Twoich książek?

RK: Jeśli o STALKERa idzie, to kolejna książka, Kajdany losu (która, mam nadzieję, też wyjdzie) będzie znacząco różnić się od poprzednich. To chyba najmroczniejsza i najbardziej brutalna część całej serii… Poznacie w niej nowych bohaterów z ich własnymi charakterami, wewnętrznymi demonami i opowieściami. Niezmienne pozostają tylko akcja, epickie starcia, nieoczekiwane zwroty akcji (serio, mam nadzieję, że parę razy wam szczęka opadnie) i to, co staram się zawsze zawrzeć w moich książkach – że nawet w najgorszej sytuacji warto jest pozostać człowiekiem.
Co do innych serii, to tutaj już pytajcie czytelników i atakujcie Fabrykę Słów, którą gorąco pozdrawiam 😊 Jeśli ci pierwsi chcą mnie czytać, to drudzy powinni chcieć wydawać… A mam, oj, mam, co jeszcze zaproponować!
Teraz pracuję nad drugim tomem mojej autorskiej serii Rozłam o świecie, porozdzielanym na kawałki przez niemożliwe do przekroczenia Bariery, w którym społeczeństwa poszły swoimi osobnymi drogami. W jednym miejscu ludzie wrócili do epoki Rewolucji Przemysłowej, inni wdrażają biotechnologie, jeszcze trzeci postawili na wydobycie ropy i jej pochodne. Są i tacy, co ześliznęli się po spirali rozwoju, stoczyli z powrotem ku czasom feudalnym albo wręcz plemiennym. Ludzie pozamykani w swoich Granicach nie wiedzieli, co stało się z całą resztą, dopóki nie okazało się, że przez Bariery da się jednak przejść… Nazwałem ten gatunek mix-punkiem, bo łączę tam wszystkie -punki: steam, diesel, bio i nawet cyber.
Oczywiście, poza Rozłamem mam jeszcze dwie dwutomowe serie: pierwsza napisana jest w duchu fantastyki militarnej o dziewczynie, walczącej na zajętej przez obcych planecie; drugi to space opera o dobrym kosmicznym piracie, taki sobie remake Odyssei kapitana Blooda.

ŁRz: Jak myślisz, co wniesie premiera długo oczekiwanej już gry Stalker 2 do całego uniwersum?

RK: STALKER2… oj, trudne pytanie. Liczę na to, że będzie powiewem świeżości, przyciągnie nowych miłośników i da siłę weteranom. Jakkolwiek obawiam się, że dwójka nie będzie aż takim objawieniem jak jedynka, to bardzo chciałbym, żeby STALKER2 stał się dla swego uniwersum czymś takim, jak drugie części Obcego i Terminatora – pogłębieniem, otwarciem, rozszerzeniem, nowym kolorytem… idealnym sequelem.

ŁRz: No i oczywiście, czy sam zamierzasz zapoznać się ze wspomnianą grą?

RK: No jasne, że będę grać! Już zrobiłem preorder przecież, mimo że z wymaganiami systemowymi się łapię tak psim swędem XD

ŁRz: Czy, jako doświadczony już pisarz, miałbyś jakąś radę dla osób, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z pisaniem?

RK: Ucz się, ćwicz, zdobywaj doświadczenie, patrz, jak piszą ci, co odnieśli sukces, nie tylko konsumując ich książki, a rozkładając na części pierwsze, próbując zrozumieć strukturę opowieści, poczuć rytm, usłyszeć melodię tekstu… No, a potem postaraj się napisać „coś w tym stylu”. Tylko się nie spiesz, proszę. Nie wolno. Zaczniesz się spieszyć, coś przeoczysz i już, złapani na gorącym uczynku, bo czytelnicy to wyłapią. Stworzenie książki to nie tylko zaszczyt i przyjemność, ale też kawał ciężkiej roboty. 

ŁRz: Na koniec dziękuje Ci za poświęcony czas i życzę sukcesu, nie tylko na polskim rynku czytelniczym, ale także w każdej innej dziedzinie! Dobrej Ci Zony!

RK: Dzięki za ciekawe pytania, najlepszości życzę!

Sprawdź także:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *